piątek, 15 lipca 2016

Rozdział 10

Minęło kilka dni, chyba wszystko zaczęło się układać, można by powiedzieć, nareszcie. Tomek bardzo się o mnie troszczył, aż za bardzo, bo czasami traciłam cierpliwość. Fizycznie czułam się bardzo dobrze, psychicznie trochę gorzej, ale tragedii nie było. Wszyscy w hotelu wiedzieli już jakie to szczęście nas spotkało, a gratulacjom nie było końca. Nawet Wojtek nam pogratulował, ba nawet Jennifer, to już był szok.
Dziś zaczynał się final six, wiadmo jak to w dniu meczu emocje sięgały zenitu. Ze względu na swój stan nie mogłam zatańczyć z dziewczynami, a szkoda, miałyśmy zarąbisty układ, ale wierzyłam, że same poradzą sobie równie dobrze.
Zbliżał się mecz Polska vs Francja, Amerykanie również byli na hali. Podeszłam do Tomka, Aarona, Russella i Holta którzy stali na korytarzu.
-Hejo-prowadziłam
-Witamy mamę-odrzekli chórem
-Jeszcze nie mamę-przytuliłam się do Thoamsa
-Ładnie razem wyglądacie-rzekł Holt
-Wiemy, wiemy-podniosłam głowę do góry, aby spojrzeć na Jaeschke, widać było, że jest bardzo szczęśliwy, ja również.
-Nie ładnie tak z konkurencją rozmawiać-krzyknął Kurek
-Cicho!!! Ja tu taktykę załatwiam-zaśmiałam się, zupełnie  zapomniałam o tym, że Thoams zna Polski i to dobrze, za co mi się oberwało.
-Oni narazie nie są nam potrzebni, może w finale, teraz idź do Francuzów-zaśmiał się Bartek
-Ich to się boję-żartowałam oczywiście, nikogo tam nie znałam, chociaż Julek, no nic pomyślimy.
Zauważyłam, że dziewczyny zaczęły się rozgrzewać, podeszłam do nich i usiadłam na krześle.
-Ale wam zazdroszczę-posmutniałam
-A my tobie-odparła Dominika
-Chcesz się zamienić?-zapytałam
-Z chęcią, kto by nie chciał mieć dziecka z Tomkeim?-aaa o to chodzi, a tu mają rację, tego to ja mogę sobie pozazdrościć, bo lepiej trafić nie mogłam.
Wybiła godzina 20:00 za 30 minut miał zacząć się mecz. Przed wejściem na trybuny zaczepił mnie jescze Thoams.
-Pamiętaj, żeby się za bardzo nie denerwować-rzekł z czułością w głosie
-To nie do mnie z tym, tylko do chłopaków, żeby nie grali horrorów-zaśmiałam się, co ja poradzę na to, że jak przegrywaliśmy to denerwowałam się za czterech i Tomek o tym doskonale wiedział.
-Laura?, proszę Cię-złapał mnie za rękę
-Dobrze, dobrze, nie będę się denerwować obiecuje-położyłam rękę na sercu.
-I tak Ci nie wieże-pocałował mnie
Mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla nas. Byłam z nich taka dumna, bo ta drużyna nigdy się nie podaję i dzisiaj dali tego najlepszy dowód.
Zadowolona zaczęłam kierować się w stronę hotelu, jako, że był blisko postanowiłam zrobić sobie krótki spacer. Kiedy byłam przed hotelem zdziwiły mnie tłumy przed drzwiami i... karetka. Jako, że od małego byłam bardzo wrażliwa na ludzką krzywdę przyspieszyłam, aby zobaczyć co takiego się stało. Gdy byłam pod drzwiami zobaczyłam Tomka.
-Tomek!!!co się stało?-zapytałam
-Julka się źle poczuła, straciła przytomność i właśnie zabiera ją karetka-cholera jasna, przecież miałam na nią zaczekać, przypomniałam sobie.
-Chodź wracamy do pokoju-rzekł siatkarz, gdy karetka już odjechała.
Byłam lekko roztrzęsiona po tym co się stało, bo może gdybym na nią zaczekała, wróciła z nią to nic by się nie stało.
-Co ty robisz?-zapytał Tomek widząc, że szykuję się do wyjścia
-Jadę do Julki, ona by mnie w takiej sytuacji nie zostawiła-odrzekłam
-Zwariowałaś? W twoim stanie?
-W jakim moim stanie? Ciąża to nie choroba, nie będę przez 9 miesięcy siedziała w domu-krzyknęłam
-Dobrze, nie denerwuj się-uspokajał mnie Jaeschke
-Nie denerwuj się, nie denerwuj, nie mam 5 lat i mogę robić to co chce, jak będzie trzeba to się będę denerwować-już miałam wychodzić, jednak jeszcze jedno leżało mi na sercu -Wiesz co? Czasami myślę sobie, że moje życie było by lepsze gdyby nie było tego dziecka-zaniam zamknęłam drzwi już zaczęłam żałować tego co powiedziałam, wiedziałam jaki ból wyrządziłam tymi słowami Tomkowi. No nic trudno stało się, czasu nie cofne. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do szpitala. Szybko pobiegłam do recepcji.
-Przepraszam, przewieziono tu przed chwilą Julię Kownacką
-Tak, jest Pani kimś z rodziny?-zapytała brunetka siedząca a raczej stojąca za biurkiem.
-Nie, jestem jej przyjaciółką-odparłam
-W takim razie nie możemy udzielić żadnych informacji, przykro nam
-Ale...-przerwałam, nie miałam już siły na kłótnie, usiadłam na jednym z krzesł. Postanowiłam zaczekać na rodziców Julki, do hotelu przecież nie wrócę. Było już koło 23:00 kiedy mama mojej przyjaciółki wleciała na oddział, długo nie musiałam czekać na informację o stanie mojej przyjaciółki.
-Proszę się nie denerwować, sytuacja jest w miarę opanowana, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo-udało mi się usłyszeć od lekrza.
Na salę mnie nie wypuścili dlatego nadal siedziałam na korytarzu. Byłam strasznie zmęczona, powieki same mi opadały.
-Laura? Chodź zawioze Cię do hotelu-nie tylko nie to, ja nie spojrze Tomkowi w oczy
-Chodź, powinnaś teraz się oszczędzać-jak bym słyszała Thomasa.
Droga do hotelu minęła nam bardzo szybko. Niepewnie zamierzałam w kierunku pokoju, mając nadzieję, że Jaeschke już śpi. Cicho otworzyłam drzwi, niestety Tomek jeszcze nie spał. Nie odezwał się ani słowem. W sumie się nie dziwię, wiem, że przegięłam. Sama nie wiedziałam czy te słowa które powiedziałam przed wyjściem były prawdą. Fakt to dziecko odebrało mi marzenia, ale jeszcze mogę je spełnić, później. W głębi duszy kochałam je. Ogarnęłam się i wykończona położyłam się obok siatkarza. Nie wiedziałam czy się odezwać, czy poczekać, aż zrobi to pierwszy.
-Przepraszam-przejechałam rękę po jego palcach, nawet nie drgnął, no nic spróbuję jutro. Przekręciłam się na drugi bok.
-Na prawdę to dziecko Ci tak ciąży?-niespodziewanie zapytał Jaeschke
-Nie, oczywiście, że nie, powiedziałam to w emocjach, bo wkurza mnie to jak mnie kontrolujesz, zaufaj mi, potrafię o siebie zadbać-odrzekłam
-Dobrze, ale Kcoham cię, was i nie chcę, aby stała wam się jakaś krzywda-jakie on ma dobre serce, gdyby mi ktoś coś takiego powiedział to był by foch forever (potocznie mówiąc).
-Co z Julią?-spytał przyjmujący
-Nic konkretnego się nie dowiedziałam
-A właściwie kto jest ojcem jej dziecka?
-Nie znasz-odrzekłam
-Nigdy nie mówiłaś, że ma chłopaka, wpadka?-nie dawał za wygraną
-Tomek, nie męcz, chce spać-przytuliłam się do niego, po kilku minutach zasnęłam. Następnego dnia z samego rana pojechałam do szpitala. Na szczęście Julka czuła się już dużo lepiej.
-Myślę, że może Pani już wrócić do domu, a Pani- zwrócił się do mnie- niech dopilnuje, żeby ojciec dziecka dobrze się nią opiekował, bo Pani Julia nie może się przemęczać- O Boże biedna moja, jak ona wytrzyma te dziewięć miesięcy siedząc spokojnie na dupie, ale nie jest sama, będę ją wspierać, w końcu jesteśmy w tej samej sytuacji.
-Poradzisz sobie sama? Może lepiej powiedz Wojtkowi, że to jego dziecko, może się zmieni-odrzekłam
-Poradzę sobie sama-oburzyła się
-Jak chcesz, ale ja bym na twoim miejscu zrobiła inaczej
-Ale nie jesteś na moim miejscu-fakt moja sytuacja była zupełnie inna.
Razem z Julką wróciłam do hotelu. Ledwo weszliśmy a już milion pytań jak się czujesz? Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? No mnie by szlag trafił. Odpowadziłam ją do pokoju i poszłam do siebie.
Tomek jak zawsze sprawdzał coś na swoim smartfonie. Zauważyłam, że na szafce leżą jakieś bilety.
-Bilety na Majorkę?, przecież ja jestem w ciąży i nie zamierzam nigdzie latać-zdziwiłam się
-Yyy, no właśnie miałem Ci powiedzieć, że 19 lecę na wakacje z chłopakami i...
-...i Jennifer, no świetnie, myślałam, że ten wolny czas spędzimy razem-posmutniałam-To kiedy się zobaczymy? Co? W październiku? Super po prostu, fajnie, że mnie informujesz o sowich planach-zdenerwowałam się
-Usiądź-powiedział spokojnie Tomek
-Nie będę siadać, mówiłeś, że ze mną będziesz w trudnych chwilach, a ty sobie lecisz na wakacje? Czy twoim zdaniem tak zachowuję się facet, który ma zostać ojcem?-zapytałam
-Co ja poradzę, wyjadz był umówiony już w maju, nie mogę teraz zrezygnować i tak rzadko spotykam się z przyjaciółmi
-Phi, no tak, bo ze mną to normalnie kupę czasu spędzasz, wiesz co? Nie chce mi z tobą gadać-tak to mówi, żebym się nie denerwowała, a sam prowokuje. Myśl, że ja będę siedziała w domu z brzuchem, a on będzie wylegiwał się na plaży, jeszcze gdzieś obok będzie ta pożal się boże psycholoszka wyprowadzała mnie z równowagi.
Zdenerwowana wyszłam przed hotel. Wdech, wydech, Laura trzymaj się. Jak tak dalej pójdzie, to w końcu dołączę to teamu Julki i będę samotną matką.
-Wszystko okej?-jeszcze jego mi tu brakowało, nie denerwuj się, mobilizacja, wytrzyamsz, zrób to dla dziecka
-Nie Wojtek, nic nie jest okej, ale nie będę Cię zadręczać swoimi problemami, bo pewnie sam masz ich sporo -ufff nie wybuchłam, wytrzymałam Brawo ja!!!.
-Co ty? Ja nie mam swojego życia, rutyna i jeszcze raz rutyna-odpadł przyjmujący
-Zdziwił byś się-kurde, mój nie wyparzony język
-Co? O czym ty mówisz?-zapytał
-Nie, o niczym-wiedziałam, że mi nie uwierzył
-Jak zaczęłaś to dokończ
-Julka, mnie zabije-szepnęłam
-Co ma do tego Julka?-zapytał
-Ona jest z tobą w ciąży-i po wszystkim
-Że what?-mina siatkarza wyrażała więcej niż tysiąc słów
*Perspektywa Wojtka*

