piątek, 15 lipca 2016

Rozdział 10

Minęło kilka dni, chyba wszystko zaczęło się układać, można by powiedzieć, nareszcie. Tomek bardzo się o mnie troszczył, aż za bardzo, bo czasami traciłam cierpliwość. Fizycznie czułam się bardzo dobrze, psychicznie trochę gorzej, ale tragedii nie było. Wszyscy w hotelu wiedzieli już jakie to szczęście nas spotkało, a gratulacjom nie było końca. Nawet Wojtek nam pogratulował, ba nawet Jennifer, to już był szok.
Dziś zaczynał się final six, wiadmo jak to w dniu meczu emocje sięgały zenitu. Ze względu na swój stan nie mogłam zatańczyć z dziewczynami, a szkoda, miałyśmy zarąbisty układ, ale wierzyłam, że same poradzą sobie równie dobrze.
Zbliżał się mecz Polska vs Francja, Amerykanie również byli na hali. Podeszłam do Tomka, Aarona, Russella i Holta którzy stali na korytarzu.
-Hejo-prowadziłam
-Witamy mamę-odrzekli chórem
-Jeszcze nie mamę-przytuliłam się do Thoamsa
-Ładnie razem wyglądacie-rzekł Holt
-Wiemy, wiemy-podniosłam głowę do góry, aby spojrzeć na Jaeschke, widać było, że jest bardzo szczęśliwy, ja również.
-Nie ładnie tak z konkurencją rozmawiać-krzyknął Kurek
-Cicho!!! Ja tu taktykę załatwiam-zaśmiałam się, zupełnie  zapomniałam o tym, że Thoams zna Polski i to dobrze, za co mi się oberwało.
-Oni narazie nie są nam potrzebni, może w finale, teraz idź do Francuzów-zaśmiał się Bartek
-Ich to się boję-żartowałam oczywiście, nikogo tam nie znałam, chociaż Julek, no nic pomyślimy.
Zauważyłam, że dziewczyny zaczęły się rozgrzewać, podeszłam do nich i usiadłam na krześle.
-Ale wam zazdroszczę-posmutniałam
-A my tobie-odparła Dominika
-Chcesz się zamienić?-zapytałam
-Z chęcią, kto by nie chciał mieć dziecka z Tomkeim?-aaa o to chodzi, a tu mają rację, tego to ja mogę sobie pozazdrościć, bo lepiej trafić nie mogłam.
Wybiła godzina 20:00 za 30 minut miał zacząć się mecz. Przed wejściem na trybuny zaczepił mnie jescze Thoams.
-Pamiętaj, żeby się za bardzo nie denerwować-rzekł z czułością w głosie
-To nie do mnie z tym, tylko do chłopaków, żeby nie grali horrorów-zaśmiałam się, co ja poradzę na to, że jak przegrywaliśmy to denerwowałam się za czterech i Tomek o tym doskonale wiedział.
-Laura?, proszę Cię-złapał mnie za rękę
-Dobrze, dobrze, nie będę się denerwować obiecuje-położyłam rękę na sercu.
-I tak Ci nie wieże-pocałował mnie
Mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla nas. Byłam z nich taka dumna, bo ta drużyna nigdy się nie podaję i dzisiaj dali tego najlepszy dowód.
Zadowolona zaczęłam kierować się w stronę hotelu, jako, że był blisko postanowiłam zrobić sobie krótki spacer. Kiedy byłam przed hotelem zdziwiły mnie tłumy przed drzwiami i... karetka. Jako, że od małego byłam bardzo wrażliwa na ludzką krzywdę przyspieszyłam, aby zobaczyć co takiego się stało. Gdy byłam pod drzwiami zobaczyłam Tomka.
-Tomek!!!co się stało?-zapytałam
-Julka się źle poczuła, straciła przytomność i właśnie zabiera ją karetka-cholera jasna, przecież miałam na nią zaczekać, przypomniałam sobie.
-Chodź wracamy do pokoju-rzekł siatkarz, gdy karetka już odjechała.
Byłam lekko roztrzęsiona po tym co się stało, bo może gdybym na nią zaczekała, wróciła z nią to nic by się nie stało.
-Co ty robisz?-zapytał Tomek widząc, że szykuję się do wyjścia
-Jadę do Julki, ona by mnie w takiej sytuacji nie zostawiła-odrzekłam
-Zwariowałaś? W twoim stanie?
-W jakim moim stanie? Ciąża to nie choroba, nie będę przez 9 miesięcy siedziała w domu-krzyknęłam
-Dobrze, nie denerwuj się-uspokajał mnie Jaeschke
-Nie denerwuj się, nie denerwuj, nie mam 5 lat i mogę robić to co chce, jak będzie trzeba to się będę denerwować-już miałam wychodzić, jednak jeszcze jedno leżało mi na sercu -Wiesz co? Czasami myślę sobie, że moje życie było by lepsze gdyby nie było tego dziecka-zaniam zamknęłam drzwi już zaczęłam żałować tego co powiedziałam, wiedziałam jaki ból wyrządziłam tymi słowami Tomkowi. No nic trudno stało się, czasu nie cofne. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do szpitala. Szybko pobiegłam do recepcji.
-Przepraszam, przewieziono tu przed chwilą Julię Kownacką
-Tak, jest Pani kimś z rodziny?-zapytała brunetka siedząca a raczej stojąca za biurkiem.
-Nie, jestem jej przyjaciółką-odparłam
-W takim razie nie możemy udzielić żadnych informacji, przykro nam
-Ale...-przerwałam, nie miałam już siły na kłótnie, usiadłam na jednym z krzesł. Postanowiłam zaczekać na rodziców Julki, do hotelu przecież nie wrócę. Było już koło 23:00 kiedy mama mojej przyjaciółki wleciała na oddział, długo nie musiałam czekać na informację o stanie mojej przyjaciółki.
-Proszę się nie denerwować, sytuacja jest w miarę opanowana, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo-udało mi się usłyszeć od lekrza.
Na salę mnie nie wypuścili dlatego nadal siedziałam na korytarzu. Byłam strasznie zmęczona, powieki same mi opadały.
-Laura? Chodź zawioze Cię do hotelu-nie tylko nie to, ja nie spojrze Tomkowi w oczy
-Chodź, powinnaś teraz się oszczędzać-jak bym słyszała Thomasa.
Droga do hotelu minęła nam bardzo szybko. Niepewnie zamierzałam w kierunku pokoju, mając nadzieję, że Jaeschke już śpi. Cicho otworzyłam drzwi, niestety Tomek jeszcze nie spał. Nie odezwał się ani słowem. W sumie się nie dziwię, wiem, że przegięłam. Sama nie wiedziałam czy te słowa które powiedziałam przed wyjściem były prawdą. Fakt to dziecko odebrało mi marzenia, ale jeszcze mogę je spełnić, później. W głębi duszy kochałam je. Ogarnęłam się i wykończona położyłam się obok siatkarza. Nie wiedziałam czy się odezwać, czy poczekać, aż zrobi to pierwszy.
-Przepraszam-przejechałam rękę po jego palcach, nawet nie drgnął, no nic spróbuję jutro. Przekręciłam się na drugi bok.
-Na prawdę to dziecko Ci tak ciąży?-niespodziewanie zapytał Jaeschke
-Nie, oczywiście, że nie, powiedziałam to w emocjach, bo wkurza mnie to jak mnie kontrolujesz, zaufaj mi, potrafię o siebie zadbać-odrzekłam
-Dobrze, ale Kcoham cię, was i nie chcę, aby stała wam się jakaś krzywda-jakie on ma dobre serce, gdyby mi ktoś coś takiego powiedział to był by foch forever (potocznie mówiąc).
-Co z Julią?-spytał przyjmujący
-Nic konkretnego się nie dowiedziałam
-A właściwie kto jest ojcem jej dziecka?
-Nie znasz-odrzekłam
-Nigdy nie mówiłaś, że ma chłopaka, wpadka?-nie dawał za wygraną
-Tomek, nie męcz, chce spać-przytuliłam się do niego, po kilku minutach zasnęłam. Następnego dnia z samego rana pojechałam do szpitala. Na szczęście Julka czuła się już dużo lepiej.
-Myślę, że może Pani już wrócić do domu, a Pani- zwrócił się do mnie- niech dopilnuje, żeby ojciec dziecka dobrze się nią opiekował, bo Pani Julia nie może się przemęczać- O Boże biedna moja, jak ona wytrzyma te dziewięć miesięcy siedząc spokojnie na dupie, ale nie jest sama, będę ją wspierać, w końcu jesteśmy w tej samej sytuacji.
-Poradzisz sobie sama? Może lepiej powiedz Wojtkowi, że to jego dziecko, może się zmieni-odrzekłam
-Poradzę sobie sama-oburzyła się
-Jak chcesz, ale ja bym na twoim miejscu zrobiła inaczej
-Ale nie jesteś na moim miejscu-fakt moja sytuacja była zupełnie inna.
Razem z Julką wróciłam do hotelu. Ledwo weszliśmy a już milion pytań jak się czujesz? Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? No mnie by szlag trafił. Odpowadziłam ją do pokoju i poszłam do siebie.
Tomek jak zawsze sprawdzał coś na swoim smartfonie. Zauważyłam, że na szafce leżą jakieś bilety.
-Bilety na Majorkę?, przecież ja jestem w ciąży i nie zamierzam nigdzie latać-zdziwiłam się
-Yyy, no właśnie miałem Ci powiedzieć, że 19 lecę na wakacje z chłopakami i...
-...i Jennifer, no świetnie, myślałam, że ten wolny czas spędzimy razem-posmutniałam-To kiedy się zobaczymy? Co? W październiku? Super po prostu, fajnie, że mnie informujesz o sowich planach-zdenerwowałam się
-Usiądź-powiedział spokojnie Tomek
-Nie będę siadać, mówiłeś, że ze mną będziesz w trudnych chwilach, a ty sobie lecisz na wakacje? Czy twoim zdaniem tak zachowuję się facet, który ma zostać ojcem?-zapytałam
-Co ja poradzę, wyjadz był umówiony już w maju, nie mogę teraz zrezygnować i tak rzadko spotykam się z przyjaciółmi
-Phi, no tak, bo ze mną to normalnie kupę czasu spędzasz, wiesz co? Nie chce mi z tobą gadać-tak to mówi, żebym się nie denerwowała, a sam prowokuje. Myśl, że ja będę siedziała w domu z brzuchem, a on będzie wylegiwał się na plaży, jeszcze gdzieś obok będzie ta pożal się boże psycholoszka wyprowadzała mnie z równowagi.
Zdenerwowana wyszłam przed hotel. Wdech, wydech, Laura trzymaj się. Jak tak dalej pójdzie, to w końcu dołączę to teamu Julki i będę samotną matką.
-Wszystko okej?-jeszcze jego mi tu brakowało, nie denerwuj się, mobilizacja, wytrzyamsz, zrób to dla dziecka
-Nie Wojtek, nic nie jest okej, ale nie będę Cię zadręczać swoimi problemami, bo pewnie sam masz ich sporo -ufff nie wybuchłam, wytrzymałam Brawo ja!!!.
-Co ty? Ja nie mam swojego życia, rutyna i jeszcze raz rutyna-odpadł przyjmujący
-Zdziwił byś się-kurde, mój nie wyparzony język
-Co? O czym ty mówisz?-zapytał
-Nie, o niczym-wiedziałam, że mi nie uwierzył
-Jak zaczęłaś to dokończ
-Julka, mnie zabije-szepnęłam
-Co ma do tego Julka?-zapytał
-Ona jest z tobą w ciąży-i po wszystkim
-Że what?-mina siatkarza wyrażała więcej niż tysiąc słów
*Perspektywa Wojtka*

-Że what?-co? ja ojcem, nie to niemożliwe
-Proszę cię nie mów Julce, że wiesz to odemnie, bo ona mi tego nie wybaczy, a ja jej potrzebuję-rzekła Laura
-No spoko, ale kurwa, ze mną-nie dochodziło to do mnie
-Ała, ała-dziewczyna złapała się za brzuch i usiadła na krześle
-Laura? Co się dzieję-zapytałem
-Ała, straszenie mnie boli, boże Wojtek, a jak coś się dzieję? Dzwoń po pogotowie szybko-wykonałem jej prośbę.
-Laura, Laura, ocknij się-klepnąłem ją w policzek, kiedy zamknęła oczy. Pogotowie przyjechało bardzo szybko. Zabrali Laure do karetki i odjechali.
-Włodarczyk, ogarnij się, zacznij funkcjonować, co teraz? A no tak do Tomka-powiedziałem do siebie.
Szybko pobiegłam pod drzwi numer "7".
-Boże? Pali się?-krzyknął Thoams
-Tak, pali się, Laure zabrało pogotowie, jeżeli Cię to wogóle obchodzi-odrzekłem
-Co? Ale...
-Chodź, nie marudź, jedziemy do szpitala-pociagnąłem go za rękę
*Perspektywa Julki*

