środa, 20 kwietnia 2016

Rozdział 4

Ten pocałunek z Thomasem dużo zmienił już nie potrafiłam spojrzeć mu od tak w oczy, nie był już dla mnie przyjacielem, był kimś więcej. Jednak nie czułam do niego, tego co do Mikołaja. Wiem dziwne, bo Mikołaj bardzo mnie zranił, a ja miałam wrażenie, że wystarczyło by jedno jego słowo, a wróciłam bym do niego bez wahania.
Pojechałem na halę, gdzie miałam odbyć trening z dziewczynami. Jak zawsze zawodnicy Resovii właśnie kończyli. Przywitałam się ze wszystkimi.
-A gdzie Tomek?-zapytałam Ignaczaka
-Nie przyszedł dzisiaj-odrzekł libero
-Kurde-powiedziałam pod nosem, jednak zapomniałam, że Krzysiek ma uszy słonia.
-Czekaj, czekaj... on Cię wczoraj odwiózł do domu, czy wy coś?-przetrwałam mu
-Nie, to znaczy...-wkopałam się
-Chodź usiądziemy, wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko?-musiałam się komuś wygadać i chyba Igła był odpowiednią osobą.
-Ja i Tomek... wczoraj, wczoraj coś zaiskrzyło, niby tylko pocałunek, ale było w nim to "coś"-uśmiechnęłam się do siebie, po czym spojrzałam na Krzyśka, który ledwo powstrzymywał się od śmiechu.
-No i co? Mów dalej
-Co dalej? Dalej nic nie ma, kazałam mu wyjść. Wiesz nie wiem czego ja się boję, może tego, że znowu się zawiode?, że jemu chodzi tylko o jedno-posmutniałam, co zauważył siatkarz.
-Z mojej strony mogę Ci powiedzieć, że Tomek to chyba zwariował na twoim punkcie, gada tylko o tobie, kocha Cię Laura, a ty go kochasz?-zapytał Ignaczak
-Nie pomogłeś-wstałam i wyszłam z hali, zupełnie zapominając, o tym, że zaraz przyjdą dziewczyny.
-Co ja wogóle robię?-powiedziałam do siebie. Przed chwilą myślałam, że nie czuję nic do Tomka, a teraz? Teraz to ja już sama nie wiem.
Wróciłam do dziewczyn, poszło nam nadzwyczajnie szybko i dobrze. Wyszłam z hali około godziny 18:00 postanowiłam, że pójdę do Thomasa porozmawiać. Po 15 minutach byłam pod jego mieszkaniem.
-Dobra weź się w garść-zacisnęłam pięści i zapukałam do drzwi, które otworzyły się po kilku sekundach.
-Cześć-powiedziałam, chyba wybrałam zły moment, bo siatkarz mając buzię pełną jedzenia pokazał tylko gestem, że mogę wejść, nie powiem wyglądał tak..., tak słodko.
Nie minęło 5 sekund, a zaraz przywitał mnie jego pies "Brutal", nie wiem czemu Tomek, go tak nazwał? Przecież to był mały, słodki piesek.
-Lubi Cię-powiedział przyjmujący połykając jedzenie
-No wiem, i ja też go lubię-wzięłam psa na ręce -Tomek przyszłam z tobą porozmawiać o tym co się wczoraj stało
-Daj spokój wygłupiłem się, najlepiej o tym zapomni-rzekł Jaeschke
-A może ja nie chce-chłopak popatrzył na mnie i wtedy dotarło do mnie co powiedziałam. Cała ja najpierw mówię, potem myślę.
Dobrze, że Thomas mnie znał, przynajmniej wiedział, że powiedziałam to "przez przypadek".
-Napijesz się czegoś?-zapytał
-Herbaty-odpowiedziałam i usiadłam na kanapie, rozglądając się po pokoju. Mieszkanie typowego samotnego faceta, wszędzie porozwalane ciuchy, brudno i jeszcze zabawki psa, uśmiechnęłam się pod nosem. Po 10 minutach dołączył do mnie Thomas i moja herbata. Nikt się nie odzywał, a jak przyszło co do czego, to odezwaliśmy się jednocześnie, przeznaczenie?-pomyślałam
-Ty pierwsza-rzekł siatakrz
-Chciałam Cię przeprosić, jeżeli dałam ci jakieś sygnał, nie chce teraz pakować się w nowy związek. Boję się, że znowu się zawiode i będę cierpieć? Rozumiesz?-zapytałam, on nic nie odpowiedział tylko patrzył się przed siebie.
-Halo? Tomek? Ziemia-pomachałam mu ręką przed twarzą
-Laura, rozumiem, że to dla Ciebie za szybko, ale czy kiedyś?-on mnie naprawdę kocha, a ja? Ja może też go kocham, tylko boję się do tego przyznać, w końcu tylko przy nim czuję się taka szczęśliwa i swobodna.
-Dobra koniec tematu-zakończył przyjmujący. Siedziałam u niego dojść długo, rozmawialiśmy, żartowaliśmy jak kiedyś. Uwielbiałam jego poczucie humoru, jego uśmiech. W pewnym momencie "Brutal" wskoczył mi na plecy.
-Aaaa-krzyknąłam, przywracając się na Tomka
-Brutal-powiedział przez śmiech Jaeschke. Ściągnął psa z moich pleców i spojrzał mi w oczy, przez chwilę zapadła niezręczna cisza. Niegdy nie spodziewałabym się, że to ja zrobię ten pierwszy krok, że to ja pierwsza go pocałuje, ale chciałam tego.