-Że what?-co? ja ojcem, nie to niemożliwe
-Proszę cię nie mów Julce, że wiesz to odemnie, bo ona mi tego nie wybaczy, a ja jej potrzebuję-rzekła Laura
-No spoko, ale kurwa, ze mną-nie dochodziło to do mnie
-Ała, ała-dziewczyna złapała się za brzuch i usiadła na krześle
-Laura? Co się dzieję-zapytałem
-Ała, straszenie mnie boli, boże Wojtek, a jak coś się dzieję? Dzwoń po pogotowie szybko-wykonałem jej prośbę.
-Laura, Laura, ocknij się-klepnąłem ją w policzek, kiedy zamknęła oczy. Pogotowie przyjechało bardzo szybko. Zabrali Laure do karetki i odjechali.
-Włodarczyk, ogarnij się, zacznij funkcjonować, co teraz? A no tak do Tomka-powiedziałem do siebie.
Szybko pobiegłam pod drzwi numer "7".
-Boże? Pali się?-krzyknął Thoams
-Tak, pali się, Laure zabrało pogotowie, jeżeli Cię to wogóle obchodzi-odrzekłem
-Co? Ale...
-Chodź, nie marudź, jedziemy do szpitala-pociagnąłem go za rękę
*Perspektywa Julki*