Właśnie miałam iść do Lury, kiedy przed drzwimi zobaczyłam Tomka i Wojtka, trzymających się za ręce.
-Myślałam, że się nie lubicie, a tu takie widoki? No, no Laura nie będzie zadowolona
-Laura to jest w szpitalu-odparł Wojtek
-Co? Ale jak? Co się stało?-szokłam
-Źle się poczuła i zasłabła, dobra chodźmy-teraz to i ja trzymałam go za rękę
-A my to sobie jeszcze pogadamy-szepnął mi do ucha. O nie!! Laura się wygadała, zabiję. W miere szybko minęła nam droga do szpitala. Tomek od razu poleciał do recepcji.
-Ja do Laury Piotrowskiej-powiedział ziajany
-Spokojnie, kim Pan jest dla niej?-zapytała z uśmiechem jakaś blondi, a po Tomku było widać, że gdyby mógł to bym ją zabił.
-Kurwa, narzeczonym-odparł siatkarz, takiego go nie znałam. Nagle z sali segregacji wywieziono Laure
-Boże, kochanie, nic Ci nie jest? Przepraszam-rzekł ze łzami w oczach
-Nie, to ja przepraszam-powiedziała Laura, takim głosem, że i mi zachciało się płakać.
-Proszę się odsunąć-krzyknął lekarz i gdzieś Laure zabrali.
Po 30 minutach wyszła do nas pielęgniarka
-Mam pytanie, czy Pani Laura zażywała jakieś leki, tabletki?-zdziwiło mnie to pytnie
-Nie, raczej nie-odrzekł Thmos
-Dziękuję, narazie tyle-i poszła
Thoams usiadł na krześle chowając twarz w dłonie.
-Ejjj, wszystko będzie dobrze, zobaczysz-potarłam go po ramieniu
-To moja wina, zdenerwowała się tymi wakacjami, wogóle o co chodziło z tymi tabletkami?-zapytał Jaeschke, a mi przypomniały się słowa Laury, ale nie powiedziałam o nich.
-Zaraz..., a może ona wzięła jakieś tabelki? Julka wiesz coś? Przecież nie chciała tego dziecka, mówiła, że tylko jej przeszkadza-ożywił się Thoams
-Zwariowałeś? Ona je kocha, a nawet gdyby jej przeszkadzało to by nic mu nie zrobiła, bo po pierwsze, zawsze była wrażliwa na punkcie krzywdy ludzkiej i nie raz jak słyszała o aborcji to ją szlag trafiał, a po drugie kocha Ciebie i by Ci tego nigdy nie zrobiła-wow Kownaca, jak chcesz to potrafisz
-Masz rację, przepraszam-odparł Tomek
Długo czekaliśmy na jakie kolwiek informacje o stanie zdrowia mojej przyjaciółki. Po dwóch godzinach wyszedł do nas lekarz.
-Można do niej wejść-odparł. Thomas od razu się wyrwał
-Nie, zaczekaj, ja pierwsza-wyprzedziłam go.
Weszłam do sali.
-Laura-boże to nie była ta sama dziewczyna co kiedyś, leżała wyczerpana na tym łóżku, wogóle się nie ruszając i patrząc w ślepy punkt.
-Jak się czyjesz? A przepraszam czujecie-powiedziałam niepewnie
-Dobrze, gdzie jest Tomek?-zapytała Laura
-Na korytarzu, powiedz mi, wzięłaś te tabletki?
-Co? Jakie tabletki, o czym ona mówi?-nagle do sali wszedł, a właśnie wpadł Tomek
*Perspektywa Laury*

-Nic nie wzięłam, zwariowaliście, za kogo wy mnie wogóle macie, przecież mnie znacie-krzyknęłam, nie ma gorszego uczucia, niż zawiedzenie na najbliższych Ci  ludziach.
-O dobrze, że Państwo są-rzekł lekarz -Pan jest ojcem dziecka?-zapytał się Wojtka, który również był na sali, a mi widząc jego minę zachciało się śmiać
-Ale którego?-zapytał przyjmujący, jego chyba rozwinież ta sytuacja rozbawiła
-No jak to? Pani Laury-oddał doktor
-A nie, to nie-Boże co za chora sytuacja
-Ja jestem ojcem-wtrącił Thomas
-Nareszcie doszliśmy do porozumienia, musi się Pan teraz zająć żoną i dzieckiem-hahaha żoną dobre.
-Nie wiem czy to będzie możliwe, bo Pan jaśnie hrabina sobie wyjeżdża na wakacje, ale proszę się nie martwić mam jeszcze przyjaciół-uśmiechnęłam się do Julki, a ta złapała mnie za rękę.
-Oczywiście, że się zajmę-przyjmujący się uśmiechnął, a lekarz opuścił sale.
-Zostawicie nas samych?-poprosił Jaeschke. Julka i Wojktek wykonali jego prośbę.
-Jedź na tą Majorkę
-Nie pojadę, nie zostawię Cię z tym samej-złapał mnie za rękę, ja jednak ją zabrałam, o nie, nie będzie tak łatwo.
-Nie chce abyś tu został tylko ze względu na dziecko i na to, że się źle czuję, jakbym nie trafiła do szpitala, to byś pojechał, chce, żebyś został dla mnie, dlatego że mnie kochasz, bo kochasz prawda?-spojrzałam mu w oczy
-Pewnie, że Cię kocham, Ciebie i tego maluszka, dlatego zostaję, tylko...-Kiedy Tomek położył rękę na moim brzuchu, przeszedł mnie taki przyjemny dreszczyk.
-Tylko co?-zaniepokoiłam się
-Nie wiem czy jestem gotowy na stworzenie rodziny, boję się, że Cię zawiodę, że nie podołam temu wszystkiemu. Twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze i jeżeli ty będziesz nieszczęśliwa to ja również-przez cały czas myślałam tylko o sobie, o tym co ja czuję, a przecież Tomek, też to wszystko przeżywał, może tego nie okazywał, ale przeżywał.
-Poradzimy sobie-teraz to ja złapałam go za rękę.


-Muszę iść, jutro gramy mecz-odparł Thoams
-Będę trzymała kciuki-podniosłam do góry pięści
-Pa, kocham Cię-pocałował mnie z czoło- I Ciebie też-dodał dotykając mojego brzucha
*Perspektywa Julki*

-Ała, to boli, co ty robisz?-zapytałam Wojtka, który pociągnął mnie na koniec korytarza
-Czemu mnie okłamałaś?-zapytał
-Jak?
-Jesteś ze mną w ciąży i nie zaprzeczaj bo Laura mi powiedziała-odparł Włodarczyk
-No jestem, ale żeby było jasne, nic od Ciebie nie chce, poradzę sobie sama, i puść mnie-krzyknęłam
-Zaraz, ja też mam jakieś prawa do tego dziecka
-Jakie prawa? Ty tylko to dziecko zrobiłeś, a ja je urodze i wychowam SAMA-podkreśliłam ostatnie słowo
-A jak się nie zgodzę?-zapytał przyjmujący
-Phi, proszę Cię, ty nie masz tutaj nic do gadania-usiadłam na jednym z krzeseł
-Dobrze się czujesz?-spytał
-Tak, co? Usiąść mi już nie wolno-zdenerwowałam się. Wojtek usiadł obok mnie i bacznie mi się przyglądał.
-Co się tak gapisz?-zapytałam, a Włodarczyk tylko się uśmiechnął



-Nie wiedziałem, że jesteś taka wredna-dodał po chwili
-Bo ty nic o mnie nie wiesz-odrzekłam
-No właśnie, a w końcu urodzisz moje dziecko, więc może się gdzieś spotkamy w spokojniejszym miejscu i pogadamy-zaskoczył mnie
-Dobra, ale wrócimy już do hotelu, bo jestem strasznie zmęczona.
*Kilka dni później*
*Perspektywa Laury*

Wróciłam do hotelu po 3 dniach spędzonych w szpitalu byłam lekko wyczerpana i o jakim kolwiek wysiłku fizycznym nie było mowy. Ogólnie to zostało mi tylko siedzenie w pokoju, no ewentualnie krótki spacer.
-Laura!!! Nie uwierzysz co się stało-krzyknęła Jula
-Wojtek, zaprosił mnie na kolację, czaisz?-rzekła podekscytowana
-Super-wysłałam jej lajka
-Ejj co jest? Gdzie jest ta pełna życia Laura?-usiadła obok mnie
-Wróci za 8 miesiący-uśmiechnęłam się
-Wogóle to mysłam, że będziesz się na mnie wydzierać, za to że się wygadałam-dodałam
-Nie no co ty? Ja Ci powinnam podziękować, bo Wojtek to naprawdę super gość-pocałowała mnie w policzek
-Fajnie, że przynajmniej tobie się układa, bo ja i Tomek, tylko się od siebie oddalamy, wczoraj Ameryka przegra i on nawet nie zazdzowił, nie pojawił się w hotel nic, tylko sms "Nie martw się", wiesz ja myślę, że on teraz jest gdzieś z tą Jennifer
-Co ty? On teraz jest...-przerwała
-Wiesz gdzie on jest?-zapytałam
-Nieee, ja chciałam powiedzieć, że... że się do następnego meczu przygotowuje-wiedziałam, że Julka wie coś czego ja nie wiem i za wszelką cenę chce to ukryć
-Proszę Cię powiedz mi, bo ja się martwię-odrzekłam
-Nie mogę, ale nie martw się, bo wszystko jest okej, ja spadam pa, trzymaj się-super, po prostu super

---------
Dziesiąty rozdział oddaję w wasze ręce. Chcę też poinformować, że będziemy powoli kończyć z tym blogiem. 
Pozdrawiam 



wtorek, 5 lipca 2016

Rozdział 9

Przez dwa dni zdążyłam przekonać się jak wredna jest ta nowa psycholoszka amerykanów. Zachowuje się tak jakby to ona rządziła całą drużyną, przerywa trening i robi jakieś swoje głupie ekspertyzy. Może była ładna, ale mózgu to miała na wyczerpanie.
-Często bywasz u tej Jennifer?-zapytałam Tomka
-A ty znowu o tym, ile razy mam Ci powtarzać, że nie musisz być zazdrosna
-Tylko się pytam-odrzekłam
-Najczęstszym gościem to jest tam Matt, ale korzysta chyba z innych usług-zaśmiał się Jaeschke, a ja razem z nim. Nagle poczułam, że zbiera mnie na wymioty i szybko pobiegłam do łazienki. Nudności miałam już od kilku dni, okres spóźniał mi się kilka tygodni, wytłumaczeniem tego było jedno, jestem w ciąży. Następnego dnia razem z Aronem, Mattem i Tomkiem wybraliśmy się na wycieczkę po Krakowie.
-Ejjj, mogę jechać z wami?-wtrąciła się Jennifer, ubrana za przeproszeniem jak dziwka
-Nie, nie możesz-powiedziałam w myślach
-Jasne, wsiadaj-rzekł Thoams, a ja miałam ochotę udusić go gołymi rękoma.
No trudno jakoś musiałam znieść myśl o jej obecność, dla dobra wszystkich nie odzywałam się ani słowem.
-Możesz włączyć radio?-zapytała psycholoszka
-Nie mogę-odpowiedziałam
-Dlaczego?
-Bo to mój samochód, ja prowadzę, a muzyka mnie rozprasza-burknęłam
Jaeschke nie zważając na moje protesty włączył urządzenie.
-Czy ja mówię nie wyraźnie?-krzyknęłam
-Nigdy Ci to nie przeszkadzało
-Ale zaczęło
-Dobrze, przepraszam-rzekł przyjmujący.
Poczułam, że robi mi się słabo, zatrzymałam samochód i wyszłam zaczerpnąć świeżego powietrza.
-Wszystko w porządku?-dołączył do mnie Thomas
-Tak, przepraszam Cię, ale muszę zadzwonić-odeszłam na bok
-Cześć Julka, musimy się spotkać, najlepiej dzisiaj-odrzekłam
-Spoko, ale jutro u mnie w pokoju, bo dzisiaj mnie nie ma
-Pasuje i kup test-powiedziałam drżącym głosem
-O Boże czyli jednak-ucieszyła się moja przyjaciółka
-Ja mam nadzieję, że nie, dobra muszę kończyć-zakończyłam połączenie i wróciłam do auta, gdzie zabawa trwała w najlepsze, włączone radio, śmiechy, jednak kiedy weszłam wszysko ucichło.
-Dobrze już, włączcie to radio, skoro tak bardzo chcecie-uśmiechnęłam się.
Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Ja jako, że w Wieliczce byłam 1000 razy, zostałam na zewnątrz, razem ze swoim myślami, co będzie jak okarze się, że jestem w ciąży, jak na to zareaguje Tomek i co dalej z moją karierą.
-Ładna ta Pani psycholog-przestraszył mnie Wojtek


