Ostatni czas nie należał do najlepszych. Ciągle kłótnie z Mikołajem, z dziewczynami z zespołu, do tego Resovii nie szło najlepiej, co prwada wygrywali, ale tracili punkty z teoretycznie słabszymi rywalami.
Ale jak to w życiu, są wzloty i upadki. Ja zawsze żyję z świadomością, że po czymś złym musi nastąpić dobre i niestety na odwrót.
Tak było i tym razem, po kolejnej w ostatnim czasie kłótni z moim chłopakiem, zajrzałam na moją skrzynkę e-mailową, treści które tam zobaczyłam bardzo mnie ucieszyły, otóż dostałam się na moje wymarzone studia. Był powód do świętowania, więc trzeba było skorzystać. Zaprosiłam całą "paczkę" przyjaciół na małą imprezę, chociaż kto to wie czy ona będzie mała?.
W lepszym humorze, postanowiłam zadzwonić do Mikołaja i po raz kolejny załagodzić konflikt
-Cześć, możesz rozmawiać?-zapytałam
-Tak-odparł
-Przepraszam Cię za rano, ostatnio źle się czuję i nie mam humoru, ale dostałam się na studia i robię imprezę więc przychoź-uśmiechnąłam się
-Nie mogę jestem zajęty, przykro mi-powiedział oschle, a ja po raz kolejny się na nim zawiodłam i zaczęłam zastanawiać się dlaczego ja jeszcze z nim jestem?, skoro nie mam w nim oparcia.
-Nie jasne, nic się nie stało, cały czas mnie olewasz-rozłączyłam się
A miało być tak pięknie...
Kochałam Mikołaja, ale jak tak miał wyglądać nasz związek, to ja się na to nie piszę. Cały dzień spędziłam na przygotowaniach do wieczoru.
Około godziny 18:00 przyszli pierwsi goście.
-Hejka, kochana gratki!!!-przywitała mnie Monika-narzeczona Fabiana
I tak kolejni, i kolejni... Impreza powoli się rozkręcała. Miałam ochotę porządnie zaszaleć, upić się do nieprzytomności i zapomnieć o wszystkich problemach.
Wszystko było super, aż do tańca z Thomasem .
-Pięknie wyglądasz-odparł przyjmujący, pierwsza moja myśl (Jesteś pijany), ale nie był. Nic nie odpowiedziałam, tylko starałam się nie utrzymywać kontaktu wzrokowego.
-A gdzie masz Mikołaja?-musiał? Czy on naprawdę go aż tak nie lubi?
-Nie ma, nie widzisz?-zdenerwowałam się
-Laura, spójrz mi w oczy-nie wiedziałam do czego zmierza, ale podniosłam głowę
-Czy ty myślisz, że on teraz siedzi gdzieś załamany waszą kłótnią? Oczywiście, że nie, pewnie bzyka jakąś laskę-rzekł, a do moich oczu zaczęły napływać łzy
-Przestań-krzyknęłam
-Odkąd zaczęłaś się z nim spotykać, jesteś inna, nie jesteś już taka radosna-miałam dojść tej całej konwersacji
-Wiesz co ja uważam, że odkąd ty się w nim pojawiłeś, to mam same problemy-wcale tak nie myślałam, a wręcz przeciwnie, nienawidziłam siebie za te słowa, tym bardziej, że Thomas zdenerwowany, zaczął się szykować do wyjścia.
-Jezu, przepraszam, ja wcale tak nie myślę, powiedziałam tak, bo byłam zdenerwowana-próbowałam się tłumaczyć
-Czy ty nie widzisz, że ja chce Ci pomoć, chce dla Ciebie jak najlepiej? Twój związek z Mikołajem to fikcja
-Znowu zaczynasz?-zapytałam
-Właśnie o tym mówię, cały czas go bronisz, jakby naprawdę Cię kochał to by teraz tutaj był i świętował razem z tobą-miał rację, ja tak naprawdę chyba nigdy nie byłam w prawdziwym związku z Mikołajem
-Wiem, masz racje-spuściłam głowę i zaczęłam płakać. Czułam na sobie politowany wzrok siatakrza.
-No chodź -odrzekł i mocno mnie do siebie przytulił
-Idziemy na spacer?-zaproponował
-Oki-nie zważając na gości opuściłam swoje mieszkanie, przecież mnie nie okradną...chyba.
Przemierzaliśmy puste ulice rzeszowskiego parku. Kilka razy wyczułam intencję Tomka, kiedy chciał mnie objąć, albo złapać za rękę. Nie mogłam sobie pozwolić na takie gesty, bo Mikołaj nadal był moim chłopakiem i co najważniejsze nadal go kochałam i miałam wrażenie, że nigdy nie przestanę.
-Laura?-usłyszałam czyjś głos, odwróciłam się i ujrzałam Mikołaja
-Mikołaj? Co ty tutaj robisz-Thomas momentalnie się do mnie zbliżył, tak jakby wyczuwał niebezpieczeństwo.