Właśnie miałam iść do Lury, kiedy przed drzwimi zobaczyłam Tomka i Wojtka, trzymających się za ręce.
-Myślałam, że się nie lubicie, a tu takie widoki? No, no Laura nie będzie zadowolona
-Laura to jest w szpitalu-odparł Wojtek
-Co? Ale jak? Co się stało?-szokłam
-Źle się poczuła i zasłabła, dobra chodźmy-teraz to i ja trzymałam go za rękę
-A my to sobie jeszcze pogadamy-szepnął mi do ucha. O nie!! Laura się wygadała, zabiję. W miere szybko minęła nam droga do szpitala. Tomek od razu poleciał do recepcji.
-Ja do Laury Piotrowskiej-powiedział ziajany
-Spokojnie, kim Pan jest dla niej?-zapytała z uśmiechem jakaś blondi, a po Tomku było widać, że gdyby mógł to bym ją zabił.
-Kurwa, narzeczonym-odparł siatkarz, takiego go nie znałam. Nagle z sali segregacji wywieziono Laure
-Boże, kochanie, nic Ci nie jest? Przepraszam-rzekł ze łzami w oczach
-Nie, to ja przepraszam-powiedziała Laura, takim głosem, że i mi zachciało się płakać.
-Proszę się odsunąć-krzyknął lekarz i gdzieś Laure zabrali.
Po 30 minutach wyszła do nas pielęgniarka
-Mam pytanie, czy Pani Laura zażywała jakieś leki, tabletki?-zdziwiło mnie to pytnie
-Nie, raczej nie-odrzekł Thmos
-Dziękuję, narazie tyle-i poszła
Thoams usiadł na krześle chowając twarz w dłonie.
-Ejjj, wszystko będzie dobrze, zobaczysz-potarłam go po ramieniu
-To moja wina, zdenerwowała się tymi wakacjami, wogóle o co chodziło z tymi tabletkami?-zapytał Jaeschke, a mi przypomniały się słowa Laury, ale nie powiedziałam o nich.
-Zaraz..., a może ona wzięła jakieś tabelki? Julka wiesz coś? Przecież nie chciała tego dziecka, mówiła, że tylko jej przeszkadza-ożywił się Thoams
-Zwariowałeś? Ona je kocha, a nawet gdyby jej przeszkadzało to by nic mu nie zrobiła, bo po pierwsze, zawsze była wrażliwa na punkcie krzywdy ludzkiej i nie raz jak słyszała o aborcji to ją szlag trafiał, a po drugie kocha Ciebie i by Ci tego nigdy nie zrobiła-wow Kownaca, jak chcesz to potrafisz
-Masz rację, przepraszam-odparł Tomek
Długo czekaliśmy na jakie kolwiek informacje o stanie zdrowia mojej przyjaciółki. Po dwóch godzinach wyszedł do nas lekarz.
-Można do niej wejść-odparł. Thomas od razu się wyrwał
-Nie, zaczekaj, ja pierwsza-wyprzedziłam go.
Weszłam do sali.
-Laura-boże to nie była ta sama dziewczyna co kiedyś, leżała wyczerpana na tym łóżku, wogóle się nie ruszając i patrząc w ślepy punkt.
-Jak się czyjesz? A przepraszam czujecie-powiedziałam niepewnie
-Dobrze, gdzie jest Tomek?-zapytała Laura
-Na korytarzu, powiedz mi, wzięłaś te tabletki?
-Co? Jakie tabletki, o czym ona mówi?-nagle do sali wszedł, a właśnie wpadł Tomek
*Perspektywa Laury*

-Nic nie wzięłam, zwariowaliście, za kogo wy mnie wogóle macie, przecież mnie znacie-krzyknęłam, nie ma gorszego uczucia, niż zawiedzenie na najbliższych Ci  ludziach.
-O dobrze, że Państwo są-rzekł lekarz -Pan jest ojcem dziecka?-zapytał się Wojtka, który również był na sali, a mi widząc jego minę zachciało się śmiać
-Ale którego?-zapytał przyjmujący, jego chyba rozwinież ta sytuacja rozbawiła
-No jak to? Pani Laury-oddał doktor
-A nie, to nie-Boże co za chora sytuacja
-Ja jestem ojcem-wtrącił Thomas
-Nareszcie doszliśmy do porozumienia, musi się Pan teraz zająć żoną i dzieckiem-hahaha żoną dobre.
-Nie wiem czy to będzie możliwe, bo Pan jaśnie hrabina sobie wyjeżdża na wakacje, ale proszę się nie martwić mam jeszcze przyjaciół-uśmiechnęłam się do Julki, a ta złapała mnie za rękę.
-Oczywiście, że się zajmę-przyjmujący się uśmiechnął, a lekarz opuścił sale.
-Zostawicie nas samych?-poprosił Jaeschke. Julka i Wojktek wykonali jego prośbę.
-Jedź na tą Majorkę
-Nie pojadę, nie zostawię Cię z tym samej-złapał mnie za rękę, ja jednak ją zabrałam, o nie, nie będzie tak łatwo.
-Nie chce abyś tu został tylko ze względu na dziecko i na to, że się źle czuję, jakbym nie trafiła do szpitala, to byś pojechał, chce, żebyś został dla mnie, dlatego że mnie kochasz, bo kochasz prawda?-spojrzałam mu w oczy
-Pewnie, że Cię kocham, Ciebie i tego maluszka, dlatego zostaję, tylko...-Kiedy Tomek położył rękę na moim brzuchu, przeszedł mnie taki przyjemny dreszczyk.
-Tylko co?-zaniepokoiłam się
-Nie wiem czy jestem gotowy na stworzenie rodziny, boję się, że Cię zawiodę, że nie podołam temu wszystkiemu. Twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze i jeżeli ty będziesz nieszczęśliwa to ja również-przez cały czas myślałam tylko o sobie, o tym co ja czuję, a przecież Tomek, też to wszystko przeżywał, może tego nie okazywał, ale przeżywał.
-Poradzimy sobie-teraz to ja złapałam go za rękę.