-Jak Ci się tak podoba to idź do niej zagadaj, wygląda na taką, co dzisiaj w nocy będzie twoja-odparłam
-Wszystko okej?-zapytał siatkarz
-Tak, zamyśliłam się po prostu-odrzekłam
-Na pewno?-dopytywał
-Zamij się wreszcie własnym życiem-krzyknęłam i odeszłam.
*Perspektywa Wojtka*

Wiedziałem, że coś jest nie tak. Laura zawsze była uśmiechnięta, jadnak odkąd przyjechał Jaeschke ciągle chodzi przygnębiona.
-Siema stary-przywitałem się z Amerykaninem -Ja przychodzę do Ciebie w sprawie Laury, zauważyłeś, że ostatnio ciągle chodzi smutna?-zapytałem
-Nie, ale nie wiedziałem, że ty i Laura się kumplujecie, ona mówiła, że niezbty Cię lubi-fajnie, dobrze wiedzieć
-Mi też dużo mówiła
-Na przykład?-spytał Tomek
-Że Ci nie ufa i boi się, że ją zdradzisz-dodałem trochę od siebie, Może i tak nie mówiła, ale podobnie.
-Super, to wiesz co? Zajmi się swoim życiem i odpiepsz się od Laury
*Perspektywa Thomasa*

-Co on Ci mówił?-zapytała mnie wyraźnie przestraszona Laura
-Nic takiego, coś się stało, że jesteś taka blada?-odrzekłem
-Nie, zmęczona jestem-przytuliłem ją do siebie
-Laura-spojrzałem jej w oczy -Chce ci powiedzieć, że nie musisz być o mnie zazdrosna, ani bać się że Cię zdrazdę, bo liczysz się tylko ty, a to, że ja się spojrze na Jennifer, czy z nią porozmawiam, to przecież nic złego
-Wiem, ale ty nie widziesz jak ona się zachowuję, jak chodzi ubrana, jak wszystkich was prowokuje?
-Jak dla mnie to mogła by chodzić nawet nago, a i tak bym jej nie dotknął, bo kocham tylko Ciebie i zrozum to wreszcie-odnosiłem wrażenie, że mimo, iż jestem z Laurą już ponad pół roku, ona nadal uważała, że mógłbym ją zdradzić przy pierwszej lepszej okazji.
-Jeszcze jendno, chciałbym abyś to mi mówiła o wszystkich swoich obawach, a nie jakiemuś Wojtkowi-rzekłem
-Czyli jednak, nie rozmawialiście o niczym-słusznie zauważyła Laura
-Taka męska rozmowa-objąłem ją ramieniem i razem wróciliśmy do samochodu. Droga powrotna zchodziła nam w o wiele milszej atmosferze niż poprzednio.
*Perspektywa Laury*

Jutrzejszy dzień był dla mnie dniem sądu ostatecznego. Dzień ten może zmienić moje, nasze całe życie. Z niepokojem przed jutrem zamknęłam oczy.
-Kocham Cię-usłyszałam jeszcze głos Tomak
-Wiem, ja Ciebie też i przepraszam za te dzisiejsze fochy-obruciłam się w jego stronę
-Jennifer mogło się zrobić przykro-rzekł Tomek
-Super, na pewno jej nie będę przepraszać, bo jej nie lubię-oburzyłam się
-Dobrze już dobrze, dobranoc-ułożyłam się wygodnie na ramieniu Thoamsa i zasnęłam.
-Nawet nie wiesz jak bardzo mi tego brakowało-szepęłam, poczułam jeszcze pocałunek Tomka i jego lekki uśmiech potem usunęłam.
Następnego dnia rano Thoams poszedł na trening, a ja niestety do Julki.
-Siema, chodź od razu przejdźmy do rzeczy-szarpnęła mnie za rękę
-Przestań, ja wogóle nie chce robić tego testu-krzyknęłam
-Nie pamiętasz, jak byłyśmy małe to marzyłyśmy o tym, aby mieć dzieci, żartowałyśmy, że będziemy spotkały się z wózkami, gadały o różnych rzeczach, Laura, teraz to marzenie może się spełnić-zachciało mi się płakać
-Ja wiem, ale teraz mam inne marzenia, których przez ciążę nie będę mogła zrealizować-rzekłam
-To zrealizujesz je później chodź-nie miałam nic do przewiezienia, bo Julka zamknęła mnie w łazience i powiedziała, że nie wypuścić dopóki nie zrobie tego cholernego testu.
Bałam się cholernie się bałam, choć byłam prawie pewna, że wynik będzie pozytywny. Po 15 minutach, Jula łaskawie otworzyła mi drzwi.
-Sprawdź-podałam jej przedmiot, ta bez wahania wzięła go do ręki, aby zobaczyć wynik.
-Boże Laura, jesteś w ciąży!!-krzyczała
-Super-usiadłam złamana na kanapie i zaczęłam płakać
-Czemu płaczesz? Przecież to super, Tomek też się ucieszy
-Julka, ja nie mogę być w ciąży!!! Ja nie jestem gotowa, mam teraz inne cele-zaczęłam panikować
Nagle do pokoju wpadł Jaeschke
-Laura? Będziemy mieli dziecko?-zapytał
-Tak-wyszlochałam
-Kochanie, to super-Tomek, był bardzo szczęśliwy, gdybym ja zaszła w ciążę w innych okolicznościach.
-Co super? Thomas ja mam teraz mistrzostwa, potem miałam jechać na igrzyska, miałam zdobyć medale, ja nie chce tego dziecka, rozumiesz?, nie teraz-płakałam coraz bardziej
-Laura, uspokój się, nie na tych mistrzostwach to na następnych, zobaczysz wszystko będzie dobrze-Tomek mocno mnie przytulił
-Nic nie będzie dobrze, tobie łatwo mówić, ty sobie pojedziesz do Rio, a mnie zostawisz ze wszystkim samą, będziesz realizował swoje marzenia, a ja będę siedziała z brzuchem przed telefonem, nie chce takiego życia-to nie jest tak, że ja nie chce mieć dzieci, albo że ich nie lubię, po prostu nie teraz. Dlaczego teraz?, kiedy przechodzę przez najtrudniejszy okres w życiu, kiedy nie układa mi się Tomekiem, kiedy chciałam wreszcie spełnić swoje marzenia.
-Ja wiem jak dla Ciebie ważny jest taniec, że jest dla Ciebie całym życiem, ale będziemy mieli dziecko, kochamy się, czy może być coś piękniejszego?-trochę się uspokoiłam
-Ja nie wiem czy jestem gotowa-odrzekłam
-Przejdziemy przez to razem, przecież Cię samej z tym nie zostawię-odparł Tomek
-Możesz wyjść? Chce sobie wszystko przemyśleć, proszę
-Dobrze, pamiętaj, że Cię kocham-pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Miałam takie chwilowe myśli, że wyobrażałam sobie mnie i Tomka spracerujących gdzieś po parku, a koło nas biega taki mały szkrab, to były bardzo fajne obrazki, można by powiedzieć prawdziwej kochającej się rodziny. Z drugiej strony była moja pasja. Całe życie trenujesz po to, aby zdobywać medale, puchary. Czasami uniemożliwia Ci to kontuzja, czasami inne sprawy, choćby takie jak moja. Pogłaskałam się po brzuchu, ta myśl, że to dziecko Thomasa, to, że się nie przestraszył, że jest przy mnie, sprawiała, że chciałam urodzić to dziecko.
-Ale ja Ci zazdroszczę wiesz-w pokoju zjawiła się Julka
-Czego?
-Tego, że masz przy sobie faceta i nie jesteś z tym sama-odrzekła moja przyjaciółka
-Powiedz Wojtekowi, że to jego dziecko, może jak się spotkacie kilka razy, to coś do siebie poczujecie
-Nie ma takiej opcji kochana, a ty przestań ryczeć i weź się garść-podała mi rękę, a ja mocno ją uścisnęłam, można by powiedzieć, że wracałam do żywych.
*Perspektywa Thomasa*

Zbliżała się godzina 19:00 nie widziałem czy wracać do Laury, czy jeszcze poczekać, aż ochłonie.
-Tomek, co się tak włuczysz?-podeszła do mnie Jennifer
-Będę ojecem-uśmiechnąłem się
-Yghm, że co?-zachłysnęła się
-Laura jest w ciąży, będziemy mieli dziecko, co w tym dziewnego?-zapytałem
-Nie no nic, tylko jaką masz pewność, że to twoje dziecko? Przecież Ciebie nie było teraz w Polsce-rzekła Jennifer
-Co ty pierdolisz? Laura, miała rację, ty jesteś jakaś nienormalna-chociaż?, przeszedł mi przez głowę Włodarczyk, ale nie to niemożliwe. Kiedy usłyszałem czyjeś śmiechy, obruciłem się w stronę odchodzących głosów, okazało się, że to Laura.
-Kochanie i co, wszystko w porządku?-pobiegłem do niej
-Kocham Cię i wieże, że razem przez to przejdziemy-rzuciła się na mnie
-Ja Ciebie też kocham, bardzo-
Złapała mnie za rękę i razem ruszyliśmy w stronę pokoju.
-Nie wiem, jak ty to zrobiłaś, ale dzięki-szepnąłem do Julii
-Nie ma za co, zawsze do usług-puściła mi oczko, po czym zniknęła za drzwiami.
Wróciliśmy do pokoju, Laura od razu położyła się do łóżka, widać było, że jest tą całą sytuacją bardzo zmęczona. Nie tak wyobrażałem sobie dzień, w którym dowiemy się, że zostaniemy rodzicami. Z drugiej strony, Laura miała przed sobą dwie ważne imprezy, na które chciała pojechać, mogłem postawić się w jej sytuacji, bo to tak, jakbym ja nie pojechał na Igrzyska przez kontuzję, ale w końcu dziecko, to nie kontuzja.
Położyłem się obok niej i mocno przytuliłem.
-Uśmiechnij się, bo nie mogę na Ciebie patrzeć, jak jesteś taka smutna-odrzekłem, a ona posłusznie wykonała moją prośbę
-Poradzimy sobie?-zapytała mnie ze świeczkami w oczach
-No pewnie, że tak, będziemy super rodzicami, zbaczysz-byłem pewny, że Laura to ta jedyna
-Ciekawe czy to będzie chłopczyk, czy dziewczynka-uśmiechała się, chyba zaczęła wracać ta Laura sprzed mojego wyjazdu
-Nie wiem, ale na pewno będzie piękne, po tatusiu
-Hahaha no chyba po mamusi-zaśmiała się
-Może będą bliźniaki, to jedno będzie po mnie, a drugie to tobie
-Taaa, jasne, a ciekwe kto to będzie rodził?-zapytała
-No, jak to kto?-spojrzałem na nią, widać było, że nadal jest przygnębiona -Oj Laura, Laura-westchnąłem
-Hmm?
-Kocham Cię wiesz? Nigdy nie sądziłem, że któraś kobieta zawrócić mi tak w głowie jak ty
-Ja wszystkim potrafię zawrócić w głowie-spojrzała się na mnie uśmiechając się
-Niestety-musnąłem jej nos

Po kilku minutach zasneliśmy.