-To chyba ja powinien zadać Ci to pytanie, miałaś mieć imprezę, a widzę, że ty tu sobie jakieś schadzki urządzasz-odrzekł
-Licz się ze słowami-wtrącił się Jaeschke
-A co? Teraz to ty jesteś jej rycerzem?-znaczyło się robić nie ciekawie
-A nawet jeśli to co?, przecież ty jej nie kochasz-Tomek zaczynał przegniać
-Thomas przestań-krzyknęłam
-Dobra wiesz co, twój wybór, tylko nie przychodź do mnie potem się żalić-"no i nie zamierzam "-pomyślałam. Przez głupią zazdrość straciłam mojego najlepszego przyjaciela. Czasami tak jest, że miłości nie można odwzajemnić, tylko szkoda, że Thomas tego nie rozumiał.
-Mikołaj, powiedz mi czy ty mnie jeszcze kochasz? I czy wogóle kiedyś kochałeś?-zapytałam
-Laura, guptasie, no pewnie, że tak, ostatnio miałem gorszy okres, ale myślę, że teraz wszystko wyjdzie na prostą-odrzekł mój chłopak i razem wróciliśmy do mojgo mieszkania, gdzie impreza była gruba. Chyba nikt nie zauważył, że przez pewnien czas mnie nie było i, że wróciłam z Mikołajem zamiast z Tomkiem.
*Kilka dni później*
Nareszcie wszystko wyglądało tak jak powinno, no prawie, bo Thomas unikał mnie jak ognia, nie odbierał telefonów, nie odpowiadał na sms-y, a na hali udawał, że mnie nie widzi. To było takie dziwne uczucie, bo kiedyś wydawało mi się, że drugich takich przyjaciół jak my nie ma nigdzie i że nasza przyjaźń przetrwa wszystko, ale jak widać bliska przyjaźń pomiędzy kobietą, a mężczyzną nie istnieje.
Była środa Mikołaj wrócił bardzo zdenerwowany do domu.
-Jezu Maria co się stało?-zapytałam
-Mój ojciec zdradza moją matkę-co? zatkało mnie, oni zawsze wydawali się parą idealną, ale jak widać pozory mylą.
-Nie wiem co mam Ci powiedzieć-zbliżyłam się do niego
-Co ty możesz wiedzieć, przecież ty...-nie dokończył, przerwał spoglądając na moją twarz.
-No tak co ja mogę wiedzieć, skoro ja przez całe życie nie miałam ojca-odrzekłam po czym wybiegłam z domu.
Ojca straciłam mając 8 lat, pamiętam do dziś dzień w którym odszedł. Następnego dnia miała być moja komunia, mój tata był w ten dzień w szpitalu. Kilka minut przed moim małym świętem, a właściwie dużym, bo w końcu kumnie ma się tylko raz w życiu, zadzwonił telefon. Do dziś często w nocy słyszę słowa mojej mamy "Tato nie żyje ". Nie lubiłam jak ktoś wymiawia przez mnie słowo "tata", czułam wtedy straszny ból, takie ukłucie w sercu. Do dnia dzisiejszego moim marzeniem jest zobaczyć jeszcze kiedyś mojego ojca, którego pamiętam właściwie tylko ze zdjęć.
Aby odreagować stres wybrałam się nad moją ulubioną rzeczkę, a właściwie jeziorko.
-Thomas?-zauważyłam, że siedzi tam znana mi sylwetka
-Laura-odpowiedział i zapadła cisza -Znowu pokłóciłaś się z Mikołajem?-zapytał siatakrz. Miałam swój honor, który nie raz mi w życiu przeszkodził.
-Nie porostu sobie przyszłam-odrzekłam
-Znam Cię i wiem, że przychodzisz tutaj tylko wtedy gdy się posprzeczacie-brawo!!!, znał mnie jak nikt inny
-A ty ? A ty czemu tu siedzisz?-zamieniłam temat
-Napewno nie z twojego powodu-rzucił mi ostre spojrzenie i odszedł
-Thomas!!!-krzyknęłam, jednak nawet się odwrócił.
Tak bardzo chciałam, aby mnie przytulił, powiedział, że wszystko będzie dobrze, tak jak to było kiedyś.
*Perspektywa Thomasa*
Oczywiście, że byłem tam z powodu Laury, nie mogę patrzeć na to jak męczy się z Mikołajem, może ona go kocha, ale on jej napewno nie. Muszę skończyć naszą znajomość, bo nie potrafię się ze nią od tak przyjaźnić. Pytanie tylko czy będę potrafił o niej zapomnieć.
-------
Oddaję wam 2, coś tam sklecilam. Obiecuję, że trójka będzie ciekawsza i będzie się więcej dzieło
Pozdrawiam 😃
sobota, 26 marca 2016
czwartek, 3 marca 2016
ROZDZIAŁ 1
Wstałam o dziwo bardzo wcześnie. Była godzina 05:30, kiedy stanęłam na przeciwko okna i wpatrując się w ulice Rzeszowa, które po mimo wczesnej pory roiły się od samochód, obmyślałam dzisiejszy plan działania.
Dźwięk wyłączającego się czajnika elektronicznego, oznaczał jedno DZIEŃ CZAS ZACZĄĆ.