-Muszę iść, jutro gramy mecz-odparł Thoams
-Będę trzymała kciuki-podniosłam do góry pięści
-Pa, kocham Cię-pocałował mnie z czoło- I Ciebie też-dodał dotykając mojego brzucha
*Perspektywa Julki*

-Ała, to boli, co ty robisz?-zapytałam Wojtka, który pociągnął mnie na koniec korytarza
-Czemu mnie okłamałaś?-zapytał
-Jak?
-Jesteś ze mną w ciąży i nie zaprzeczaj bo Laura mi powiedziała-odparł Włodarczyk
-No jestem, ale żeby było jasne, nic od Ciebie nie chce, poradzę sobie sama, i puść mnie-krzyknęłam
-Zaraz, ja też mam jakieś prawa do tego dziecka
-Jakie prawa? Ty tylko to dziecko zrobiłeś, a ja je urodze i wychowam SAMA-podkreśliłam ostatnie słowo
-A jak się nie zgodzę?-zapytał przyjmujący
-Phi, proszę Cię, ty nie masz tutaj nic do gadania-usiadłam na jednym z krzeseł
-Dobrze się czujesz?-spytał
-Tak, co? Usiąść mi już nie wolno-zdenerwowałam się. Wojtek usiadł obok mnie i bacznie mi się przyglądał.
-Co się tak gapisz?-zapytałam, a Włodarczyk tylko się uśmiechnął



-Nie wiedziałem, że jesteś taka wredna-dodał po chwili
-Bo ty nic o mnie nie wiesz-odrzekłam
-No właśnie, a w końcu urodzisz moje dziecko, więc może się gdzieś spotkamy w spokojniejszym miejscu i pogadamy-zaskoczył mnie
-Dobra, ale wrócimy już do hotelu, bo jestem strasznie zmęczona.
*Kilka dni później*
*Perspektywa Laury*

Wróciłam do hotelu po 3 dniach spędzonych w szpitalu byłam lekko wyczerpana i o jakim kolwiek wysiłku fizycznym nie było mowy. Ogólnie to zostało mi tylko siedzenie w pokoju, no ewentualnie krótki spacer.
-Laura!!! Nie uwierzysz co się stało-krzyknęła Jula
-Wojtek, zaprosił mnie na kolację, czaisz?-rzekła podekscytowana
-Super-wysłałam jej lajka
-Ejj co jest? Gdzie jest ta pełna życia Laura?-usiadła obok mnie
-Wróci za 8 miesiący-uśmiechnęłam się
-Wogóle to mysłam, że będziesz się na mnie wydzierać, za to że się wygadałam-dodałam
-Nie no co ty? Ja Ci powinnam podziękować, bo Wojtek to naprawdę super gość-pocałowała mnie w policzek
-Fajnie, że przynajmniej tobie się układa, bo ja i Tomek, tylko się od siebie oddalamy, wczoraj Ameryka przegra i on nawet nie zazdzowił, nie pojawił się w hotel nic, tylko sms "Nie martw się", wiesz ja myślę, że on teraz jest gdzieś z tą Jennifer
-Co ty? On teraz jest...-przerwała
-Wiesz gdzie on jest?-zapytałam
-Nieee, ja chciałam powiedzieć, że... że się do następnego meczu przygotowuje-wiedziałam, że Julka wie coś czego ja nie wiem i za wszelką cenę chce to ukryć
-Proszę Cię powiedz mi, bo ja się martwię-odrzekłam
-Nie mogę, ale nie martw się, bo wszystko jest okej, ja spadam pa, trzymaj się-super, po prostu super

---------
Dziesiąty rozdział oddaję w wasze ręce. Chcę też poinformować, że będziemy powoli kończyć z tym blogiem. 
Pozdrawiam 



wtorek, 5 lipca 2016

Rozdział 9

Przez dwa dni zdążyłam przekonać się jak wredna jest ta nowa psycholoszka amerykanów. Zachowuje się tak jakby to ona rządziła całą drużyną, przerywa trening i robi jakieś swoje głupie ekspertyzy. Może była ładna, ale mózgu to miała na wyczerpanie.
-Często bywasz u tej Jennifer?-zapytałam Tomka
-A ty znowu o tym, ile razy mam Ci powtarzać, że nie musisz być zazdrosna
-Tylko się pytam-odrzekłam
-Najczęstszym gościem to jest tam Matt, ale korzysta chyba z innych usług-zaśmiał się Jaeschke, a ja razem z nim. Nagle poczułam, że zbiera mnie na wymioty i szybko pobiegłam do łazienki. Nudności miałam już od kilku dni, okres spóźniał mi się kilka tygodni, wytłumaczeniem tego było jedno, jestem w ciąży. Następnego dnia razem z Aronem, Mattem i Tomkiem wybraliśmy się na wycieczkę po Krakowie.
-Ejjj, mogę jechać z wami?-wtrąciła się Jennifer, ubrana za przeproszeniem jak dziwka
-Nie, nie możesz-powiedziałam w myślach
-Jasne, wsiadaj-rzekł Thoams, a ja miałam ochotę udusić go gołymi rękoma.
No trudno jakoś musiałam znieść myśl o jej obecność, dla dobra wszystkich nie odzywałam się ani słowem.
-Możesz włączyć radio?-zapytała psycholoszka
-Nie mogę-odpowiedziałam
-Dlaczego?
-Bo to mój samochód, ja prowadzę, a muzyka mnie rozprasza-burknęłam
Jaeschke nie zważając na moje protesty włączył urządzenie.
-Czy ja mówię nie wyraźnie?-krzyknęłam
-Nigdy Ci to nie przeszkadzało
-Ale zaczęło
-Dobrze, przepraszam-rzekł przyjmujący.
Poczułam, że robi mi się słabo, zatrzymałam samochód i wyszłam zaczerpnąć świeżego powietrza.
-Wszystko w porządku?-dołączył do mnie Thomas
-Tak, przepraszam Cię, ale muszę zadzwonić-odeszłam na bok
-Cześć Julka, musimy się spotkać, najlepiej dzisiaj-odrzekłam
-Spoko, ale jutro u mnie w pokoju, bo dzisiaj mnie nie ma
-Pasuje i kup test-powiedziałam drżącym głosem
-O Boże czyli jednak-ucieszyła się moja przyjaciółka
-Ja mam nadzieję, że nie, dobra muszę kończyć-zakończyłam połączenie i wróciłam do auta, gdzie zabawa trwała w najlepsze, włączone radio, śmiechy, jednak kiedy weszłam wszysko ucichło.
-Dobrze już, włączcie to radio, skoro tak bardzo chcecie-uśmiechnęłam się.
Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Ja jako, że w Wieliczce byłam 1000 razy, zostałam na zewnątrz, razem ze swoim myślami, co będzie jak okarze się, że jestem w ciąży, jak na to zareaguje Tomek i co dalej z moją karierą.
-Ładna ta Pani psycholog-przestraszył mnie Wojtek