----------------
9 rozdział oddaję w wasze ręce. Chyba nareszcie mnie natchnęło.

sobota, 2 lipca 2016

Rozdział 8

Kiedy wstałam pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam powiadomienia w telefonie. Oczywiście żadnej informacji od Tomka. Tak bardzo chciałabym usłyszeć jego głos, usłyszeć, że mnie kocha.
Załamana udałam się do kuchni
-Cześć Julka-powiedziałam smutna
-Hejo, co taka załamana?-zapytała
-Nie pytaj, lepiej powiedz jak tobie minęła noc-uniosłam brwi do góry
-Uchuchu kochana-machnęła ręka, to znaczyło, że było grubo.
-Idę do łazienki, jak przyjdę to Ci wszystko opowiem
-Okej-zaczęłam jeść śniadanie, gdy nagle do pomieszczenia wpadł Włodarczyk w samych bokserkach, nie powiem trochę mnie zatkało.
-Yyy, nie wieże-pokręciłam przecząco głową
-Mówię Ci to przeznaczenie-usiadł obok mnie
-Nie wiem czy wiesz, ale właśnie spałeś z moją przyjaciółką
-No super było-siatkarz zaczął wyciągać się na krześle
-Ty, nie przeginaj, nie jesteś u siebie, pokój masz obok-wstałam i zaczęłam kierować swoje kroki do wyjścia, jednak przyjmujący skutecznie mi to uniemożliwił
-Przepraszam, za wczoraj, trochę wypiłem-zaczął się tłumaczyć
-Nie przepraszaj, przecież miałeś rację-na samą myśl, że teraz z Tomkiem może być jakaś inna dziewczyna ściskało mi gardło, a oczy robiły się wilgotne
-Ejjj no co ty? nie płacz-siatkarz mocno mnie do siebie przytulił.
Co ja bym dała, aby teraz przede mną stał Jaeschke.
To było dziwne uczucie, z jednej strony mogłabym tak stać godzinami, a z drugiej "coś" mnie na siłę odpychało.
-Możesz już iść?-zapytałam
-No, ubiore się i idę
Po 10 minutach dołączyła do mnie Julia
-Julek!!! przespałaś się z Włodarczykiem-krzyknęłam
-No i co z tego? Zazdrosna jesteś?-skąd ona wogóle wiedziała, że Wojtek to mój "adorator"
-Nie, no coś ty-lekko się uśmiechnęłam
-Płakałaś?-zapytała po chwili Julka
*Perspektywa Wojtka*

-Płakałaś?-usłyszałem głos Julii i na chwilę się zatrzymałem
-Aż tak widać?-zapytała Laura
-Tomek się nie odzywa?-rzekła Julka
-Widocznie woli towarzystwo innych dziewczyn
-Co ty mówisz? To, że jakaś laska wstawiła z nim zdjęcie o niczym nie świadczy-rzekła dziewczyna
-Widzę, że jesteś poinformowana, Boże czemu ja zawsze mam pod górkę? Wszyscy mnie wykorzystują albo chcą wykorzystać-odniosłem wrażenie, że te ostatnie słowa były skierowane w moją stronę.
-Przesadzasz, zadzwoń do niego i wszystko sobie wyjaśnijcie
*Perspektywa Laury*

Poszłam do pokoju. Dzisiejszy dzień postanowiłam spędzić w pozycji leżącej.
-Mogę wejść?-czy on mi kiedykolwiek da spokój ?
-Jeszcze tu jesteś?-spytałam
-Myślisz, że Tomek i ta dziewicza coś ten tego?-usiadł obok mnie
-Zawsze tak jest wiesz? Na początku kolorowo, miłe słówka, a potem jak się znudzisz to pyk, zapominasz, nie dzwonisz, nie piszesz...
-Ja gdybym miał taką dziewczynę jak ty, to w życiu bym o niej nie zapomniał-lekko się uśmiechnęłam
-Taa, Tomek też tak mówił "Kocham Cię, zawsze będziesz tą jedyną" itp-chyba za bardzo zaczynałam się przed nim otwierać.
-Gadasz jak stara babcia-oparłam się o ramię przyjmującego
-W gruncie rzeczy, nie jesteś taki zły-rzekłam
-A no widzisz, pierwszy plus-odpadł Wojtek
-I chyba ostatni-zaśmiałam się.
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Naprawdę czasami miałam momenty gdzie go nienawidziłam, a czasem miałam ochotę poprostu być blisko niego.
-Ała!!!-krzyknęłam kiedy moja głowa spotkała się z szafką
-Uważaj-powiedział przez śmiech Włodarczyk
-Piękna jesteś wiesz?-czułam, że zaraz może wydarzyć się coś, czego bardzo nie chciałam
-Przestań-powiedziałam lekko się od niego odsuwając
-Nie mogę-na nic zdały się moje prostety, bo usta Wojtka natychmiast wylądowały na moich.


Dziwne czucie, całować się z kimś, do kogo kompletnie nic nie czujesz, a tęsknić za kimś kogo kochasz całym sercem. Poczułam, że ręce przyjmującego zaczynają niebezpiecznie krążyć po moim ciele.
-Stop-powiedziałam odpychając go
-Laura, proszę Cię-rzekł tak seksownym głosem, że miałam ochotę wrócić do poprzedniej pozycji.
-Nie mogę, ja kocham Tomka-odrzekłam
-A on Ciebie?, przecież sama mówiłaś, że o tobie zapomniał
-Wiem, że tak mówiłam, ale to nie zmienia faktu, że go kocham, przepraszam Cię Wojtek
-Masz rację, to ja przepraszam i zapomnij-przyjmujący opuścił mój pokój. Załamana schowałam głowę w poduszkę. Tak bardzo chciałam w tamtym momencie mieć przy sobie Thomasa, tak jak kiedyś, żeby mnie przytulił, pocałował, rozbawił.
Około godziny 16;00 usłyszałam powiadomienie ze skype, jak poparzona poleciałam do komputera.
-Cześć Laura-rzekł Jaeschke
-Fajnie, że jeszcze o mnie pamiętasz-zaczęłam robić mu wyrzutu
-Przepraszam nie miałam czasu, wiesz trening i te sprawy-tłumaczył
-No,no imprezy...-rzekłam z tzw. "fochem"
-Co?-udawał zdziwionego
-Co, co? Widziałam te zdjęcia z tą brunetką, jakoś specjalnie to chyba za mną nie tęsknisz-ściskało mi gardło
-Kochanie, nie przesadzaj, to nasza nowa Pani psycholog-trochę mi ułożyło
-Tęsknię za tobą, strasznie-znowu zachciało mi się płakać
-Ja za tobą jeszcze bardziej, tyle się tutaj dzieje, tyle rzeczy chciałbym Ci pokazać, ale jeszcze 1,5 miesiąca i się zobaczymy-... rozmawiałam z Tomkiem dobre 2 godziny, potem trening, powrót do hotelu, kolacja i tzw dzień świstaka.
*Miesiąc później*

Wszystko nareszcie szło po mojej myśli, sprawy z Tomkiem się wyjaśniły, coraz lepiej tanecznie dodawałam się z Rafałem, tylko Wojtek unikał mnie jak ognia, zupełnie nie wiedziałam dlaczego.
Był wtorek godzina 14:00 kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
-Cześć Julka, wszystko w porzą...-nie dokończyłam bo ta rzuciła się na mnie
-Hej, Julek, co się dzieje czemu płaczesz?-zapytałam
-Jestem w ciąży
-Że co?-usiadłam na kanapie obok mojej przyjaciółki
-To jeszcze nic, jestem w ciąży z Włodarczykiem-w tym momencie odjęło mi mowę -Boże z każdym tylko nie z nim-dodała po chwili
-Nie wiem co mam Ci powiedzieć-rzekłam
-Nic nie mów, tylko mnie przytul-posłusznie wykonałam prośbę przyjaciółki
-Ale pomożesz mi? Nie zostawisz mnie samej?-spojrzała na mnie zapałkanymi oczami
-Pewnie, że Ci pomogę, zobaczysz będzie fajnie, ty będziesz miała córeczkę, albo synka, ja będę jego matką chrzestną, będziemy chodzili na spacery, uczyły go lub ją różnych rzeczy-dziwnie się czułam wypowiadając te słowa, przecież to dziecko Włodarczyka
-Ty to potrafisz pocieszać, mam jeszcze próśbe, nie mów nic Wojtkowi, ja nie chce aby on wiedział, że jest ojecem
-Okej, jak chcesz, to co zamawiamy pizze?-zapytałam
-Możemy, teraz i tak będę już coraz grubsza-uśmiechała się Julka.
Troszkę się sprawy pokompikowały, moja przyjaciółka jest w ciąży z Włodarczykiem, no po prostu nic tylko pogratulować, gorzej trafić nie mogła. Bałam się jedynie tego, że któregoś dnia nie powstrzymam swojego niewyparzonego języka i wszystko wypaplam.
*Kilka dni później*

Za 7 dni rozpoczyna się final six ligi światowej, ale jeszcze bardziej cieszyło mnie to, że nareszcie zobaczę się z Tomkiem, który w Krakowie miał zjawić się jutro.
Skończyłam trening około godziny 18:00, później miałam spotkać się z Julką do której chyba powoli zaczęła dochodzić myśli o tym, że zostanie matką.
-Cześć, jak czujesz ty i twój maluszek?-zapytałam
-Narazie to to jest fasolka-uśmiechnęła się -Ale dobrze dziękujemy, ty widzę, że też kwitniesz, pewnie przez Tomka, może teraz jak będzie trochę ze sobą coś zdziałacie, żebym nie była sama-odparła Julka
-Żebyś nie wykrakała
-A co, już jesteś w ciąży?-zapytała z uśmiechem
-Okres mi się "trochę spóźnia"-rzekłam powarznie
-Byłaś u lekarza?-spytała
-Nie i narazie nie zamierzam, poczekam jeszcze-bałam się, bo gdyby faktycznie okazało się, że  jestem w ciąży, musiałabym zrezygnować ze swoich marzeń.
-A ty, powiedziałaś już rodzicą?-zmieniłam temat
-Tak, powiem Ci, że nawet dobrze to przyjeli, powiedzieli, że mi pomogą i na pewno nie zostawią mnie samej z dzieckiem
-Jesteś w ciąży?-ni z tą ni z owąd zjawił się Włodarczyk, zobaczyłam po minie Julii, że zrobiła się całą blada
-Jestem, ale możesz być spokojny, to nie jest twoje dziecko, na szczęście-nie byłam do końca przekonana do planu Julki, może lepiej by było powiedzieć mu prawdę -To dobrze, ja jestem jeszcze za młody na niańczenie dzieci
-Co za dupek-powiedziałam pod nosem
-Chyba pójdę na kolanach do Częstochowy prosić Pana Boga, aby to dziecko nie przejęło po nim żadnych genów-obydwie wybuchłyśmy śmiechem.
*Następny dzień*

Pojechałam na lotnisko jak głupia dwie godziny przez przylotem siatkarzy z Ameryki, ale w domu czas dłużył się jeszcze bardziej.
Już prawie bym usunęła, gdyby nie komunikat, że Tomek właśnie wylądował. Potem jeszcze kolejna godzina czekania przy barierkach. Jeden siatkarz, drugi, piąty... jedenasty, a Thomas jak zwykle ostatni.  Kiedy wreszcie zobaczyłam jego uśmiech, popłakłam się ze szczęścia. Często się wzruszam i to chyba moja wada, bo czami zdarzało mi się uronić łze oglądając m jak miłość.



-Nareszcie jesteś-rzekłam mocngo przytulając
-Aż tak się stęskniłaś?-zapytał
-Tak, a co w tym dziwnego?
-Nic-odparł skradając mi całusa
-Ja też się stęskinłem i to bardzo-dadał patrząc mi w oczy
-Thomas!!! Your suitcase is waiting-krzyknął któryś z Amerykanów, chyba Anderson
-Muszę iść, do zobaczenia w hotelu-super, to po co ja tutaj wogóle przyjeżdżałam?