Thomas nie pewnie zaczął rozpinać moją koszulę, robił to bardzo powoli, tak jakby czekał na to, aż zaraz wstane i wyjdę.
-Nie bój się-szepnęłam mu do ucha
-Ja się boję?-uśmiechął się
Teraz był znacznie pewniejszy siebie, wziął mnie na ręce i zniósł do sypialni.
Nie wiedziałam co się ze mną dzieję, przecież przed chwilą powiedziałam mu, że nic z tego nie będzie, a teraz pakuje mu się do łóżka. Pytanie czy będę tego żałować?. Tomek w każdym swoim ruchu był czuły i ostrożny bardzo mi to imponowało.
-Kocham Cię-powiedział za nim zamknęłam oczy, pewnie większość dziewczyn powiedziało by to samo, ale ja nie czułam tego "czegoś". Wiedziałam, że bardzo ranie Tomka, na którym w jakimś innym seansie mi zależało.
*Perspektywa Thomasa*

Czułem, że coś jest nie tak, gdyby nie było Laura chociaż raz by się uśmiechała. Może posunąłem się za daleko, ale nie, przecież ona chciała tego. Nie wiem kiedy, ale zmęczony tymi wszystkimi myślami zasnąłem, mając przy sobie kobietę mojego życia.
Obudziłem się około godziny 06:30, Laury już nie było. Pomyślałem, że pewnie poszła przygotowywać śniadanie, poszedłem do kuchni, jednak tam jej nie było.
-Laura-krzyknąłem, nikt nie odpowiedział -Uciekła?-powiedziałem do siebie. Zobaczyłem, że na stoliku leży jakaś kartka.
  "Przepraszam Cię Tomek, ale nie mogłam zostać, czuję się podle, tak jak bym Cię wykorzystała. Mam wrażenie, że to Mikołaj już na zawsze będzie mężczyzną mojego życia, wiem że mnie kochasz, ale spróbuj zapomnieć. Chciałabym abyś był moim przyjacielem, chce mówić Ci  o moich odczuciach, chce się tobie wypłakiwać, ale CHYBA nigdy Cię nie pokocham, tak... tak jak Mikołaja.
   Przepraszam 
                                    Laura
P.S Było cudownie i jeszcze raz bardzo Cię przepraszam.