Kawa wypita, śniadanie zjedzone, urana, uczesna, umalowana.
Wsiadłam do samochodu, włączyłam radio. Jechałam przez rzeszowskie ulice, chociaż tego nie można nazwać jazdą, w końcu ile czasu można jechać 10km ?
Po bardzo długim czasie dotarłam na halę.
-A ty jak zawsze spóźniona-krzyknął Mikołaj
-Wybacz-pocałowałam go w policzek
Poszłam do szatni, przebrałam się w mój ulubiony strój taneczny i szybmim krokiem szłam w stronę mojego partnera.
-To co współczesny?- zapytał
-Spokojnie zdążymy wszystkie-odrzekłam
-Wiesz do mistrzostw Polski zostało mało czasu, potem mistrzostwa Europy, świata no i wiesz...-wiedziałam
-Nie rozpędzaj się wszystko po kolei, żeby zatańczyć na mistrzostwach Europy, trzeba ciężko pracować i zająć miejsce na podium -tłumaczyłam
-Jejku, pomarzyć nie wolno-przewrócił oczami
-"Więc ręce wnieś marzenia spełnią się..." - zanuciłam jedną z moich ulubionych piosenk
-Pięknie, chodź- uśmiechął się
Uwielbiałam ten uśmiech, czasmi marzyłam sobie, o tym, że budzę się rano, widzę go, zasypiam, widzę go.
Mikołaj puścił piosenkę, jakby czytał w moich myślach "Jessie Ware- Say you love me", tytuł piosenki, był moim marzeniem. Wtuleni w siebie, zaczęliśmy wykonywać kroki w rytm muzyki. Czwarta minuta piosenki, sekund 10 i mój ulubiony moment, kiedy nasze twarzy dzielą dosłownie centymetry, zawsze wytrzymałam te pięć sekund. Jednak dzisiaj nie mogłam się powstrzymywać i delikatnie musnęłam jego wargi. Był zdiwiony, bardzo.
-Przepraszam-tylko tyle mu powiedziałam i wybiegłam z sali
-Laura-krzyknął, nie czekałem i żałuję.
Wróciłam do domu, usiadłam na sofie i co teraz? Już nie będzie tak jak zawsze posunęłam się o jeden krok za dalko, ale chciałam tego i nie mam wyrzutów sumienia. Usłyszałam dzwonek do drzwi, aż podskoczyłam, nie nawiedziłam tego dźwięku. Kto to może być? - zapytałam sama siebie, może chłopakom pomyliły się godziny, albo nie znają się na zegareku, albo to... nie to na pewno nie ON Otworzyłam. A jednak to był ON.
-Nie myślałem, że ty...-zaczął Mikołaj
-Zakochałam się w tobie Miki-w końcu mogłam to powiedzieć, on milczał
-A ty co czujesz?-przerwałam ciszę
-Od czasu pocałuneku, nie myślę o niczym innym-szepnął
-Jak chcesz możemy to powtórzyć-zauważyłam, że był nieśmiały jak nigdy, typowy facet, nielubi jak kobieta jest bezpośrednia, ja taka właśnie byłam i to chyba była moja największa wada.
Mikołaj został u mnie na godzinę, troszeczkę się zabawiliśmy, no dobra trochę. Teraz czułam, że mogę wszystko. Co ta miłość robi z człowiekiem?.
-Dobra Miki idź już, bo zaraz będę chłopaki-powiedziałam
-Aaaa, to ja już będę przeszkadzał-chciał zostać
-Nie ukrywam, że tak-droczyłam się z nim
-Kocham Cię-mocno mnie przytulił, a następnie pocałował, co odwzajemniłam
Teraz mogłabym nawet latać, mam to co, a właśnie tego kogo chciałam mieć od dawna.
Godzina 17:00, słyszę znowu ten okropny dźwięk dzwonka. Punktualność, kolejna cecha idealnego mężczyzny.
-Cześć-powiedziałam na wstępie
Od czego by tu dzisiaj zacząć? W sumie nie było od czego. Znali już podstawowe zwroty typu <Proszę, dziękuję, przepraszam itp...> .
Widać było, że u mnie czuli się dojść swobodnie
-Fajne masz, te yyy photo-rzekł Lynnel
-Zdjęcia-poprawiłam go
-Źjecia, co?-ach, ten Francuski Polski
-Zdjęcia, Julek, zdjęcia-już wiedziałam co będziemy dzisiaj robić
-Dzisiaj będziemy czytać-kurde poczułam się jak w przedszkolanka, która mówi do małych dzieci, a oni popatrzyli na mnie jak na wariatke
-What?-zapytał Thoms, z którym chyba miałam najlepszy kontakt z całej drużyny
-Read-no mój angielski też pozostawiał dużo do życzenia, o ile rozumiałam co, kto do mnie mówi, tak nie umiałam rozmawiać.
I właśnie w taki sposób znalazłam dobry kontakt z Jaeschke, ja uczyłam go polakiego, a on mnie angielskiego. Nie ukrywam, że chyba jemu uczenie mnie szło lepiej, no ale nie ma się co dziwić,ja po prostu lepiej przyswajałam widzę.