--------------
8 rozdział oddaję w wasze ręce
Pozdrawiam😘





środa, 29 czerwca 2016

Rozdział 7

Dojść niechętnie, jak zawsze wstałam z łóżka. Pogoda jaka była za oknem, tylko mnie dobiła. Ciemne chmury i deszcz, który wydawało się, że będzie padał wiecznie. Pozytyw dzisiejszego dnia był taki, że wyjeżdżałam do Krakowa na Memoriał. Uwielbiałam spędzać czas z chłopakami, traktowałam ich jak przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć.
Zbliżała się godzina 10:00.
-Czas wyjeżdżać-powiedziałam do swojego psa, oczywiście jego nie mogłam zabrać, został skazany na los mojej, swojej sąsiadki.
Po 3 godzinach jazdy moim zajebistym samochodem, po tych najprostszych polskich drogach (sarkazm) dotarłam pod krakowski hotel.
-Może pomóc?-usłyszałam głos Wojtka
-Nie, dziękuję-odparłam
Włodarczyk dotrzymywał mi towarzystwa
-O mamy obok siebie pokój-rzekł zadowoleny przyjmujący
-Super-puściłam mu sztuczny uśmiech
-Coś nie masz humoru-stwierdził
-A ktoś w taką pogode ma humor?-zapytałam
-Słyszałam, że jesteś dobra w sprawach "komputerowych"-rzekł Włodarczyk
-A konkretnie, o co chodzi?-zapytałam
-O filmik
-Wpadni później, wiesz gdzie mnie szukać-puściłam mu oczko i zamknęłam drzwi.
Była godzina 14:00, w USA jest poranek, pomyślałam. Zadzwoniłam do Tomka
-Cześć obudziłam Cię?-zapytałam
-Tak-uwielbiałam jego zaspany głos
-I o to mi chodziło, nie no przepraszam, to śpi dalej-chciałam się rozłączyć
-Zwariowałaś? Z tobą mógłbym rozmawiać nawet w środku nocy. Wszystko u Ciebie okej?-spytał
-Bywało lepiej-posmutniałam -Nie mam motywacji
-To ja Ci ją dam. Pojedziesz na mistrzostwa, dasz z siebie 100% i spotkamy się w Rio. Przez miesiąc będziemy razem, już Ci lepiej?-zapytał
-O wiele-wcale nie było, ale co miałam powiedzieć?.
Wyjżałam za okno. Słońce nieśmiało zaczęło wyłaniać się zza chmur. Stwierdziłam, że to dobry moment na spacer.
Przechodząc przez puste korytarze hotelu napotkałam Piotrka.
-Gdzie idziesz?-zapytał
-Przejść się, idziesz ze mną-kogo jak kogo, ale jego towarzystwo odpowiadało mi jak nikgo innego.
-Pewnie, chodź, pogadamy jak dawnej-objął mnie ramieniem, tak po przyjacielsku oczywiście.
Przemierzaliśmy przez niewątpliwie bardzo ładne ulice miasta, nie mogło obyć się bez selfie, który natychmiast wylądowało na naszych instagramach.
-A teraz mów co Cię gnębi-usiedliśmy na ławce
-Nic-dobrze wiedziałam, że tak nasza rozmowa się nie zakończy
-Mi możesz powiedzieć wszystko, u mnie jak w sejfie
-Czyli jak ktoś zgadnie kod, to wszystko mówisz?-uśmiechałam się
-Niee
-Tomka nie ma i jakoś mi tak dziwnie pusto-zaczęłam
-W domu?
-W domu, sercu, ogólnie. Przez te 4 miesiące bardzo się do niego przywiązałam, boję się, że znowu popełnie błąd. Nie wiem co on robi tam w Ameryce
-Tomek Cię kocha i na pewno Cię nie zdradzi, jeżeli o to chodzi. Pamiętam jak jeszcze byłaś z Mikołajem, jak przychodził do mnie i się żalił. Mówił, że on by Ciebie nigdy nie skrzywdził, bo twoje łzy są dla niego jak śmierć. Wtedy to brzmiało dojść śmiesznie, ale wcale takie nie było
-A wiedziałeś jego tatuaż?-uśmiechałam się
-Tak i na prawdę bardzo go za to podziwiam, musi być pewien swoich uczuć skoro sobie go zrobił. To dorosły facet, który wie co czuję, a nie kapryśny nastolatek-słuchałam go uważnie
-Ty, nie myślałeś kiedyś, aby zostać psychologiem albo mentalistą?
-Nie, dam Ci jeszcze radę. Uważaj na Włodarczyka-zdziwiło mnie to, ale skoro Nowakowski tak uważał, to nie mogłam tego zlekceważyć, bo zaliczało by się to do grzechów ciężkich a nawet bardzo ciężkich, o ile takie są.
Gdy wróciliśmy oby dwoje udaliśmy się na trening, on na siatkówki, a ja na taneczny. Wykończona wróciłam do swojego pokoju. Marzyłam tylko o tym, aby wziąść kompiel i nareszcie porządnie się wyspać.
Usłyszałam puknie do drzwi.
-Świetnie, po prostu świetnie, idelany moment, nie mógł pięć minut później-powiedziałam zła, ponieważ ktoś przerwał mi chwilę relaksu.
*Perspektywa Wojtka*

-Już idę, chwila-krzyknęła, chyba jej w czymś przeszkodziłem
-A to ty-rzekła przecierając głowę ręcznikiem, nie muszę dodawać, że wyglądała pięknie i jeszcze bardziej pociągająco.
-Każdemu otwierasz w takim stroju-zapytałem
-Nie, tylko pokojówce, no i Tomkowi-specjalnie podkreśliła jego imię, tak jakby chciała mi dać do zrozumienia, że jest już zajęta
-Rozgość się, a ja pójdę się przebrać
-Jak dla mnie, możesz jak zostać
-Oj Włodarczyk, Włodarczyk, grabisz sobie-zagroziła mi palcem i weszła do łazienki.
Po 15 minutach już nieco bardziej ogarnięta wyszła.
-No to w czym mam Ci pomóc?-spytała siadając koło mnie
-Ładnie pachniesz-odrzekłem
-Zaraz z tąd wyjdziesz
*Perspektywa Laury*

Dobrze wiedziałam, że Wojtek nie przyszedł tutaj w sprawie komputera, ale miał w tym zupełnie inny cel. A stwierdziłam to po tym, że na tych "filmach" znał się dużo lepiej ode mnie. Kiedy chciałam wstać nasze ciała znajdowały się naprawdę blisko, a szczególnie tawrze. Wojtek miał takie piękne brązowe oczy, zupełnie inne niż Thomas, ogólnie nie było w nich nic podobnego do siebie. Siatkarz przewrócił mnie na placy.
-Co ty robisz?-spytałam, gdy zaczął zbliżać swoją twarz
-Przestań!!, ja mam chłopaka
-Ale obecnie go tutaj nie ma, no nie masz ochoty się zabawić? Przecież nikt się o tym nie dowie-rzekł niewątpliwie podnieconym głosem
-Nie, nie mam i proszę Cię idź już, jak nie chcesz mieć problemów-Nowakowski miał rację, trzeba na niego uważać.
Przyjmujący posłusznie opuścił mój pokój. Nie wiem co się ze mną wtedy działo, ale z trudem powstrzymałam się od tego pocałunku, miałam taką ogromną chęć spróbowania czegoś nowego. Zdawałam sobie sprawę, jakie mogą być tego konsekwencje. Tomek mógłby mi tego nie wybaczyć, a przecież to jego kochałam.
          "Przepraszam"
~Napisał przyjmujący
Napisać to łatwo, ale powiedzieć to już nie.
*2 dni później*

Rozpoczął się memoriał, wszyscy byli szczęśliwi. Polska wygrała mecz, my zrobiłyśmy całkiem dobre show. Wszystko było idealnie.
-Dobrze grałeś-powiedziałam do Włodarczyka
-Jak zawsze-skromny
-No nie wiem-zgrywałam się
-Słuchaj, przepraszam, za to co było kilka dni temu-rzekł przyjmujący
-Spoko, już zaponiałam
-Naprawdę? Tak szybko?, a wydawało mi się, że chciałaś tego, ale pomyślałaś o Tomku i zrezygnowałaś-dokładnie tak było, ale nie mogłam się przyznać
-To źle Ci się wydawało i mam do Ciebie prośbę-odparłam
-Co tylko zechcesz-coraz bardziej mnie wkurzał
-Znajdź sobie inny obiekt zainteresowań
-To nie będzie takie proste-szepnął mi na ucho, gdy zobaczył, że zbliża się do nas Nowakowski.
Westchnąłam głęboko. Muszę trzymać się od niego daleko, bo jak tak dalej pójdzie to w końcu mogę ulec.
-Dałaś czadu-powiedział środkowy
-Dałyśmy, nie tańczyłam sama-uśmiechałnęłam się. Potem ktoś zawołał Piotrka i znowu zostałam sama z Wojtekiem.
-Do mnie się tak ładnie nie uśmiechasz-odprał Włodarczyk
-Bo na mój uśmiech trzeba sobie zapracować, a ty jak narazie zbierasz same minusy-całe szczęście, że zadzwonił mi telefon, bo ta rozmowa zaczęła schodzić na złe tory.
-Cześć kochanie!!-specjalnie powiedziałam głośniej, tak aby dotarło do Wojtka.
-Chyba coś pomyliłaś-rzekła moja przyjaciółka Julia
-Nie, tylko zdaję się mam adoratora i muszę się go pozbyć-odparłam
-Powiedz, że masz chłopaka i po sprawie
-Na nim to chyba nie robi wrażenia-odrzekłam
-Aha, no trudno, przyjeżdżam do Krakowa-ucieszyłam się, przynajmniej nie będę cały czas myślała o Tomku.
Około godziny 21:00 moja przyjaciółka zjawiła się w hotelu i jak to bywa u bab cały wieczór spędziliśmy na platkach.
-Nie tęsknisz za Tomkiem?-tak bardzo nie chciałam poruszać tego tematu.
-Oczywiście, że tęsknię, no ale co mam zrobić on jest tam ja tu i tak przynajmniej do lipca-odparłam
W tym momencie nastąpiła niezręczna cisza.
-Wiesz co ? Czasami to mam takie myśli typu "Po co mi to było?, zakochiwać się w Amerykaninie", przecież od początku wiedziałam, że czekają nas bardzo długie rozłąki
-A Rio? myślisz, że uda Ci się zakwalifikować?-zapytała
-Szczerze? Z Mikołajem miałabym większe szansę, tańczyłam z nim od 4 latach, a z Rafałem niecałe pół roku, ale kto nie ryzykuje nie pije szampana.
-Apropo Mikołaja, rozmawiałam z nim i mówił, że żałuję tego co się stało, wie, że szansę na to aby do Ciebie wrócić są zerowe, ale nie ukrywał, że liczy na to, abyście nadal razem tańczyli-zamurowało mnie
-Phi, on o chyba zgupiał, a Tomek to by oszalał z zazdrości-rzekłam
-Ale sama mówiłaś, że z nim masz większe szansę
-Zapomnij-zakończyłam temat
Po 30 minutach oby dwie wstałyśmy z łóżek.
-Jakie plany na dzisiaj?-zapytała Julia
-Mecz, mecz i jeszcze raz mecz-odpowiedziałam
-A po meczu imprezka-cała Juleczka
*Przed meczem*

-Jezu, uważaj jak chodzisz!!!-krzyknęłam, kiedy wszystkie kartony, które znajdowały się na moich rękach, teraz leżały na podłodze
-Przepraszam-usłyszałam znajomy głos -Mikołaj? A co tutaj robisz?-nie powiem, serce zabiło mi trochę mocniej, w końcu to Mikołaj był moją pierwszą wielką miłością.
-Przyjechałem na mecz-nic się nie zmienił, ten sam piękny uśmiech i blask w oczach STOP!!! TO PRZESZŁOŚĆ- skarciłam się w myślach

Szybkie 3:0 i po meczu wróciłam do hotelu, gdzie była już Jula.
-Ubieraj to-ledwo zamknęłam drzwi-pomyślałam




-Chyba Cię pogięło, Thomas by mnie zabił-odrzekłam
-A ty myślisz, że on tam sobie grzecznie siedzi?-rzekła moja przyjaciółka
-Ejjj-krzyknęłam
-No dobrze, przepraszam, on Cię kocha i pewnie teraz siedzi i płacze za tobą-wredota
-Znajdź sobie faceta, zakochaj się, to się dowiesz jak to jest
-Dzisiaj mam taki zamiar-szybko dałam się przekonać i po 45 minutach byłam gotowa.
*W klubie*

Julia bawiła się znakomicie, co chwila zmieniała partnerów, widać, że była w swoim żywiole, w przeciwieństwie do mnie, bo ja tylko siedziałam przy barze.
-Patrz, znowu się spotykamy-zaskoczył mnie Wojtek
-Niestety-powiedziałam pod nosem
-Dlaczego ty mnie tak nie lubisz? Chodź zatańczymy-widać było i czuć, że Włodarczyk jest pijany, a to nie wróżyło nic dobrego.
-Pięknie wyglądasz-rzekł przytulony do mnie
-Wojtek, proszę Cię, ja nie mam ochoty, na taniec, a już na pewno nie z tobą-lekko go odsunęłam
-Wyluzuj się trochę, ja wiem masz chłopaka, uświadamiasz mi to na każdym kroku, ale on jest daleko i nie wieżę, że nie chodzi na imprezy i nie wyrywa lasek
-On nie jest tobą-zabrałam swoją torebkę i wybiegłam z hotelu.
-Zajrzyj czasami na insta-usłyszałam jeszcze głos przyjmującego. Nie wiedziałam o co mu chodzi, bo fakt faktem trochę zaniedbałam ostatnio internety.
Wróciłam do hotelu, szybko się ogarnęłam i wyjęłam telefon. Rzeczywiście na profilu Tomka było kilka nowych zdjęć
-Ładuj się cholera jasna-miałam ochotę rozwalić ten telefon.
Nie było w nich nic nadzwyczajnego, wszystkie ze zgrupowania. Jeszcze jak to ja miałam w swoim zwyczaju sprawdzać oznaczenia, teraz to był błąd. Zdjęcia jakieś brunetki, która obejmuje mojego chłopak hasztag #holiday i buziaki. I ten uśmiech Tomka, nie widać było, żeby za mną tęsknił. Z resztą nie dzwonił od trzech dnii. Z ciekawości to ja zadzwoniłam do niego. Oczywiście nie odbierał. Usunęłam ze łzami w oczach. Czyżbym kolejny raz popełniła błąd?.