-Było cudowie-powtórzyłem ostanie słowa. Tak, kochałem ją, ale po co miałem walczyć? Skoro sama napisała, że nigdy mnie nie pokocha. Lepiej będzie jak wrócę do USA i zapomnę. Usłyszałem dzwonek telefonu.
-Cześć Tomek, będziesz na treningu? Uprzedzam, że Kowal jest zły-usłyszałem głos Piotrka
-Tak będę, będę-powiedziałem obojętnie
-Coś się stało?-zapytał środkowy
-Przyjedź do mnie pogadamy-musiałem z kimś porozmawiać
Po 30 minutach Pit zjawił się u mnie w mieszkaniu.
-Siema stary-przywitałem się z Nowakowskim i zaprowadziłem do salonu
-Laura była u ciebie?-zapytał trzymając w ręku jej notes, którego najwidoczniej zapomniała
-Aaa daj spokój-usiadłem załamany na kanapie
-Uuuuu czyli było coś ten tego-środkowy podniósł brwi
-No było, ale co z tego, jak rano już jej nie było i zostawiła tylko to-podałem mojemu przyjacielowi list.
-Odpuść-rzekł po przeczytaniu
-Nie mogę Piotrek, nie potrafię, jeszcze ta noc, kurde stary...-schowałem twarz w dłoniach
-Ja myślę, że ona po pewnym czasie zrozumie co do Ciebie czuję, tylko muszisz trochę odpuścić, nie możesz się jej narzucać i co najważniejsze nie przepraszaj jej, bo to ona zawiniła-postanowiłem wziąść sobie te rady do serca.
Razem z Piotrkiem pojechaliśmy na trening, a następnie postanowiłem trochę odreagować i wybrać się na imprezę.
*Perspektywa Laury*

Nie miałam się komu wypłakać, miałam dużo przyjaciół, ale wszyscy znali Tomka i zaraz zaczęli by nas swatać, a tego nie chciałam. Postanowiłam zrobić sobie kilka dni przerwy od Rzeszowa i wróciłam do rodzinnego miasta. Zadzwoniłam do mojej koleżanki, z którą przyjaźniłam się jak jeszcze mieszkałam w Kielcach. Co prawda ona znała moją sytuacją, bo codziennie rozmawiałyśmy, ale osobiście Tomka nie poznała, więc mogłam jej powiedzieć dosłownie wszystko.
-Cześć kochana-mocno mnie przytuliła
Julka zaparzyła herbatę.
-To odpowiadaj-zaczęła...
-Jestem beznadziejna-odrzekłam
-To już wiem, a można jakieś szczegóły?-rzekła upijając herbatę
-Poszłam do niego, bo chciałam porozmawiać, jak dawnej tak o wszystkim i na początku tak było, dopiero pod koniec, nie wiem, chciałam tego, pocałowałam go no i dokończ sobie sama-...
-Dlaczego uciekłaś?-zapytała Jula
-Bo..., jak się obudziłam, to zrozumiałam, że go nie kocham i tylko go ranie, napisałam list i wyszłam, ale teraz w sumie żałuję, bo może jakbym powiedziała mu to prosto w twarz, było by inaczej
-A Mikołaj? Co z nim?-spytała moja przyjaciółka
-To skończony debil, jeszcze dzisiaj pojechałam do niego, rozumiesz?... -rozpłakałam się... pojechałam bo miałam wyrzuty sumienia, że go zdradziłam, pojechałam i co zobaczyłam? Jego i te jego lafirynde, całowali się, byli szczęśliwi, to wyszłam, uciekłam, znowu...-i tak oto z wiecznie uśmiechniętej dziewczyny stałam się zwykłą beznadziejną dziewczyną, która rani wszystkich do okoła.
-Bidulka moja, zrobimy eksperyment chodź!!! -zaproponowała Julia
-Co? Jaki eksperyment? Co ty znowu wymyśliłaś?-złapała mnie za rękę i zaprowadziła na balkon
-I co mam skakać?-zapytałam uśmiechając się
-Nie, krzyknij, że nie kochasz Tomka-zaskoczyła mnie, to było jak wyzwanie w grę w butelkę, ale w sumie cała Julka, dziecinna, uśmiechnięta w jedym zdaniu ciesząca się życiem.
-Tak robią dzieci-odparałam
-Wyrzuć z siebie, to że go nie kochasz? Tak nie robią dzieci, -śmieszyła mnie ta sytuacja, no bo kto normalny tak robi?
-Nie koch... nie zrobię tego-przerwałam w połowie zdania
-Czyli go kochasz widzisz? Laura kocha Tomka, Laura kocha Tomka-zaczęła krzyczeć tak głośno, że w Rzeszowie mogli by ją usłyszeć
-Zamknij się!, ile ty masz lat?-zapytałam wchodząc z powrotem do mieszkania
-21 i wiesz, że to nie była zabawa dla małych dzieci, studjuje psychologię to wiem-to mnie zaskoczyła
-Studiujesz i nic mi nie powiedziałaś?-rozmawialiśmy bardzo długo, aż gdzieś około godziny 02:00, o ile dobrze spojrzałam na zegarek, padłyśmy ze zmęczenia.
*Perspektywa Thomasa*