Jeden tekst czytaliśmy dwie godziny.
Maskara... ale przynajmniej przyniosło to efekty. Chłopcy nie dojść, że przeczytali to jeszcze umieli powiedzieć o czym czytali PO POLKSU. Byłam z siebie dumna.
Najlepiej poradzili sobie dwaj Amerykanie, których rozmowę udało mi się podsłuchać
-Do you like it?-zapytał Holmes, no ciekawie się zaczyna
-What? Who?-dopytywał Thoms
-Laura-odrzekł środkowy, czekałam na odpowiedź przyjmującego
-Maybe-zakończył
-Nie ładniej tak podsłuchiwać -nagle obok mnie zjawił się Niko
-Okłamywać też-walnęłam go w ramię
-Bystra jesteś-siatakrz puścił mi oczko
-No ba, przecież to widać, że umiesz Polski, lekcje u mnie są już Ci niepotrzebne, ogólnie myślę, że koniec z naszymi spotkaniami-krzyknęłam tak, aby wszyscy usłyszeli
-To dobrze, bo już to się nudne robiło -odrzekł Schops, o dziwo bardzo płynnym polskim, zajażyłam.
-O wy chamy jedne, wszyscy już umiecie Polski, a ze mnie się chcieliście ponabijać-rzekłam
-Czekaliśmy kiedy się zaorientujesz i to jednak prawda o tych blondynkach, że muszą się trochę dłużej zastanowić niż inne-odparł Holmes, po czym oberwał w tył głowy śmiejąc się
-Ja naprawdę nie umiem-wtrącił Jaeschke, ta jasne-pomyślałam
-Tak, bo on potrzebuję lekcji indywidualnych-zażartował Penchev
-Nikoooo, ty znasz takie słowo? -zapytałam
-Ja tak, ale patrząc na minę Thomasa to on nie zna na 100%, otóż mój drogi przyjacielu indywidualne, to znaczy sam na sam-zaśmiałam się
-Hahahahah-burknął amerykański przyjmujący
Najmilej jak tylko potrafiłam próbowałam pozbyć się tej chołoty z mojego mieszkania, udało się.
-A Tomek zostaje?-spytał Julek
-No tak w końcu potrzebuję lekcji I-N-D-Y-W-I-D-U-A-L-N-Y-C-H-specjalnie przeliterowałam to słowo
-Tylko żeby z tych lekcji jakiś dzieci nie było-mówiąc to Penchev prawie wybuchł śmiechem
-Debil!!!- nareszcie wyszli
Zostałam z Thomasem sama. Lubiłam spędzać z nim czas, fajnie nam się rozmawiało i wogóle, ale jednak ja traktowałam go tylko jak przyjaciela i miałam nadzieję, że on czuję tak samo. Zresztą co ja gadam, na pewno traktuję mnie jak przyjaciółkę. Spędziliśmy miło wieczór, opowiadając różne historie ze swojego życia.
-Chcesz może herbaty, albo kawy?-zapytałam
-Herbaty-odpowiedział przyjmujący
Poszłam do kuchni, która łączyła się z salonem. Czułam na sobie wzrok Tomka, a może była to tylko moja wyobraźnia? W każdym bądź razie czułam się nieswojo. Dziwne, bo ja nigdy się tak nie czuję, przyzwyczaiłam się do tego, że to ja onieśmielam facetów, a nie na odwrót.
-Ładnie dzisiaj wyglądasz-rzekł nagle
-Dzisiaj?-zapytałam, na co siatkarz pokręcił z uśmiechem głową, i o tym właśnie mówiłam.
*Następny Dzień*
O 14:00 miałam trening z dziewczynami, a właściwie próbę generalną przed jutrzejszym występem. Gdy z głośników zaczęła lecieć piosenka "Alexandry Stan-I did it mama" przystąpiliśmy do swojej pracy. Nieoczekiwanie drzwi do sali otworzyły się, a ja ujrzałam prawie wszystkich siatkarzy Skry Bełchatów, bo to właśnie z nimi Resovia miała rozgrywać jutro mecz.
-Przepraszam, a Panom to się godziny nie pomyliły?-krzyknęłam
-Raczej nie-odpowiedział któryś z żółto-czarnych.
Spojrzałam na zegarek, była 14:20, jako, że musiałam udowodnić, moją rację pobiegłem po "rozkład zajęć na hali"
-Może dać okularaki?-podłożyłam kartkę pod nos Andrzejowi Wronie
-Dziękuję nie trzeba-odparł z uśmiechem
-To co?, my sobie usiądziemy i poczekamy-rzekł środkowy
-Chyba nie macie wyjścia, a nam przyda się taka żywa publiczność-palnęłam głupio
-A co na codzień nie macie żywej?-trafił swój na swego.
Rzuciłam mu szeroki uśmiech i wróciłam do swoich zajęć
PERSPEKTYWA ANDRZEJA
-Wpadła Ci w oko?-zapytał Karol
-Co ty? Nie moja liga, za bardzo pyskata-fakt była ładna, ale wydawała się zbyt pewna siebie
-Przyznaj, że boisz się, że się z Tobą nie umówi-Kłos doskonale wiedział jak mnie podejść
-Zakład, że się z nią umówie i ... -nie musiałem kończyć
-Zgoda, stówka?-nie lubiłem przegrywać, ale wiedziałem, że nie będzie łatwo.