-Jak Ci się tak podoba to idź do niej zagadaj, wygląda na taką, co dzisiaj w nocy będzie twoja-odparłam
-Wszystko okej?-zapytał siatkarz
-Tak, zamyśliłam się po prostu-odrzekłam
-Na pewno?-dopytywał
-Zamij się wreszcie własnym życiem-krzyknęłam i odeszłam.
*Perspektywa Wojtka*

Wiedziałem, że coś jest nie tak. Laura zawsze była uśmiechnięta, jadnak odkąd przyjechał Jaeschke ciągle chodzi przygnębiona.
-Siema stary-przywitałem się z Amerykaninem -Ja przychodzę do Ciebie w sprawie Laury, zauważyłeś, że ostatnio ciągle chodzi smutna?-zapytałem
-Nie, ale nie wiedziałem, że ty i Laura się kumplujecie, ona mówiła, że niezbty Cię lubi-fajnie, dobrze wiedzieć
-Mi też dużo mówiła
-Na przykład?-spytał Tomek
-Że Ci nie ufa i boi się, że ją zdradzisz-dodałem trochę od siebie, Może i tak nie mówiła, ale podobnie.
-Super, to wiesz co? Zajmi się swoim życiem i odpiepsz się od Laury
*Perspektywa Thomasa*

-Co on Ci mówił?-zapytała mnie wyraźnie przestraszona Laura
-Nic takiego, coś się stało, że jesteś taka blada?-odrzekłem
-Nie, zmęczona jestem-przytuliłem ją do siebie
-Laura-spojrzałem jej w oczy -Chce ci powiedzieć, że nie musisz być o mnie zazdrosna, ani bać się że Cię zdrazdę, bo liczysz się tylko ty, a to, że ja się spojrze na Jennifer, czy z nią porozmawiam, to przecież nic złego
-Wiem, ale ty nie widziesz jak ona się zachowuję, jak chodzi ubrana, jak wszystkich was prowokuje?
-Jak dla mnie to mogła by chodzić nawet nago, a i tak bym jej nie dotknął, bo kocham tylko Ciebie i zrozum to wreszcie-odnosiłem wrażenie, że mimo, iż jestem z Laurą już ponad pół roku, ona nadal uważała, że mógłbym ją zdradzić przy pierwszej lepszej okazji.
-Jeszcze jendno, chciałbym abyś to mi mówiła o wszystkich swoich obawach, a nie jakiemuś Wojtkowi-rzekłem
-Czyli jednak, nie rozmawialiście o niczym-słusznie zauważyła Laura
-Taka męska rozmowa-objąłem ją ramieniem i razem wróciliśmy do samochodu. Droga powrotna zchodziła nam w o wiele milszej atmosferze niż poprzednio.
*Perspektywa Laury*