-------------
Beznadziejna... 😩 Jednak nie mam weny.




poniedziałek, 20 czerwca 2016

Rozdział 6

Przez ostatnie trzy miesiące bardzo zbliżałam się do Tomka. Przy jego boku zawsze czułam się bezpieczna, ale przede wszystkim szczęśliwa. Niestety, zbliżał się czas, w którym Thoams będzie musiał wyjechać do USA. Jakoś nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że mam nie widzieć się ze swoim chłopakiem przez ponad miesiąc. Byłam pewna, że jak przetrwamy ten czas, to razem przejdziemy już przez wszystkie trudności.
-Idziemy się przejść? Muszę Ci coś pokazać-zapytał Jaeschke
-Jasne 5 minut i jestem gotowa-jak powiedziałam, tak zrobiłam. Jako że byliśmy nad morzem postanowiliśmy wybrać się na plażę.
Chodziliśmy około 20 minut brzegiem morza, rozmawiając właściwie o niczym.
-Co takie takiego miałeś mi pokazać?-zapytałam
Tomek podciągnął rękaw swojej bluzy, a moim oczom ukazał się tatuaż "Laura, miłość mojego życia " tylko po angielsku.
-Tomek!!!-krzyknąłam -Ale ty jesteś głupi-zaśmiałam się -To jest prawdziwie?-spytałam
-No oczywiście-odparł siatkarz
-Ale mnie zaskoczyłeś, a co jeśli nam się nie uda?, tatuaż zostanie Ci do końca życia
-Co mam nam się nie udać? Laura, to będę miał na zawsze, tak samo jak Ciebie-nie wiem, naprawdę nie wiem, jak on to robi, że doprowadza mnie do stanu, w którym czuję się tak jakbym mogła latać.
-Kocham Cię-odrzekłam całując go
Wszystko było takie piękne, że aż za piękne. Czy można mieć w życiu dosłownie wszystko?. Wyglądało na to że tak.
-Tomek, nie chce żebyś wyjeżdżał-rzekłam wtulona w jego tors.
-Wiesz, że muszę, takie jest nasze życie, życie sportowców-odpowiedział spokojnie Thomas
-Boję się-powiedziałam cicho
-Czego??-przyjmujący spojrzał na mnie troskliwym wzrokiem
-Tego, że w USA może poznasz lepszą dziewczynę, zakochasz się w niej, a o mnie zapomnisz-wiem, może trochę przesadzam, ale już tyle razy zostałam skrzywdzona, tyle razy zaufałam, a zostałam zraniona.
-Wątpię żebym w Ameryce poznał jakąś Laure-początkowo nie wiedziałam o co mu chodzi, dopiero po pewnym czasie przypominałam sobie o tatuażu.
-Załatwiłeś się-uśmiechnęłam się -teraz będziesz już zawsze na mnie skazany-odparłam
-I dobrze, chociaż istnieje jeszcze opcja poznania innej Laury tutaj, w Polsce-rzekł z uśmiechem Jaeschke
-Ejjj, to nie było zabawne-udawałam obrażoną
-Oj Laura, Laura kocham Cię -Thoams objął mnie i razem wróciliśmy do hotelu.
*5 dni później*

Nadszedł dzień wyjazdu Tomka. Widziałam po zachowaniu swojego chłopaka, że bardzo cieszy się z powrotu do domu. W sumie to nie ma się co dziwić nie widział się z nimi od dwóch miesięcy. Ciekawa byłam czy jak będzie wracał do mnie też będzie taki radosny. Nie ja już mam paranoję.
-Kochanie możesz się pospieszyć, bo mi samolot odleci-poganiał mnie
-I to chodzi-krzyknęłam ze śmiechem
-Zaraz wyjdę sam-zagroził Tomek
-Masz jeszcze 1,5 godziny, a na lotnisko jest 30 minut drogi, więc nie dramatyzuj, bo zachowujesz się jak byś miał okres-zażartowałam
-Naprawdę? Jestem aż tak nieznośny jak ty?- zapytał
-Gorszy, no chodź, pośpiesz się, bo przecież przed nami godzina drogi-droczyłam się
-Jak, przecież mówiłaś, że 30 minut-zabawne było patrzenie na jego bezradną minę
-Ale ja prowadzę-powiedziałam i szybko zbiegłam po schodach
-O nie ja!!!-krzyknął siatakrz, który dogonił mnie dopiero przy samochodzie
-Z taką kondycją to my się zobaczymy dopiero w październiku-bo wtedy Thoams wraca do Rzeszowa
-Będzie mi tego bardzo brakować-pierwszy raz dzisiaj zobaczyłam w jego oczach smutek.
-Mi też, a nie przepraszam mi bardziej-wsiedliśmy do samochodu
Mimo wszystko humor mi dzisiaj dopisywał, przynajmniej tak to wyglądało z mojej perspektywy, bo ze strony Thoamsa byłam po prostu wredna, ale tyle radości sprawiało mi patrzenie na jego przerażoną, zmartwioną twarz, że nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam udawać, że samochód nie chce odpalić.
-Nieeee, Lauraaa-krzyknął Tomek i wysiadł z samochodu, a ja wybuchłam śmiechem odpalając prawidłowo auto. Jaeschke aktorsko przewrócił oczami i z powrotem usiadł na miejscu pasażera.
-Czemu to robisz?-zapytał
-Chce, aby te minuty trwały wiecznie-odpowiedziałam
Niestety one zamiast się opóźniać, pędziły jak szalone. Tak bardzo nie lubiłam pożegnań, że najchętniej to uciekła bym stamtąd bez żadnego "pa", "cześć", "do zobaczenia "
-Obiecaj mi, że będziesz dzwonił codziennie- popatrzyłam na niego
-Codzienne, kilka razy-uśmiechnął się chłopak
-Osiągnąłeś swój cel-rzekłam
-O czym mówisz?
-Od samego początku robiłeś wszystko, abym się w tobie zakochała i udało Ci się to z podwójną skutecznością. Nie możesz mnie teraz zranić, bo nigdy Ci tego nie wybaczę-poczułam, że kąciki moich oczu robią się wilgotne.
-Nie jestem takim debliem jak Mikołaj i nigdy nie pozwolę na to abyś przezemnie płakała-rzekł patrząc mi w oczy, jego wzrok był pełen prawdy, a mój lenku.


-Muszę iść-oderwałam się od niego
-Pamiętaj, że Cię kocham-dodał
-Ja Ciebie też-pocałowałam do ostatni raz i zniknął gdzieś w oddali.
Nie minęło nawet 5 minut a ja już za nim tęskniłam i kolejnie zły zaczęły lecieć po moich policzkach.
        "Nie płacz już, proszę, pamiętasz co Ci przed chwilą powiedziałem?"
Dobra Laura czas wziąść się w garść, w końcu nie wszystko kręci się wokół Tomka. Zbliżają się mistrzostwa świata, a potem marzenia, czyli olimpiada. Jak to mówi mój ulubieniec Kubiak "Bez treningów nie ma wyników".
*3 dni później*

Wzięłam sobie słowa kapitana dojść głęboko do serca. Od dwóch dni nie robie praktycznie nic innego oprócz treningów z Robertem. To pomagało mi zapomnieć o tym, że nie ma tu Tomka i być może teraz siedzi koło niego jakaś inna dziewczyna. Nie stop Thoams mnie kocha.
Kiedy wyszłam z hali poczułam, że wpadam na jakiegoś olbrzyma.
-Przepraszam zamyśliłam się -rzekłam
-No proszę, jednak są na tym świecie dziewczyny, które nie wpadają na Ciebie celowo, prosząc o to, abyś je przeprosił-odparł siatkarz
-Ponoć jestem wyjątkowa Panie Włodarczyk-specjalne podkreśliłam jego nazwisko
-Zawsze możemy się przekonać, to co kawa?-szybki jest
-Przykro mi, ale jestem zajęta-szybko ucięłam temat, chociaż nie powiem, że gdyby nie Jaeschke to z chęcią bym się umówiła, ale ja już mam swojego księcia.
-Ale w jakim sensie jesteś zajęta?-zapytał Wojtek z cwanym uśmiechem
-W każdym Wojtek, w każdym -krzyknęłam z oddali i znowu ujrzałam ten wyjątkowy uśmiech.
Wróciłam do domu, ucięłam jeszcze krótką pogawędkę z Tomkiem, po której szybko zasnęłam.
Około godziny 10:00 byłam pod halą, gdzie miałam odbyć trening z dziewczynmi. Jako, że zbliżał się memoriał musiałyśmy wziąść się ostro do pracy.
-Ooo dzień dobry-przywitał mnie Włodarczyk
-Witam
-Co ty tutaj właściwie robisz? Często Cię widuję-rzekł siatakrz
-My przeszliśmy na TY?-zapytałam
-Przepraszam, co Pani tutaj robi?-uśmiechnął się Wojtek
-Laura jestem i prowadzę grupę tańczną, która będzie tańczyła na meczach-odrzekłam
-Mhm, a ty też będziesz tańczyć?-podniósł kącik ust
-A i owszem
-Włodi!!! Koniec podrywu, a tak wogóle to mówiłeś, że za zajęte się nie bierzesz-Pit i jego riposta
-Kiedy tak mówiłem?-zaśmiał się, a my razem z nim
-Ty Laura też uważaj, bo numer do Tomka mam, wystarczy jeden telefon-środkowy pogroził mi palcem
-Okej to ja wolę nie ryzykować
*Perspektywa Wojtka*

-Jaki Tomek?-zapytałem Piotrka
-Stary co ty insta nie masz?
-Jaeschke?
-Bawro
-Aha czyli obecnie go nie ma-pomyślałem, a właściwie powiedziałem, niestety
-Wojtek? Co ty kombinujesz?-zapytał Pit
-Jaaaa?? Nic -odpowiedziałem
-Nie zaliczysz Włodarczyk i trzymaj się od niej z daleka-powiedział Nowakowski
-To nie będzie takie łatwe-szepnąłem
Żadna dziewczyna nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak Laura, może i miała chłopaka, ale nie w Polsce, co już stawiało mnie w komfortowej sytuacji
-Ty Wronka, znasz tą Laurę?-zapytałem
-Nie zaliczyłem JESZCZE, jeżeli o to pytasz-zaśmiał się Andrzej
-A ty tylko o jednym-przewróciłem oczami
-A ty niby nie?
-Są w życiu ważniejsze sprawy niż łóżko-sam nie wierzyłem, że to powiedziałem
-Czyżbyś się zakochał? Chłopaki Włodi się zakochał-krzyknął środkowy, a mój wzrok skierował się na Nowakowskigo
-Zamknij ryj, wlace nie-zaprzeczyłem
-Trochę Cię znam stary-wróciliśmy do treningu. W między czasie na halę weszła Laura i inne dziewczyny. Laura cały czas się śmiała, wygupiała, było widać, że jest we właściwym miejscu i robi to co kocha.