Poczułem jak ktoś kładzie rękę na moim ramieniu
-Od razu możesz mu dać stówkę, bo ja takich jak ty nawt palcem nie tykam-ups, wpadłem, gadane to ona ma
PERSPEKTYWA LAURY
Czy zrobiło mi się przykro, że Andrzej, a właściwie dla mnie to Pan Andrzej się o mnie założył? Ani trochę, było to nawet trochę zabawne. Jeszcze jego mina, bezcenna. Tak wiem nie mam serca, ale nie lubię takich typów, co myślą, że mogą zaliczyć wszystkie dziewczyny świata.
Kiedy pokowałam swoje rzeczy podeszł do mnie Wrona
-Słuchaj, przepraszam-powiedział
-Daj spokój, nie gniewam się-odpowiedziałam
-Naprawdę? To może pójdziemy na kawę?-hahahaha śmieszne
-Chyba żartujesz... Sorry zakładu już nie wygrasz, a jak nie masz tej stówy, to ja Ci pożycze-zaśmiałam się i odeszłam, odwracając się ujrzałam jak siatkarz uśmiecha się sam do siebie upijając łyka wody.
Końcówkę dnia spędziłam ze swoich chłopakiem. Teraz wreszcie mogłam powiedzieć, że mam w Rzeszowie prawie wszystko. Prawie, bo nie mam swojej rodziny.
----------
Jedynka!!! Wiem, że przynudzam. Najchętniej to walnęłabym wszystko co mam obyślane już w tym rozdziale, no ale nie mogę. Muszę jakoś tonować emocje. Po przeczytaniu tego uznałam, że właściwie nic ciekawego tutaj nie ma, ale rozdział ocencie sami, bo ja zawsze jestem dla siebie krytyczna.
Mam nadzieję, że z rozdziału na rozdział będę coraz lepsza.
Pozdrawiam!!!
- Godzina 9:00 trening z "moim" Mikołajem
- Godzina 12:00 - 13:00 wrócić do domu, coś zjeść, nie nudzić się
- Około godziny 17:00 będę miła gości, coś co uwielbiam, czyli moje lekcję polskiego, zastanawiałam się jaki numer im dzisiaj wywine, albo dla odmiany oni mi. Gdzieś pomiędzy tymi wydarzeniami, będę musiała upchnąć naukę. Nie mogło obyć się też bez około godzinnej rozmowy z moją przyjaciółką Weroniką i spowiedzi telefonicznej przed moją mamą.
Dźwięk wyłączającego się czajnika elektronicznego, oznaczał jedno DZIEŃ CZAS ZACZĄĆ.
Kawa wypita, śniadanie zjedzone, urana, uczesna, umalowana.
Wsiadłam do samochodu, włączyłam radio. Jechałam przez rzeszowskie ulice, chociaż tego nie można nazwać jazdą, w końcu ile czasu można jechać 10km ?
Po bardzo długim czasie dotarłam na halę.
-A ty jak zawsze spóźniona-krzyknął Mikołaj
-Wybacz-pocałowałam go w policzek
Poszłam do szatni, przebrałam się w mój ulubiony strój taneczny i szybmim krokiem szłam w stronę mojego partnera.
-To co współczesny?- zapytał
-Spokojnie zdążymy wszystkie-odrzekłam
-Wiesz do mistrzostw Polski zostało mało czasu, potem mistrzostwa Europy, świata no i wiesz...-wiedziałam
-Nie rozpędzaj się wszystko po kolei, żeby zatańczyć na mistrzostwach Europy, trzeba ciężko pracować i zająć miejsce na podium -tłumaczyłam
-Jejku, pomarzyć nie wolno-przewrócił oczami
-"Więc ręce wnieś marzenia spełnią się..." - zanuciłam jedną z moich ulubionych piosenk
-Pięknie, chodź- uśmiechął się
Uwielbiałam ten uśmiech, czasmi marzyłam sobie, o tym, że budzę się rano, widzę go, zasypiam, widzę go.
Mikołaj puścił piosenkę, jakby czytał w moich myślach "Jessie Ware- Say you love me", tytuł piosenki, był moim marzeniem. Wtuleni w siebie, zaczęliśmy wykonywać kroki w rytm muzyki. Czwarta minuta piosenki, sekund 10 i mój ulubiony moment, kiedy nasze twarzy dzielą dosłownie centymetry, zawsze wytrzymałam te pięć sekund. Jednak dzisiaj nie mogłam się powstrzymywać i delikatnie musnęłam jego wargi. Był zdiwiony, bardzo.
-Przepraszam-tylko tyle mu powiedziałam i wybiegłam z sali
-Laura-krzyknął, nie czekałem i żałuję.