Impreza, jak każda inna. Dziewczyny, alkohol, głośna muzyka. Wszyscy do okoła szczęśliwi, no prawie. Nie minęły 2 godziny, a ja już chciałem opuścić ten lokal. Zastanawiałem się co teraz robi Laura, może płacze?, a może właśnie jest szczęśliwa?.
-Będę się zbierał-powiedziałem do Piotrka
-No co ty już? Zawsze zostawałeś najdłużej-wiem, że Pit chciał dobrze, ale dla mnie chyba najlepiej by było, gdybym posiedział sobie sam w domu.
-Nie moje klimaty-szukałem wymówki
-Ta jasne, widzisz tą dziewczę?-wskazał na jakąś brunetke
-Nie wiesz, ślepy jestem-odpowiedziałem oschle
-No to do niej zagadaj
-Przestań... wiesz co czuję do Laury-Nowakowski naprawdę nie rozumiał, że ja nie umiem zapomnieć o Laurze i byle jaka brunetka mi w tym nie pomorze.
-Ty, postaw się w mojej sytuacji, co byś zrobił gdyby Ola powiedziała Ci, że Cię nie kocha i nigdy nie pokocha?-niepotrzebnie się uniosłem
-Sorry, nie żeby coś, ale moje zdanie w tej sprawie znasz-rzekł środkowy, a ja zacząłem kierować swoje kroki w stronę mieszkania.
*Perspektywa Laury*

Obudziłam się około 10:00, zeszłam na dół
-O wstałaś nareszcie-rzekła Julia
-Mogłaś mnie obudzić-odrzekłam
-Nie miałam serca-uśmiechała się
-Wracasz dzisiaj do Rzeszowa i jedziesz do Tomka-rozkazała moja przyjaciółka
-Dzisiaj nie, jutro, bo muszę odwiedzić jeszcze mamę
-Dobrze, ale pamiętaj... kochasz...-pokazała rękę, abym dokończyła
-Julkę-zaśmiałam się
-Też, ale bardziej Tomka-mówiąc to podeszła do mnie i zaczęła stukać mnie po głowie -I wbij to sobie to tego twojego łba-dokończyła
-A co jeżeli on już zmienił zdanie, po tym co zrobiłam?-obawiałam się, że teraz to ja mogę zostać odtrącona
-Jak kocha to poczeka-Julka puściła mi oczko i podała kubek z kawą
-Oby...-wzdychnęłam


-------------
Rozdział 4. Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Jak wam się podobał rozdział to zostawcie po sobie jakiś ślad. 😃
Pozdrawiam!!! Czekajcie na następny



sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział 3

Dzień meczu, był dniem wyjątkowym, czas płynął szybciej, a emocje brały górę. Uwielbiałam to uczucie, kiedy w czasie przerw pomiędzy setami, mogłam wyjść na parkiet i wyrzucić z siebie wszystkie emocje. W momencie tańca, nie liczyło się to dzieję się na turybunach, czy na tablicy wyniku, chociaż bywały wyjątki. Liczył się dany moment, dany ruch. Zawsze na koniec układu dostawałyśmy z dziewczynami dojść spory aplauz, tak było i tym razem. Szczęśliwa zasiadłam na jednym z krzeseł. W pewnym momencie Thoms obrócił się w moją stronę i posłał mi szeroki uśmiech. Wyglądało na to, że właśnie odzyskałam swojego najlepszego przyjaciela, chociaż wiedziałam, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej.
Mecz skończył się wynikiem 3:1 dla Resovii, dzięki tej wygranej pasy wskoczyły na drugie miejsce w tabeli premiowane grą w finale. Zadowoleni udaliśmy się do mieszkania Pita świętować zwycięstwo.
Mimo, że trener powtarzał, aby nie patrzeć na tabelę i przeciwników tylko zawsze grać na 100%, godzinę zajęło im dyskutowanie o tym, co muszą zrobić, aby zagrać o złoto.
-A ty jakie masz plany, mistrzostwa Polski a potem?-zapytał Achrem
-Nie wiem czy będę brała udział w mistrzostwach Polski, bo Mikołaj ma wtedy jakiś wyjadz-odrzekłam, wiedziałam, że na wypowiedziane przeze mnie imię "Mikołaj" Tomek spuścił głowę, a jednak mu nie przeszło.
-Żartujesz? Chcesz zrezygnować przez niego ze swoich marzeń?-rzekł Nowakowski. A mi przez ten cały czas wydawało się, że chłopaki lubią Mikołaja, ale jak widać nikt za nim nie przepadał.
-Możemy zmienić temat?-zaproponowałam
-Jasne-powiedział Fabian i zeszliśmy na temat gier komputerowych, nie ma co, w tym akurat byłam ekspertem.
Usłyszałam dzwonek swojego telefonu, odebrałam przechodząc do innego pomieszczenia.
-Ale jak to co się stało?-byłam w totalnym szoku, po wiadomości jaką przed chwilą usłyszałam
-Co sie sta...-w między czasie do kuchni wszedł Thomas
-Zaraz tam będę-szybko się włączyłam i zaczęłam szykować do wyjścia. W głowie miałam jeden wielki szum, wszyscy wokół pytali co się stało, a do moich oczu zaczęły napływać łzy.
-Kurwa Laura co się dzieję?-krzyknął Jaeschke
-Mikołaj miał wypadek, muszę do niego jechać-odrzekłam
-Zwariowałaś w tym stanie sama nie pojedziesz zawioze Cię-odparł przyjmujący
-Nie chc...no dobra-zgodziłam się, bo wiedziałam, że sama nie dała
bym rady.
Po 10minutach byliśmy już w drodze, zajrzałam w lusterko boczne i widziałam, że prawie wszyscy zgromadzeni u Piotrka jadą za nami
-Jezu, po co oni tam jadą? Przecież wy wszyscy nie lubicie Mikołaja-powiedziałam zła
-Laura, po pierwsze jesteśmy twoimi przyjaciółmi, po drugie nie widzisz tego, że my chcemy Ci pomóc, chcemy Ci coś uświadomić-"Coś uświadomić"? Ciekawe co?.
-Dobra jedź szybciej, a nie gadaj-przyjmujący pokręcił jedynie głową. Miałam ochotę wysiąść z tego samochodu i iść do szpitala na piechotę, byle by nie słuchać o tym jakim dupkiem jest Mikołaj.
*Perspektywa Thomasa*

Nie wiem, czy dobrze robię, może powinnem powiedzieć jej prawdę, chociaż pewnie i tak by mi nie uwierzyła, a nasz konflikt tylko by się pogłębił. Wiedziałem, że zaraz w szpitalu jej życie może stracić sens, a ja obiecałem sobie, że zrobię wszystko, aby tak się nie stało.
*Perspektywa Laury*