--------
Powracam !!!
Przepraszam za taką dłuuuugą przerwę. Obiecuję, że się poprawię i rozdziały będę co tydzień. Z końcem szkoły przyszła mi wena, to chyba dobrze Xd tzn. Zależy dla kogo
Wojtek dużo namisza, obiecuję.
Buziaki 😘




poniedziałek, 2 maja 2016

Rozdział 5

Julka, Julka, Julka, nie była by sobą gdyby nie postawiła na swoim. Często mieliśmy przez to problemy, ale zawsze wychodziłyśmy z tego obronną ręką, używając uroku osobistego, którego nam nie brakowało.
-Pośpiesz się-krzyknąła Julia, kiedy byłyśmy pod halą.
-Dobrze, Tomek nie ucieknie, nie bój się-szczerze?. Nie miałam ochoty na spotkanie, a tym bardziej rozmowę z przyjmującym.
-Żebyś się nie zdziwiła-odrzekła
Weszyśmy na halę.
-Jezus Maria, Olek!!!-Julka na widok Śliwki, zrobiła się cała czerwona i zaczęła wymachiwać rękami
-Nigdy nie mówiłaś, że Ci się podoba-rzekłam
-Bo ty jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz, chodź idziemy do Thomasa-pociągnęła mnie za rękę
-Czekaj-krzyknęłam, kiedy zobaczyłam go na korytarzu, nie był sam, był z jakąś długonogą brunetką.
-Super-powiedziałam pod nosem
-Ale świnia, a kilka dni temu mówił, że Cię kocha, dupek-usiadłam na ławce chowają twarz w dłonie.
-Bu-zaskoczył mnie Igła -Coś nie w formie?-zapytał libero
-Daj spokój-parsnęłam
-Wiem, wiem, słyszałem, zresztą wszyscy słyszeli że...-nie dałam mu dokończyć
-Ooo już się Tomuś pochwalił, że przeleciał? Co? Znowu jakiś durny zakład?-nie wytrzymałam, i uciekłam
-Nie Laura, zaczekaj -słyszałam głos Krzyśka, który mnie dogonił.
-Tomek, nic takiego nie mówił, wręcz przeciwnie, powiedział, że się w tobie zakochał, ale jak ty nie chcesz z nim być to on nie będzie naciskał-zrobiło mi głupio
-Kocha mnie?!!! i dlatego dzisiaj widziałam go z jakąś inną dziewczyną-odparłam
-Nie wiem, ale wiem co mówił
-A ja nie wiem co dla niego znaczy "kochać".
Wsiadłam do samochodu. Zależało mi Tomku, teraz byłam tego w 100% pewna, kiedy zobaczyłam go przytulającego tą dziewczynę coś we mnie pękło. Chciałam podejść i wykrzyczeć mu prosto w twarz jakim jest dupiek, ale przecież to ja przekreśliłam szanse na nasz związek.
Znowu zanosiło się na noc pełną łez.
Wróciłam do domu, rzuciłam klucze na szafkę i usiadłam na kanapie, zastanawiając się nad swoim życiem. Co ja robię nie tak?. Wydaje mi się, że mam wszystko, dom, przyjaciół, pieniądze, robię to co kocham, mam kochającą rodzinę, a jednak ciągle czegoś mi brakuje, a właściwie kogoś.
-Cześć, radzę Ci zamykać drzwi, bo Cię okradaną-Julka wleciała do mojego mieszkania
-A pukać, to Cię mamusia nie nauczyła?
-Ojojoj nie wyżywaj się na mnie, za swoje miłosne niepowodzenia-patrzyła na mnie z politowaniem
-Nie mam ochoty na pogaduszki o życiu jak z bajki-bo właśnie takie miałam moja przyjaciółka, zero problemów -Chce zostać sama, upić się i najlepiej nie wstawać przez kilka dni z łóżka, wyłączyć się na chwilę z życia.
Zapadła cisza, Julia, jak nie ona siedziała cicho nadal na mnie patrząc. Chwilę pomyślałam...
-Ejj, gdzie ty idziesz?-zapytała Julka
-Jadę do Tomka-trzasnęłam drzwiami. Chciałam z nim porozmawiać, nie miałam nic do stracenia, trudno najwyżej będzie u niego ta dziewczyna i Tomek wyrzuci mnie za drzwi. Przynajmniej wtedy będę miała jasność, że nie chce ze mną być.
Po 30 minutach byłam pod blokiem siatkarza. Wcisnęłam numer mieszkania na domofonie, jednak nikt nie otwierał. Stałam tam około 10 minut. Fartem udało mi się dostać na klatkę schodową. Podeszłam pod drzwi Tomka. Pukam, pukam i nic. Usiadłam na schodach, w końcu nie po to jechałam przez pół miasta, aby pocałować klamkę. Minęło może 20 minut, kiedy usłyszałam czyjeś kroki. Jak się okazało był to Thomas i ta dziewczyna.
-Laura? Co ty tutaj robisz?...-zapytał przyjmujący, nie mogłam wydusić z siebie słowa, czułam ogromną gule w gardle. Zaczęłam zabiegać po schodach. Nie wiem dlaczego uciekłam, spojrzałam na tą dziewczynę i...
-Laura zaczekaj-Jaeschke złapał mnie za rękę -O co Ci właściwie chodzi co? Najpierw przychodzisz do mnie, śpisz ze mną, potem uciekasz, udajesz, że nic się nie stało, nie odzywasz się, a teraz co odwalasz?-dobre pytanie. Przez chwilę stałam naprzeciwko niego, poczułam, że moje oczy robią się wilgotne.
-Masz rację, zachowuję się jak bym była najważniejsza, wiesz co zapomnij o tym, że tu byłam i wracaj na górę do...-nie skończyłam, a Tomek złożył na moich wargach namiętny pocałunek.
-Ta dziewczyna, to moja siostra, idiotko-zaśmiał się przyjmujący
-Jezus Maria-schowałam twarz w dłonie, a siatakrz mocno mnie do siebie przytulił.


-Chodź poznam Cię z nią-rzekł siatkarz
-Ja nie wiem czy to dobry pomysł, pewnie myśli, że jestem jakąś wariatką-uśmiechnąłam się
-A nie jesteś?-no tak, byłam.
Weszłam z nim na górę, miałam pewne obawy, czy siostra Tomka mnie polubi, a może wyśmieje.
-Cześć-powiedziałam niepewnie
-Hej, ty pewnie jesteś Laura, Thomas dużo mi o tobie mówił-powiedziała młoda, bardzo miła kobieta. Ukradkiem spojrzałam na Tomka, który stał uśmiechnięły od ucha w progu kuchni.
-Taak, a co mówił?-zapytałam z ciekawością
-Że jesteś bardzo ładna, miła, śmieszna, ale chyba najważniejsze co mi powiedział, to to, że jesteś idelana i, że nigdy nie czuł do jakieś dziewczyny tego co do Ciebie-zrobiło mi bardzo miło, zauważyłam również, że na twarzy Tomka pojawił się lekki rumieniec. Spojrzałam na niego i uśmiechełam się.
-Dobra, to ja was zostawię samych-Misha zabrała swoje kanapki oraz herbatę i poszła do siebie.
-Ja też się będę zbierać-rzekłam
-Nie zostaniesz?-Jaeschke zbliżył się do mnie
-Nie wiem, zostawiłam Julke samą i trochę mi głupio-odrzekłam
-A mnie to samego nie jest Ci głupio zostawiać?-droczył się ze mną
-Nie jesteś sam-powiedziałam mając na myśli jego siostrę
-Widzę, że Cię nie przekonam-zauważyłam na jego twarzy zawiedzie. Serce mówiło, żebym została, ale rozum mówił co innego.
Zaczęłam szykować się do wyjścia.
-Laura...-zaczął przyjmujący
-No, słucham Cię-podniosłam głowę
-Zostań, stęskniłem się, Julka na pewno się nie obrazi, a ja będę szczęśliwy-moim oczom ukazał ten niewątpliwie piękny uśmiech siatkarza.
-Jesteś egoistą-zaśmiałam się p
-Ja?-zapytał przez śmiech
Staliśmy przez dłuższą chwilę patrząc na siebie. On miał coś w tych swoich oczach, coś co mnie do niego przyciągało, coś co chyba przyciągało do niego wszystkie dziewczyny.
-Kocham Cię-rzekł Tomek, patrzył na mnie i czekał, aż powiem to samo, widziałam to, ale dla mnie te słowa znaczyły coś więcej. Musiałam być pewna swoich uczuć, a nie byłam.
-Hmmm, no dobrze zostanę, ale musisz dla mnie coś zrobić-odparłam
-Co tylko chcesz-rzekł Amerykanin
-Wygrajcie następny mecz-uśmiechałam się
-Dla ciebie wszystko
-Trzymam za słowo-Thoams objął mnie w pasie i namiętnie pocałował.
Noc spędziłam u Tomka, a jak ona przebiegła, to domyślacie się i dokończcie sobie sami.

----------
Piątka na piątkę? Xd wiem, że nie, ale ostatnio mam mało czasu, nauka, projekty i jeszcze bierzmowanie.
Dodatkowo załamała mnie informacja o Igle. 😢
Pozdrawiam i do następnego



środa, 20 kwietnia 2016

Rozdział 4

Ten pocałunek z Thomasem dużo zmienił już nie potrafiłam spojrzeć mu od tak w oczy, nie był już dla mnie przyjacielem, był kimś więcej. Jednak nie czułam do niego, tego co do Mikołaja. Wiem dziwne, bo Mikołaj bardzo mnie zranił, a ja miałam wrażenie, że wystarczyło by jedno jego słowo, a wróciłam bym do niego bez wahania.
Pojechałem na halę, gdzie miałam odbyć trening z dziewczynami. Jak zawsze zawodnicy Resovii właśnie kończyli. Przywitałam się ze wszystkimi.
-A gdzie Tomek?-zapytałam Ignaczaka
-Nie przyszedł dzisiaj-odrzekł libero
-Kurde-powiedziałam pod nosem, jednak zapomniałam, że Krzysiek ma uszy słonia.
-Czekaj, czekaj... on Cię wczoraj odwiózł do domu, czy wy coś?-przetrwałam mu
-Nie, to znaczy...-wkopałam się
-Chodź usiądziemy, wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko?-musiałam się komuś wygadać i chyba Igła był odpowiednią osobą.
-Ja i Tomek... wczoraj, wczoraj coś zaiskrzyło, niby tylko pocałunek, ale było w nim to "coś"-uśmiechnęłam się do siebie, po czym spojrzałam na Krzyśka, który ledwo powstrzymywał się od śmiechu.
-No i co? Mów dalej
-Co dalej? Dalej nic nie ma, kazałam mu wyjść. Wiesz nie wiem czego ja się boję, może tego, że znowu się zawiode?, że jemu chodzi tylko o jedno-posmutniałam, co zauważył siatkarz.
-Z mojej strony mogę Ci powiedzieć, że Tomek to chyba zwariował na twoim punkcie, gada tylko o tobie, kocha Cię Laura, a ty go kochasz?-zapytał Ignaczak
-Nie pomogłeś-wstałam i wyszłam z hali, zupełnie zapominając, o tym, że zaraz przyjdą dziewczyny.
-Co ja wogóle robię?-powiedziałam do siebie. Przed chwilą myślałam, że nie czuję nic do Tomka, a teraz? Teraz to ja już sama nie wiem.
Wróciłam do dziewczyn, poszło nam nadzwyczajnie szybko i dobrze. Wyszłam z hali około godziny 18:00 postanowiłam, że pójdę do Thomasa porozmawiać. Po 15 minutach byłam pod jego mieszkaniem.
-Dobra weź się w garść-zacisnęłam pięści i zapukałam do drzwi, które otworzyły się po kilku sekundach.
-Cześć-powiedziałam, chyba wybrałam zły moment, bo siatkarz mając buzię pełną jedzenia pokazał tylko gestem, że mogę wejść, nie powiem wyglądał tak..., tak słodko.
Nie minęło 5 sekund, a zaraz przywitał mnie jego pies "Brutal", nie wiem czemu Tomek, go tak nazwał? Przecież to był mały, słodki piesek.
-Lubi Cię-powiedział przyjmujący połykając jedzenie
-No wiem, i ja też go lubię-wzięłam psa na ręce -Tomek przyszłam z tobą porozmawiać o tym co się wczoraj stało
-Daj spokój wygłupiłem się, najlepiej o tym zapomni-rzekł Jaeschke
-A może ja nie chce-chłopak popatrzył na mnie i wtedy dotarło do mnie co powiedziałam. Cała ja najpierw mówię, potem myślę.
Dobrze, że Thomas mnie znał, przynajmniej wiedział, że powiedziałam to "przez przypadek".
-Napijesz się czegoś?-zapytał
-Herbaty-odpowiedziałam i usiadłam na kanapie, rozglądając się po pokoju. Mieszkanie typowego samotnego faceta, wszędzie porozwalane ciuchy, brudno i jeszcze zabawki psa, uśmiechnęłam się pod nosem. Po 10 minutach dołączył do mnie Thomas i moja herbata. Nikt się nie odzywał, a jak przyszło co do czego, to odezwaliśmy się jednocześnie, przeznaczenie?-pomyślałam
-Ty pierwsza-rzekł siatakrz
-Chciałam Cię przeprosić, jeżeli dałam ci jakieś sygnał, nie chce teraz pakować się w nowy związek. Boję się, że znowu się zawiode i będę cierpieć? Rozumiesz?-zapytałam, on nic nie odpowiedział tylko patrzył się przed siebie.
-Halo? Tomek? Ziemia-pomachałam mu ręką przed twarzą
-Laura, rozumiem, że to dla Ciebie za szybko, ale czy kiedyś?-on mnie naprawdę kocha, a ja? Ja może też go kocham, tylko boję się do tego przyznać, w końcu tylko przy nim czuję się taka szczęśliwa i swobodna.
-Dobra koniec tematu-zakończył przyjmujący. Siedziałam u niego dojść długo, rozmawialiśmy, żartowaliśmy jak kiedyś. Uwielbiałam jego poczucie humoru, jego uśmiech. W pewnym momencie "Brutal" wskoczył mi na plecy.
-Aaaa-krzyknąłam, przywracając się na Tomka
-Brutal-powiedział przez śmiech Jaeschke. Ściągnął psa z moich pleców i spojrzał mi w oczy, przez chwilę zapadła niezręczna cisza. Niegdy nie spodziewałabym się, że to ja zrobię ten pierwszy krok, że to ja pierwsza go pocałuje, ale chciałam tego.