Wróciłam do domu, usiadłam na sofie i co teraz? Już nie będzie tak jak zawsze posunęłam się o jeden krok za dalko, ale chciałam tego i nie mam wyrzutów sumienia. Usłyszałam dzwonek do drzwi, aż podskoczyłam, nie nawiedziłam tego dźwięku. Kto to może być? - zapytałam sama siebie, może chłopakom pomyliły się godziny, albo nie znają się na zegareku, albo to... nie to na pewno nie ON Otworzyłam. A jednak to był ON.
-Nie myślałem, że ty...-zaczął Mikołaj
-Zakochałam się w tobie Miki-w końcu mogłam to powiedzieć, on milczał
-A ty co czujesz?-przerwałam ciszę
-Od czasu pocałuneku, nie myślę o niczym innym-szepnął
-Jak chcesz możemy to powtórzyć-zauważyłam, że był nieśmiały jak nigdy, typowy facet, nielubi jak kobieta jest bezpośrednia, ja taka właśnie byłam i to chyba była moja największa wada.
Mikołaj został u mnie na godzinę, troszeczkę się zabawiliśmy, no dobra trochę. Teraz czułam, że mogę wszystko. Co ta miłość robi z człowiekiem?.
-Dobra Miki idź już, bo zaraz będę chłopaki-powiedziałam
-Aaaa, to ja już będę przeszkadzał-chciał zostać
-Nie ukrywam, że tak-droczyłam się z nim
-Kocham Cię-mocno mnie przytulił, a następnie pocałował, co odwzajemniłam
Teraz mogłabym nawet latać, mam to co, a właśnie tego kogo chciałam mieć od dawna.
Godzina 17:00, słyszę znowu ten okropny dźwięk dzwonka. Punktualność, kolejna cecha idealnego mężczyzny.
-Cześć-powiedziałam na wstępie
Od czego by tu dzisiaj zacząć? W sumie nie było od czego. Znali już podstawowe zwroty typu <Proszę, dziękuję, przepraszam itp...> .
Widać było, że u mnie czuli się dojść swobodnie
-Fajne masz, te yyy photo-rzekł Lynnel
-Zdjęcia-poprawiłam go
-Źjecia, co?-ach, ten Francuski Polski
-Zdjęcia, Julek, zdjęcia-już wiedziałam co będziemy dzisiaj robić
-Dzisiaj będziemy czytać-kurde poczułam się jak w przedszkolanka, która mówi do małych dzieci, a oni popatrzyli na mnie jak na wariatke
-What?-zapytał Thoms, z którym chyba miałam najlepszy kontakt z całej drużyny
-Read-no mój angielski też pozostawiał dużo do życzenia, o ile rozumiałam co, kto do mnie mówi, tak nie umiałam rozmawiać.
I właśnie w taki sposób znalazłam dobry kontakt z Jaeschke, ja uczyłam go polakiego, a on mnie angielskiego. Nie ukrywam, że chyba jemu uczenie mnie szło lepiej, no ale nie ma się co dziwić,ja po prostu lepiej przyswajałam widzę.
Jeden tekst czytaliśmy dwie godziny.
Maskara... ale przynajmniej przyniosło to efekty. Chłopcy nie dojść, że przeczytali to jeszcze umieli powiedzieć o czym czytali PO POLKSU. Byłam z siebie dumna.
Najlepiej poradzili sobie dwaj Amerykanie, których rozmowę udało mi się podsłuchać
-Do you like it?-zapytał Holmes, no ciekawie się zaczyna
-What? Who?-dopytywał Thoms
-Laura-odrzekł środkowy, czekałam na odpowiedź przyjmującego
-Maybe-zakończył
-Nie ładniej tak podsłuchiwać -nagle obok mnie zjawił się Niko
-Okłamywać też-walnęłam go w ramię
-Bystra jesteś-siatakrz puścił mi oczko
-No ba, przecież to widać, że umiesz Polski, lekcje u mnie są już Ci niepotrzebne, ogólnie myślę, że koniec z naszymi spotkaniami-krzyknęłam tak, aby wszyscy usłyszeli
-To dobrze, bo już to się nudne robiło -odrzekł Schops, o dziwo bardzo płynnym polskim, zajażyłam.
-O wy chamy jedne, wszyscy już umiecie Polski, a ze mnie się chcieliście ponabijać-rzekłam
-Czekaliśmy kiedy się zaorientujesz i to jednak prawda o tych blondynkach, że muszą się trochę dłużej zastanowić niż inne-odparł Holmes, po czym oberwał w tył głowy śmiejąc się
-Ja naprawdę nie umiem-wtrącił Jaeschke, ta jasne-pomyślałam
-Tak, bo on potrzebuję lekcji indywidualnych-zażartował Penchev
-Nikoooo, ty znasz takie słowo? -zapytałam
-Ja tak, ale patrząc na minę Thomasa to on nie zna na 100%, otóż mój drogi przyjacielu indywidualne, to znaczy sam na sam-zaśmiałam się
-Hahahahah-burknął amerykański przyjmujący
Najmilej jak tylko potrafiłam próbowałam pozbyć się tej chołoty z mojego mieszkania, udało się.