Jutrzejszy dzień był dla mnie dniem sądu ostatecznego. Dzień ten może zmienić moje, nasze całe życie. Z niepokojem przed jutrem zamknęłam oczy.
-Kocham Cię-usłyszałam jeszcze głos Tomak
-Wiem, ja Ciebie też i przepraszam za te dzisiejsze fochy-obruciłam się w jego stronę
-Jennifer mogło się zrobić przykro-rzekł Tomek
-Super, na pewno jej nie będę przepraszać, bo jej nie lubię-oburzyłam się
-Dobrze już dobrze, dobranoc-ułożyłam się wygodnie na ramieniu Thoamsa i zasnęłam.
-Nawet nie wiesz jak bardzo mi tego brakowało-szepęłam, poczułam jeszcze pocałunek Tomka i jego lekki uśmiech potem usunęłam.
Następnego dnia rano Thoams poszedł na trening, a ja niestety do Julki.
-Siema, chodź od razu przejdźmy do rzeczy-szarpnęła mnie za rękę
-Przestań, ja wogóle nie chce robić tego testu-krzyknęłam
-Nie pamiętasz, jak byłyśmy małe to marzyłyśmy o tym, aby mieć dzieci, żartowałyśmy, że będziemy spotkały się z wózkami, gadały o różnych rzeczach, Laura, teraz to marzenie może się spełnić-zachciało mi się płakać
-Ja wiem, ale teraz mam inne marzenia, których przez ciążę nie będę mogła zrealizować-rzekłam
-To zrealizujesz je później chodź-nie miałam nic do przewiezienia, bo Julka zamknęła mnie w łazience i powiedziała, że nie wypuścić dopóki nie zrobie tego cholernego testu.
Bałam się cholernie się bałam, choć byłam prawie pewna, że wynik będzie pozytywny. Po 15 minutach, Jula łaskawie otworzyła mi drzwi.
-Sprawdź-podałam jej przedmiot, ta bez wahania wzięła go do ręki, aby zobaczyć wynik.
-Boże Laura, jesteś w ciąży!!-krzyczała
-Super-usiadłam złamana na kanapie i zaczęłam płakać
-Czemu płaczesz? Przecież to super, Tomek też się ucieszy
-Julka, ja nie mogę być w ciąży!!! Ja nie jestem gotowa, mam teraz inne cele-zaczęłam panikować
Nagle do pokoju wpadł Jaeschke
-Laura? Będziemy mieli dziecko?-zapytał
-Tak-wyszlochałam
-Kochanie, to super-Tomek, był bardzo szczęśliwy, gdybym ja zaszła w ciążę w innych okolicznościach.
-Co super? Thomas ja mam teraz mistrzostwa, potem miałam jechać na igrzyska, miałam zdobyć medale, ja nie chce tego dziecka, rozumiesz?, nie teraz-płakałam coraz bardziej
-Laura, uspokój się, nie na tych mistrzostwach to na następnych, zobaczysz wszystko będzie dobrze-Tomek mocno mnie przytulił
-Nic nie będzie dobrze, tobie łatwo mówić, ty sobie pojedziesz do Rio, a mnie zostawisz ze wszystkim samą, będziesz realizował swoje marzenia, a ja będę siedziała z brzuchem przed telefonem, nie chce takiego życia-to nie jest tak, że ja nie chce mieć dzieci, albo że ich nie lubię, po prostu nie teraz. Dlaczego teraz?, kiedy przechodzę przez najtrudniejszy okres w życiu, kiedy nie układa mi się Tomekiem, kiedy chciałam wreszcie spełnić swoje marzenia.
-Ja wiem jak dla Ciebie ważny jest taniec, że jest dla Ciebie całym życiem, ale będziemy mieli dziecko, kochamy się, czy może być coś piękniejszego?-trochę się uspokoiłam
-Ja nie wiem czy jestem gotowa-odrzekłam
-Przejdziemy przez to razem, przecież Cię samej z tym nie zostawię-odparł Tomek
-Możesz wyjść? Chce sobie wszystko przemyśleć, proszę
-Dobrze, pamiętaj, że Cię kocham-pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Miałam takie chwilowe myśli, że wyobrażałam sobie mnie i Tomka spracerujących gdzieś po parku, a koło nas biega taki mały szkrab, to były bardzo fajne obrazki, można by powiedzieć prawdziwej kochającej się rodziny. Z drugiej strony była moja pasja. Całe życie trenujesz po to, aby zdobywać medale, puchary. Czasami uniemożliwia Ci to kontuzja, czasami inne sprawy, choćby takie jak moja. Pogłaskałam się po brzuchu, ta myśl, że to dziecko Thomasa, to, że się nie przestraszył, że jest przy mnie, sprawiała, że chciałam urodzić to dziecko.
-Ale ja Ci zazdroszczę wiesz-w pokoju zjawiła się Julka
-Czego?
-Tego, że masz przy sobie faceta i nie jesteś z tym sama-odrzekła moja przyjaciółka
-Powiedz Wojtekowi, że to jego dziecko, może jak się spotkacie kilka razy, to coś do siebie poczujecie
-Nie ma takiej opcji kochana, a ty przestań ryczeć i weź się garść-podała mi rękę, a ja mocno ją uścisnęłam, można by powiedzieć, że wracałam do żywych.
*Perspektywa Thomasa*

Zbliżała się godzina 19:00 nie widziałem czy wracać do Laury, czy jeszcze poczekać, aż ochłonie.
-Tomek, co się tak włuczysz?-podeszła do mnie Jennifer
-Będę ojecem-uśmiechnąłem się
-Yghm, że co?-zachłysnęła się
-Laura jest w ciąży, będziemy mieli dziecko, co w tym dziewnego?-zapytałem
-Nie no nic, tylko jaką masz pewność, że to twoje dziecko? Przecież Ciebie nie było teraz w Polsce-rzekła Jennifer
-Co ty pierdolisz? Laura, miała rację, ty jesteś jakaś nienormalna-chociaż?, przeszedł mi przez głowę Włodarczyk, ale nie to niemożliwe. Kiedy usłyszałem czyjeś śmiechy, obruciłem się w stronę odchodzących głosów, okazało się, że to Laura.
-Kochanie i co, wszystko w porządku?-pobiegłem do niej
-Kocham Cię i wieże, że razem przez to przejdziemy-rzuciła się na mnie
-Ja Ciebie też kocham, bardzo-
Złapała mnie za rękę i razem ruszyliśmy w stronę pokoju.
-Nie wiem, jak ty to zrobiłaś, ale dzięki-szepnąłem do Julii
-Nie ma za co, zawsze do usług-puściła mi oczko, po czym zniknęła za drzwiami.
Wróciliśmy do pokoju, Laura od razu położyła się do łóżka, widać było, że jest tą całą sytuacją bardzo zmęczona. Nie tak wyobrażałem sobie dzień, w którym dowiemy się, że zostaniemy rodzicami. Z drugiej strony, Laura miała przed sobą dwie ważne imprezy, na które chciała pojechać, mogłem postawić się w jej sytuacji, bo to tak, jakbym ja nie pojechał na Igrzyska przez kontuzję, ale w końcu dziecko, to nie kontuzja.
Położyłem się obok niej i mocno przytuliłem.
-Uśmiechnij się, bo nie mogę na Ciebie patrzeć, jak jesteś taka smutna-odrzekłem, a ona posłusznie wykonała moją prośbę
-Poradzimy sobie?-zapytała mnie ze świeczkami w oczach
-No pewnie, że tak, będziemy super rodzicami, zbaczysz-byłem pewny, że Laura to ta jedyna
-Ciekawe czy to będzie chłopczyk, czy dziewczynka-uśmiechała się, chyba zaczęła wracać ta Laura sprzed mojego wyjazdu
-Nie wiem, ale na pewno będzie piękne, po tatusiu
-Hahaha no chyba po mamusi-zaśmiała się
-Może będą bliźniaki, to jedno będzie po mnie, a drugie to tobie
-Taaa, jasne, a ciekwe kto to będzie rodził?-zapytała
-No, jak to kto?-spojrzałem na nią, widać było, że nadal jest przygnębiona -Oj Laura, Laura-westchnąłem
-Hmm?
-Kocham Cię wiesz? Nigdy nie sądziłem, że któraś kobieta zawrócić mi tak w głowie jak ty
-Ja wszystkim potrafię zawrócić w głowie-spojrzała się na mnie uśmiechając się
-Niestety-musnąłem jej nos

Po kilku minutach zasneliśmy.