Szybko wbiegłam do szpitala, gdzie ujrzałam mamę Mikołaja.
-Co z nim? -zapytałam
-Lekarze mówią, że jego stan jest stabilny-odrzekła
-A jest przytomny?
-Tak-zaczęłam iść w kierunku jego sali -ale ja nie wiem czy to dobry pomysł, abyś tam szła-kobieta próbowała mnie powstrzymać, zupełnie nie wiedziałam dlaczego, jednak za chwilę, za chwilę...
-Ty draniu, a ja jak głupia myślałam, że mnie kochasz-wbiegłam do sali z krzykiem, kiedy ujrzałam go całującego się z jakąś dziewczyną.
-Przepraszam-wyszeptał ciacho chłopak, a ja miałam ochotę szczelić go prosto w twarz, jednak ze względu na jego stan, który nie był najlepszy odebrałam sobie tą przyjemność.
-Wiesz gdzie mam twoje przeprosiny? Phi, i pomyśleć, że ja chciałam dla Ciebie zrezygnować z Mistrzostw, gdzie ja miałam oczy?
-Nie moja wina, że jesteś taka naiwna-odrzekł Mikołaj, a ja ukratkiem spojrzałam na dziewczynę, która stała obok powstrzymując się od śmiechu. Moim marzeniem było, aby Mikołaj zapłacił za to zrobił w jakikolwiek sposób. Wyszłam zapłakana przed szpital, gdzie ujrzałam całą "moją" ekipę.
-No i co się tak gapicie? Chcieliście tego co macie-rzekłam -A w szczególności ty-spojrzałam na Thomasa
-My chcemy dla Ciebie jak najlepiej, traktujemy Cię jak rodzinę, wiedzieliśmy, że Mikołaj nie jest z tobą szczery-odparła Monika
-Wszyscy wiedzieliście, że Mikołaj mnie zdradza i zamiast powiedzieć mi to prosto w twarz bawicie się w jakieś podchody-powiedziałam
-A uwierzyła byś nam?-zapytał Nowakowski
-Nie-szepnęłam cicho, Piotrek miał rację, oni przez cały czas próbowali uświadomić mi, że mój chłopak mnie zdradza, a ja zaślepiona miłością do niego, zawsze go broniłam.
-Laura, nie płacz proszę Cię-podszedł do mnie Thomas
-Zostaw mnie, chce być sama-odrzekłam i ruszyłam w drogę powrotną do domu, zupełnie zapominając o tym, że jest wieczór, że nie mam samochodu, a mój dom znajduje się po drugiej stronie miasta. Usiadłam na przystanku, oczekując na jaki kolwiek autobus. Po kilku minutach zamiast niego podjechał Tomek. Nie miałam ochoty z nim jechać, chciałam pobyć sama, zastanowić się czy zostać w Rzeszowie, a może wrócić do swojego rodzinnego miasta?.
-Chodź, nie wygłupiaj się-poczułam jego dłoń na swojej, tak naprawdę to tylko on codziennie próbował skłócić mnie z Mikołajem, gdybym chociaż raz go posłuchała, oszczędziłabym sobie rozczarowań. Spoglądając na zegarek,  którego wskazówki wskazywały 30miniut po 21, zgodziłam się wrócić z Tomkiem.
Przez całą drogę, nie mogłam spojrzeć mu w oczy, dlatego jechałam obrucona w stronę szyby, a on uszanował moje milczenie, chociaż pewnie było to dla niego trudne.
-Dziękuję-rzekłam, kiedy zorientowałam się, że jestem już pod blokiem
-Nie ma za co, wejdę z tobą na górę-oznajmił siatkarz, nie mogłam mu zabronić, bo i tak nie miałam bym szansy go powstrzymać. Kiedy weszliśmy do mieszkania, po raz pierwszy spojrzałam na jego twarz
-Już możesz iść, nie martw się, nie zabiję się, aż taka głupia nie jestem-miał to być żart, ale chyba mi nie wyszedł...
-Nie jesteś głupia, tylko zakochana...tak jak ja-złożył na moich ustach przyjemny pocałunek, przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Czułam, że moje policzki stają się czerwone.
Kiedy spojrzał mi w oczy moje serce zabiło szybciej. Było w jego wzroku coś niesamowitego, coś czemu nie byłam w stanie się oprzeć.
*Perspektywa Thomasa*

Nareszcie miałem to co, a właśnie to kogo chciałem przy sobie. Widziałam jak Laura cierpi, bałem się zrobić jakikolwiek krok. Miałem ogromne obawy przed naszym pocałunkiem, a co jeżeli pomyślała by sobie, że chce wykorzystać jej sytuację i... Całe szczęście  zareagowała inaczej, a właściwie to wogóle nie zareagowała.
-Laura, kocham Cię-powiedziałem niepewnie, a ona cały czas patrzyła się na mnie swoimi zapłakanymi, ale nadal pięknymi oczami
-Idź już-odrzekła Laura
-Ale, jest już późno, a ja przyjechałem tutaj twoim samochodem-bardzo chciałem zostać razem z nią
-To zamówie Ci taksówkę-uśmiechnęła się (nareszcie)
-Stać mnie-odrzekłem i wyszedłem całując ją w policzek.
*Perspektywa Laury*

No i co ja mam teraz zrobić?...



----------
Rozdział 3 oddaję w wasze ręce
Pozdrawiam!!! I przepraszam za błędy