-A Tomek zostaje?-spytał Julek
-No tak w końcu potrzebuję lekcji I-N-D-Y-W-I-D-U-A-L-N-Y-C-H-specjalnie przeliterowałam to słowo
-Tylko żeby z tych lekcji jakiś dzieci nie było-mówiąc to Penchev prawie wybuchł śmiechem
-Debil!!!- nareszcie wyszli
Zostałam z Thomasem sama. Lubiłam spędzać z nim czas, fajnie nam się rozmawiało i wogóle, ale jednak ja traktowałam go tylko jak przyjaciela i miałam nadzieję, że on czuję tak samo. Zresztą co ja gadam, na pewno traktuję mnie jak przyjaciółkę. Spędziliśmy miło wieczór, opowiadając różne historie ze swojego życia.
-Chcesz może herbaty, albo kawy?-zapytałam
-Herbaty-odpowiedział przyjmujący
Poszłam do kuchni, która łączyła się z salonem. Czułam na sobie wzrok Tomka, a może była to tylko moja wyobraźnia? W każdym bądź razie czułam się nieswojo. Dziwne, bo ja nigdy się tak nie czuję, przyzwyczaiłam się do tego, że to ja onieśmielam facetów, a nie na odwrót.
-Ładnie dzisiaj wyglądasz-rzekł nagle
-Dzisiaj?-zapytałam, na co siatkarz pokręcił z uśmiechem głową, i o tym właśnie mówiłam.
*Następny Dzień*
O 14:00 miałam trening z dziewczynami, a właściwie próbę generalną przed jutrzejszym występem. Gdy z głośników zaczęła lecieć piosenka "Alexandry Stan-I did it mama" przystąpiliśmy do swojej pracy. Nieoczekiwanie drzwi do sali otworzyły się, a ja ujrzałam prawie wszystkich siatkarzy Skry Bełchatów, bo to właśnie z nimi Resovia miała rozgrywać jutro mecz.
-Przepraszam, a Panom to się godziny nie pomyliły?-krzyknęłam
-Raczej nie-odpowiedział któryś z żółto-czarnych.
Spojrzałam na zegarek, była 14:20, jako, że musiałam udowodnić, moją rację pobiegłem po "rozkład zajęć na hali"
-Może dać okularaki?-podłożyłam kartkę pod nos Andrzejowi Wronie
-Dziękuję nie trzeba-odparł z uśmiechem
-To co?, my sobie usiądziemy i poczekamy-rzekł środkowy
-Chyba nie macie wyjścia, a nam przyda się taka żywa publiczność-palnęłam głupio
-A co na codzień nie macie żywej?-trafił swój na swego.
Rzuciłam mu szeroki uśmiech i wróciłam do swoich zajęć
PERSPEKTYWA ANDRZEJA
-Wpadła Ci w oko?-zapytał Karol
-Co ty? Nie moja liga, za bardzo pyskata-fakt była ładna, ale wydawała się zbyt pewna siebie
-Przyznaj, że boisz się, że się z Tobą nie umówi-Kłos doskonale wiedział jak mnie podejść
-Zakład, że się z nią umówie i ... -nie musiałem kończyć
-Zgoda, stówka?-nie lubiłem przegrywać, ale wiedziałem, że nie będzie łatwo.
Poczułem jak ktoś kładzie rękę na moim ramieniu
-Od razu możesz mu dać stówkę, bo ja takich jak ty nawt palcem nie tykam-ups, wpadłem, gadane to ona ma
PERSPEKTYWA LAURY
Czy zrobiło mi się przykro, że Andrzej, a właściwie dla mnie to Pan Andrzej się o mnie założył? Ani trochę, było to nawet trochę zabawne. Jeszcze jego mina, bezcenna. Tak wiem nie mam serca, ale nie lubię takich typów, co myślą, że mogą zaliczyć wszystkie dziewczyny świata.
Kiedy pokowałam swoje rzeczy podeszł do mnie Wrona
-Słuchaj, przepraszam-powiedział
-Daj spokój, nie gniewam się-odpowiedziałam
-Naprawdę? To może pójdziemy na kawę?-hahahaha śmieszne
-Chyba żartujesz... Sorry zakładu już nie wygrasz, a jak nie masz tej stówy, to ja Ci pożycze-zaśmiałam się i odeszłam, odwracając się ujrzałam jak siatkarz uśmiecha się sam do siebie upijając łyka wody.
Końcówkę dnia spędziłam ze swoich chłopakiem. Teraz wreszcie mogłam powiedzieć, że mam w Rzeszowie prawie wszystko. Prawie, bo nie mam swojej rodziny.
----------
Jedynka!!! Wiem, że przynudzam. Najchętniej to walnęłabym wszystko co mam obyślane już w tym rozdziale, no ale nie mogę. Muszę jakoś tonować emocje. Po przeczytaniu tego uznałam, że właściwie nic ciekawego tutaj nie ma, ale rozdział ocencie sami, bo ja zawsze jestem dla siebie krytyczna.
Mam nadzieję, że z rozdziału na rozdział będę coraz lepsza.