----------------
9 rozdział oddaję w wasze ręce. Chyba nareszcie mnie natchnęło.

sobota, 2 lipca 2016

Rozdział 8

Kiedy wstałam pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam powiadomienia w telefonie. Oczywiście żadnej informacji od Tomka. Tak bardzo chciałabym usłyszeć jego głos, usłyszeć, że mnie kocha.
Załamana udałam się do kuchni
-Cześć Julka-powiedziałam smutna
-Hejo, co taka załamana?-zapytała
-Nie pytaj, lepiej powiedz jak tobie minęła noc-uniosłam brwi do góry
-Uchuchu kochana-machnęła ręka, to znaczyło, że było grubo.
-Idę do łazienki, jak przyjdę to Ci wszystko opowiem
-Okej-zaczęłam jeść śniadanie, gdy nagle do pomieszczenia wpadł Włodarczyk w samych bokserkach, nie powiem trochę mnie zatkało.
-Yyy, nie wieże-pokręciłam przecząco głową
-Mówię Ci to przeznaczenie-usiadł obok mnie
-Nie wiem czy wiesz, ale właśnie spałeś z moją przyjaciółką
-No super było-siatkarz zaczął wyciągać się na krześle
-Ty, nie przeginaj, nie jesteś u siebie, pokój masz obok-wstałam i zaczęłam kierować swoje kroki do wyjścia, jednak przyjmujący skutecznie mi to uniemożliwił
-Przepraszam, za wczoraj, trochę wypiłem-zaczął się tłumaczyć
-Nie przepraszaj, przecież miałeś rację-na samą myśl, że teraz z Tomkiem może być jakaś inna dziewczyna ściskało mi gardło, a oczy robiły się wilgotne
-Ejjj no co ty? nie płacz-siatkarz mocno mnie do siebie przytulił.
Co ja bym dała, aby teraz przede mną stał Jaeschke.
To było dziwne uczucie, z jednej strony mogłabym tak stać godzinami, a z drugiej "coś" mnie na siłę odpychało.
-Możesz już iść?-zapytałam
-No, ubiore się i idę
Po 10 minutach dołączyła do mnie Julia
-Julek!!! przespałaś się z Włodarczykiem-krzyknęłam
-No i co z tego? Zazdrosna jesteś?-skąd ona wogóle wiedziała, że Wojtek to mój "adorator"
-Nie, no coś ty-lekko się uśmiechnęłam
-Płakałaś?-zapytała po chwili Julka
*Perspektywa Wojtka*

-Płakałaś?-usłyszałem głos Julii i na chwilę się zatrzymałem
-Aż tak widać?-zapytała Laura
-Tomek się nie odzywa?-rzekła Julka
-Widocznie woli towarzystwo innych dziewczyn
-Co ty mówisz? To, że jakaś laska wstawiła z nim zdjęcie o niczym nie świadczy-rzekła dziewczyna
-Widzę, że jesteś poinformowana, Boże czemu ja zawsze mam pod górkę? Wszyscy mnie wykorzystują albo chcą wykorzystać-odniosłem wrażenie, że te ostatnie słowa były skierowane w moją stronę.
-Przesadzasz, zadzwoń do niego i wszystko sobie wyjaśnijcie
*Perspektywa Laury*

Poszłam do pokoju. Dzisiejszy dzień postanowiłam spędzić w pozycji leżącej.
-Mogę wejść?-czy on mi kiedykolwiek da spokój ?
-Jeszcze tu jesteś?-spytałam
-Myślisz, że Tomek i ta dziewicza coś ten tego?-usiadł obok mnie
-Zawsze tak jest wiesz? Na początku kolorowo, miłe słówka, a potem jak się znudzisz to pyk, zapominasz, nie dzwonisz, nie piszesz...
-Ja gdybym miał taką dziewczynę jak ty, to w życiu bym o niej nie zapomniał-lekko się uśmiechnęłam
-Taa, Tomek też tak mówił "Kocham Cię, zawsze będziesz tą jedyną" itp-chyba za bardzo zaczynałam się przed nim otwierać.
-Gadasz jak stara babcia-oparłam się o ramię przyjmującego
-W gruncie rzeczy, nie jesteś taki zły-rzekłam
-A no widzisz, pierwszy plus-odpadł Wojtek
-I chyba ostatni-zaśmiałam się.
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Naprawdę czasami miałam momenty gdzie go nienawidziłam, a czasem miałam ochotę poprostu być blisko niego.
-Ała!!!-krzyknęłam kiedy moja głowa spotkała się z szafką
-Uważaj-powiedział przez śmiech Włodarczyk
-Piękna jesteś wiesz?-czułam, że zaraz może wydarzyć się coś, czego bardzo nie chciałam
-Przestań-powiedziałam lekko się od niego odsuwając
-Nie mogę-na nic zdały się moje prostety, bo usta Wojtka natychmiast wylądowały na moich.


Dziwne czucie, całować się z kimś, do kogo kompletnie nic nie czujesz, a tęsknić za kimś kogo kochasz całym sercem. Poczułam, że ręce przyjmującego zaczynają niebezpiecznie krążyć po moim ciele.
-Stop-powiedziałam odpychając go
-Laura, proszę Cię-rzekł tak seksownym głosem, że miałam ochotę wrócić do poprzedniej pozycji.
-Nie mogę, ja kocham Tomka-odrzekłam
-A on Ciebie?, przecież sama mówiłaś, że o tobie zapomniał
-Wiem, że tak mówiłam, ale to nie zmienia faktu, że go kocham, przepraszam Cię Wojtek
-Masz rację, to ja przepraszam i zapomnij-przyjmujący opuścił mój pokój. Załamana schowałam głowę w poduszkę. Tak bardzo chciałam w tamtym momencie mieć przy sobie Thomasa, tak jak kiedyś, żeby mnie przytulił, pocałował, rozbawił.
Około godziny 16;00 usłyszałam powiadomienie ze skype, jak poparzona poleciałam do komputera.
-Cześć Laura-rzekł Jaeschke
-Fajnie, że jeszcze o mnie pamiętasz-zaczęłam robić mu wyrzutu
-Przepraszam nie miałam czasu, wiesz trening i te sprawy-tłumaczył
-No,no imprezy...-rzekłam z tzw. "fochem"
-Co?-udawał zdziwionego
-Co, co? Widziałam te zdjęcia z tą brunetką, jakoś specjalnie to chyba za mną nie tęsknisz-ściskało mi gardło
-Kochanie, nie przesadzaj, to nasza nowa Pani psycholog-trochę mi ułożyło
-Tęsknię za tobą, strasznie-znowu zachciało mi się płakać
-Ja za tobą jeszcze bardziej, tyle się tutaj dzieje, tyle rzeczy chciałbym Ci pokazać, ale jeszcze 1,5 miesiąca i się zobaczymy-... rozmawiałam z Tomkiem dobre 2 godziny, potem trening, powrót do hotelu, kolacja i tzw dzień świstaka.
*Miesiąc później*