Thomas nie pewnie zaczął rozpinać moją koszulę, robił to bardzo powoli, tak jakby czekał na to, aż zaraz wstane i wyjdę.
-Nie bój się-szepnęłam mu do ucha
-Ja się boję?-uśmiechął się
Teraz był znacznie pewniejszy siebie, wziął mnie na ręce i zniósł do sypialni.
Nie wiedziałam co się ze mną dzieję, przecież przed chwilą powiedziałam mu, że nic z tego nie będzie, a teraz pakuje mu się do łóżka. Pytanie czy będę tego żałować?. Tomek w każdym swoim ruchu był czuły i ostrożny bardzo mi to imponowało.
-Kocham Cię-powiedział za nim zamknęłam oczy, pewnie większość dziewczyn powiedziało by to samo, ale ja nie czułam tego "czegoś". Wiedziałam, że bardzo ranie Tomka, na którym w jakimś innym seansie mi zależało.
*Perspektywa Thomasa*

Czułem, że coś jest nie tak, gdyby nie było Laura chociaż raz by się uśmiechała. Może posunąłem się za daleko, ale nie, przecież ona chciała tego. Nie wiem kiedy, ale zmęczony tymi wszystkimi myślami zasnąłem, mając przy sobie kobietę mojego życia.
Obudziłem się około godziny 06:30, Laury już nie było. Pomyślałem, że pewnie poszła przygotowywać śniadanie, poszedłem do kuchni, jednak tam jej nie było.
-Laura-krzyknąłem, nikt nie odpowiedział -Uciekła?-powiedziałem do siebie. Zobaczyłem, że na stoliku leży jakaś kartka.
  "Przepraszam Cię Tomek, ale nie mogłam zostać, czuję się podle, tak jak bym Cię wykorzystała. Mam wrażenie, że to Mikołaj już na zawsze będzie mężczyzną mojego życia, wiem że mnie kochasz, ale spróbuj zapomnieć. Chciałabym abyś był moim przyjacielem, chce mówić Ci  o moich odczuciach, chce się tobie wypłakiwać, ale CHYBA nigdy Cię nie pokocham, tak... tak jak Mikołaja.
   Przepraszam 
                                    Laura
P.S Było cudownie i jeszcze raz bardzo Cię przepraszam.

-Było cudowie-powtórzyłem ostanie słowa. Tak, kochałem ją, ale po co miałem walczyć? Skoro sama napisała, że nigdy mnie nie pokocha. Lepiej będzie jak wrócę do USA i zapomnę. Usłyszałem dzwonek telefonu.
-Cześć Tomek, będziesz na treningu? Uprzedzam, że Kowal jest zły-usłyszałem głos Piotrka
-Tak będę, będę-powiedziałem obojętnie
-Coś się stało?-zapytał środkowy
-Przyjedź do mnie pogadamy-musiałem z kimś porozmawiać
Po 30 minutach Pit zjawił się u mnie w mieszkaniu.
-Siema stary-przywitałem się z Nowakowskim i zaprowadziłem do salonu
-Laura była u ciebie?-zapytał trzymając w ręku jej notes, którego najwidoczniej zapomniała
-Aaa daj spokój-usiadłem załamany na kanapie
-Uuuuu czyli było coś ten tego-środkowy podniósł brwi
-No było, ale co z tego, jak rano już jej nie było i zostawiła tylko to-podałem mojemu przyjacielowi list.
-Odpuść-rzekł po przeczytaniu
-Nie mogę Piotrek, nie potrafię, jeszcze ta noc, kurde stary...-schowałem twarz w dłoniach
-Ja myślę, że ona po pewnym czasie zrozumie co do Ciebie czuję, tylko muszisz trochę odpuścić, nie możesz się jej narzucać i co najważniejsze nie przepraszaj jej, bo to ona zawiniła-postanowiłem wziąść sobie te rady do serca.
Razem z Piotrkiem pojechaliśmy na trening, a następnie postanowiłem trochę odreagować i wybrać się na imprezę.
*Perspektywa Laury*

Nie miałam się komu wypłakać, miałam dużo przyjaciół, ale wszyscy znali Tomka i zaraz zaczęli by nas swatać, a tego nie chciałam. Postanowiłam zrobić sobie kilka dni przerwy od Rzeszowa i wróciłam do rodzinnego miasta. Zadzwoniłam do mojej koleżanki, z którą przyjaźniłam się jak jeszcze mieszkałam w Kielcach. Co prawda ona znała moją sytuacją, bo codziennie rozmawiałyśmy, ale osobiście Tomka nie poznała, więc mogłam jej powiedzieć dosłownie wszystko.
-Cześć kochana-mocno mnie przytuliła
Julka zaparzyła herbatę.
-To odpowiadaj-zaczęła...
-Jestem beznadziejna-odrzekłam
-To już wiem, a można jakieś szczegóły?-rzekła upijając herbatę
-Poszłam do niego, bo chciałam porozmawiać, jak dawnej tak o wszystkim i na początku tak było, dopiero pod koniec, nie wiem, chciałam tego, pocałowałam go no i dokończ sobie sama-...
-Dlaczego uciekłaś?-zapytała Jula
-Bo..., jak się obudziłam, to zrozumiałam, że go nie kocham i tylko go ranie, napisałam list i wyszłam, ale teraz w sumie żałuję, bo może jakbym powiedziała mu to prosto w twarz, było by inaczej
-A Mikołaj? Co z nim?-spytała moja przyjaciółka
-To skończony debil, jeszcze dzisiaj pojechałam do niego, rozumiesz?... -rozpłakałam się... pojechałam bo miałam wyrzuty sumienia, że go zdradziłam, pojechałam i co zobaczyłam? Jego i te jego lafirynde, całowali się, byli szczęśliwi, to wyszłam, uciekłam, znowu...-i tak oto z wiecznie uśmiechniętej dziewczyny stałam się zwykłą beznadziejną dziewczyną, która rani wszystkich do okoła.
-Bidulka moja, zrobimy eksperyment chodź!!! -zaproponowała Julia
-Co? Jaki eksperyment? Co ty znowu wymyśliłaś?-złapała mnie za rękę i zaprowadziła na balkon
-I co mam skakać?-zapytałam uśmiechając się
-Nie, krzyknij, że nie kochasz Tomka-zaskoczyła mnie, to było jak wyzwanie w grę w butelkę, ale w sumie cała Julka, dziecinna, uśmiechnięta w jedym zdaniu ciesząca się życiem.
-Tak robią dzieci-odparałam
-Wyrzuć z siebie, to że go nie kochasz? Tak nie robią dzieci, -śmieszyła mnie ta sytuacja, no bo kto normalny tak robi?
-Nie koch... nie zrobię tego-przerwałam w połowie zdania
-Czyli go kochasz widzisz? Laura kocha Tomka, Laura kocha Tomka-zaczęła krzyczeć tak głośno, że w Rzeszowie mogli by ją usłyszeć
-Zamknij się!, ile ty masz lat?-zapytałam wchodząc z powrotem do mieszkania
-21 i wiesz, że to nie była zabawa dla małych dzieci, studjuje psychologię to wiem-to mnie zaskoczyła
-Studiujesz i nic mi nie powiedziałaś?-rozmawialiśmy bardzo długo, aż gdzieś około godziny 02:00, o ile dobrze spojrzałam na zegarek, padłyśmy ze zmęczenia.
*Perspektywa Thomasa*

Impreza, jak każda inna. Dziewczyny, alkohol, głośna muzyka. Wszyscy do okoła szczęśliwi, no prawie. Nie minęły 2 godziny, a ja już chciałem opuścić ten lokal. Zastanawiałem się co teraz robi Laura, może płacze?, a może właśnie jest szczęśliwa?.
-Będę się zbierał-powiedziałem do Piotrka
-No co ty już? Zawsze zostawałeś najdłużej-wiem, że Pit chciał dobrze, ale dla mnie chyba najlepiej by było, gdybym posiedział sobie sam w domu.
-Nie moje klimaty-szukałem wymówki
-Ta jasne, widzisz tą dziewczę?-wskazał na jakąś brunetke
-Nie wiesz, ślepy jestem-odpowiedziałem oschle
-No to do niej zagadaj
-Przestań... wiesz co czuję do Laury-Nowakowski naprawdę nie rozumiał, że ja nie umiem zapomnieć o Laurze i byle jaka brunetka mi w tym nie pomorze.
-Ty, postaw się w mojej sytuacji, co byś zrobił gdyby Ola powiedziała Ci, że Cię nie kocha i nigdy nie pokocha?-niepotrzebnie się uniosłem
-Sorry, nie żeby coś, ale moje zdanie w tej sprawie znasz-rzekł środkowy, a ja zacząłem kierować swoje kroki w stronę mieszkania.
*Perspektywa Laury*

Obudziłam się około 10:00, zeszłam na dół
-O wstałaś nareszcie-rzekła Julia
-Mogłaś mnie obudzić-odrzekłam
-Nie miałam serca-uśmiechała się
-Wracasz dzisiaj do Rzeszowa i jedziesz do Tomka-rozkazała moja przyjaciółka
-Dzisiaj nie, jutro, bo muszę odwiedzić jeszcze mamę
-Dobrze, ale pamiętaj... kochasz...-pokazała rękę, abym dokończyła
-Julkę-zaśmiałam się
-Też, ale bardziej Tomka-mówiąc to podeszła do mnie i zaczęła stukać mnie po głowie -I wbij to sobie to tego twojego łba-dokończyła
-A co jeżeli on już zmienił zdanie, po tym co zrobiłam?-obawiałam się, że teraz to ja mogę zostać odtrącona
-Jak kocha to poczeka-Julka puściła mi oczko i podała kubek z kawą
-Oby...-wzdychnęłam


-------------
Rozdział 4. Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Jak wam się podobał rozdział to zostawcie po sobie jakiś ślad. 😃
Pozdrawiam!!! Czekajcie na następny