Pozdrawiam!!!
wtorek, 1 marca 2016
PROLOG
Taniec, śpiew i siatkówka. Trzy najważniejsze rzeczy w moim życiu. To właśnie z związku z realizacją moich marzeń, wyjechałam do Rzeszowa. Pierwsze dni nie były łatwe, nowe miejsce, nowe otoczenie i tylko jedna osoba którą dobrze znałam, a mianowicie Mikołaj, mój taneczny partner, w którym skrycie się podkochiwałam, nie mogłam wyznać mu co czuję, bo nasz trener od zawsze mówił, że związki między partnerami tanecznymi są nie na miejscu. Misiek (bo tak mówiłam na Mikołaja), zawsze z tego żartował mówiąc, że ma złe doświadczenia w tym temacie.
Po kilku tygodniach spędzonych w stolicy Podkarpacia, wszystko jakoś zaczęło się układać. Miejscem mojej "pracy" była hala sportowa. Mogłam z bliska przyjrzeć się jak wygląda życie siatkarza, oraz ich poznać. Cieszyłam się, że w jakimś tam stopniu, będę częścią klubu, w końcu będę prowadziła różne atrakcje w czasie meczu. Chłopaków bardzo polubiłam, a z resztą ich nie dało się nie lubić, uśmiechnięci, przystojni, wysportowani, z ogromnym poczuciem humoru, czyż nie taki powinnien być mężczyzna?.
Po pewnym czasie w klubie stałam się nie tylko "dziewczyną od rozrywki ", ale także nauczycielką języka Polskiego zagranicznych zawodników. Śmiechu przy tym miałam co niemara, tym bardziej, że nieraz ich wkręcałam, ale o tym może trochę później. (W rozdziałach)
Piszę, Piszę, a z tego wszystkiego zapomniałam się przedstawić, a więc...
Imię:Laura
Nazwisko:Piotrkowska
Wiek:19lat rocznikowo 20, czyli 20
Hobby:wspomniane u góry
Wygląd:Blond włosy, zielone oczy, sportowy styl, tyle mogę o sobie powiedzieć, o jakieś szczegóły trzeba by pytać mężczyzny, ale ogólne kompleksów na punkcie swojego wyglądu nie mam, no może tylko przeszkadza mi mój aparat na zęby
Cechy charakteru:Jak za blondi przystało jestem trochę głupia i szalona, myślę że mam duże poczucie humoru, rzadko się obrażam. Wszystkim wydaje się, że jestem twrada, rzadko płacze, a może nawet wogóle, ale w głębi duchy jestm bardzo wrażliwa, a czasami po prostu udaję obojętność, chociaż strasznie boli.
Nie wiem, może o czymś zapomniałam, ale widocznie nie było to aż tak bardzo ważne.
-------
Wiatm was !!! Mam w głowie pewien nowy pomysł. Jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie, mam nadzieję, że coś fajnego.
Myślę, że jedynki możecie spodziewać się w okolicach weekendu.
Pozdrawiam!!!
Po kilku tygodniach spędzonych w stolicy Podkarpacia, wszystko jakoś zaczęło się układać. Miejscem mojej "pracy" była hala sportowa. Mogłam z bliska przyjrzeć się jak wygląda życie siatkarza, oraz ich poznać. Cieszyłam się, że w jakimś tam stopniu, będę częścią klubu, w końcu będę prowadziła różne atrakcje w czasie meczu. Chłopaków bardzo polubiłam, a z resztą ich nie dało się nie lubić, uśmiechnięci, przystojni, wysportowani, z ogromnym poczuciem humoru, czyż nie taki powinnien być mężczyzna?.
Po pewnym czasie w klubie stałam się nie tylko "dziewczyną od rozrywki ", ale także nauczycielką języka Polskiego zagranicznych zawodników. Śmiechu przy tym miałam co niemara, tym bardziej, że nieraz ich wkręcałam, ale o tym może trochę później. (W rozdziałach)
Piszę, Piszę, a z tego wszystkiego zapomniałam się przedstawić, a więc...
Imię:Laura
Nazwisko:Piotrkowska
Wiek:19lat rocznikowo 20, czyli 20
Hobby:wspomniane u góry
Wygląd:Blond włosy, zielone oczy, sportowy styl, tyle mogę o sobie powiedzieć, o jakieś szczegóły trzeba by pytać mężczyzny, ale ogólne kompleksów na punkcie swojego wyglądu nie mam, no może tylko przeszkadza mi mój aparat na zęby
Cechy charakteru:Jak za blondi przystało jestem trochę głupia i szalona, myślę że mam duże poczucie humoru, rzadko się obrażam. Wszystkim wydaje się, że jestem twrada, rzadko płacze, a może nawet wogóle, ale w głębi duchy jestm bardzo wrażliwa, a czasami po prostu udaję obojętność, chociaż strasznie boli.
Nie wiem, może o czymś zapomniałam, ale widocznie nie było to aż tak bardzo ważne.
-------
Wiatm was !!! Mam w głowie pewien nowy pomysł. Jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie, mam nadzieję, że coś fajnego.
Myślę, że jedynki możecie spodziewać się w okolicach weekendu.
Pozdrawiam!!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)