Wszystko nareszcie szło po mojej myśli, sprawy z Tomkiem się wyjaśniły, coraz lepiej tanecznie dodawałam się z Rafałem, tylko Wojtek unikał mnie jak ognia, zupełnie nie wiedziałam dlaczego.
Był wtorek godzina 14:00 kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Cześć Julka, wszystko w porzą...-nie dokończyłam bo ta rzuciła się na mnie
-Hej, Julek, co się dzieje czemu płaczesz?-zapytałam
-Jestem w ciąży
-Że co?-usiadłam na kanapie obok mojej przyjaciółki
-To jeszcze nic, jestem w ciąży z Włodarczykiem-w tym momencie odjęło mi mowę -Boże z każdym tylko nie z nim-dodała po chwili
-Nie wiem co mam Ci powiedzieć-rzekłam
-Nic nie mów, tylko mnie przytul-posłusznie wykonałam prośbę przyjaciółki
-Ale pomożesz mi? Nie zostawisz mnie samej?-spojrzała na mnie zapałkanymi oczami
-Pewnie, że Ci pomogę, zobaczysz będzie fajnie, ty będziesz miała córeczkę, albo synka, ja będę jego matką chrzestną, będziemy chodzili na spacery, uczyły go lub ją różnych rzeczy-dziwnie się czułam wypowiadając te słowa, przecież to dziecko Włodarczyka
-Ty to potrafisz pocieszać, mam jeszcze próśbe, nie mów nic Wojtkowi, ja nie chce aby on wiedział, że jest ojecem
-Okej, jak chcesz, to co zamawiamy pizze?-zapytałam
-Możemy, teraz i tak będę już coraz grubsza-uśmiechała się Julka.
Troszkę się sprawy pokompikowały, moja przyjaciółka jest w ciąży z Włodarczykiem, no po prostu nic tylko pogratulować, gorzej trafić nie mogła. Bałam się jedynie tego, że któregoś dnia nie powstrzymam swojego niewyparzonego języka i wszystko wypaplam.
*Kilka dni później*

Za 7 dni rozpoczyna się final six ligi światowej, ale jeszcze bardziej cieszyło mnie to, że nareszcie zobaczę się z Tomkiem, który w Krakowie miał zjawić się jutro.
Skończyłam trening około godziny 18:00, później miałam spotkać się z Julką do której chyba powoli zaczęła dochodzić myśli o tym, że zostanie matką.
-Cześć, jak czujesz ty i twój maluszek?-zapytałam
-Narazie to to jest fasolka-uśmiechnęła się -Ale dobrze dziękujemy, ty widzę, że też kwitniesz, pewnie przez Tomka, może teraz jak będzie trochę ze sobą coś zdziałacie, żebym nie była sama-odparła Julka
-Żebyś nie wykrakała
-A co, już jesteś w ciąży?-zapytała z uśmiechem
-Okres mi się "trochę spóźnia"-rzekłam powarznie
-Byłaś u lekarza?-spytała
-Nie i narazie nie zamierzam, poczekam jeszcze-bałam się, bo gdyby faktycznie okazało się, że  jestem w ciąży, musiałabym zrezygnować ze swoich marzeń.
-A ty, powiedziałaś już rodzicą?-zmieniłam temat
-Tak, powiem Ci, że nawet dobrze to przyjeli, powiedzieli, że mi pomogą i na pewno nie zostawią mnie samej z dzieckiem
-Jesteś w ciąży?-ni z tą ni z owąd zjawił się Włodarczyk, zobaczyłam po minie Julii, że zrobiła się całą blada
-Jestem, ale możesz być spokojny, to nie jest twoje dziecko, na szczęście-nie byłam do końca przekonana do planu Julki, może lepiej by było powiedzieć mu prawdę -To dobrze, ja jestem jeszcze za młody na niańczenie dzieci
-Co za dupek-powiedziałam pod nosem
-Chyba pójdę na kolanach do Częstochowy prosić Pana Boga, aby to dziecko nie przejęło po nim żadnych genów-obydwie wybuchłyśmy śmiechem.
*Następny dzień*

Pojechałam na lotnisko jak głupia dwie godziny przez przylotem siatkarzy z Ameryki, ale w domu czas dłużył się jeszcze bardziej.
Już prawie bym usunęła, gdyby nie komunikat, że Tomek właśnie wylądował. Potem jeszcze kolejna godzina czekania przy barierkach. Jeden siatkarz, drugi, piąty... jedenasty, a Thomas jak zwykle ostatni.  Kiedy wreszcie zobaczyłam jego uśmiech, popłakłam się ze szczęścia. Często się wzruszam i to chyba moja wada, bo czami zdarzało mi się uronić łze oglądając m jak miłość.



-Nareszcie jesteś-rzekłam mocngo przytulając
-Aż tak się stęskniłaś?-zapytał
-Tak, a co w tym dziwnego?
-Nic-odparł skradając mi całusa
-Ja też się stęskinłem i to bardzo-dadał patrząc mi w oczy
-Thomas!!! Your suitcase is waiting-krzyknął któryś z Amerykanów, chyba Anderson
-Muszę iść, do zobaczenia w hotelu-super, to po co ja tutaj wogóle przyjeżdżałam?


--------------
8 rozdział oddaję w wasze ręce
Pozdrawiam😘