Dziś zaczynał się final six, wiadmo jak to w dniu meczu emocje sięgały zenitu. Ze względu na swój stan nie mogłam zatańczyć z dziewczynami, a szkoda, miałyśmy zarąbisty układ, ale wierzyłam, że same poradzą sobie równie dobrze.
Zbliżał się mecz Polska vs Francja, Amerykanie również byli na hali. Podeszłam do Tomka, Aarona, Russella i Holta którzy stali na korytarzu.
-Hejo-prowadziłam
-Witamy mamę-odrzekli chórem
-Jeszcze nie mamę-przytuliłam się do Thoamsa
-Ładnie razem wyglądacie-rzekł Holt
-Wiemy, wiemy-podniosłam głowę do góry, aby spojrzeć na Jaeschke, widać było, że jest bardzo szczęśliwy, ja również.
-Nie ładnie tak z konkurencją rozmawiać-krzyknął Kurek
-Cicho!!! Ja tu taktykę załatwiam-zaśmiałam się, zupełnie zapomniałam o tym, że Thoams zna Polski i to dobrze, za co mi się oberwało.
-Oni narazie nie są nam potrzebni, może w finale, teraz idź do Francuzów-zaśmiał się Bartek
-Ich to się boję-żartowałam oczywiście, nikogo tam nie znałam, chociaż Julek, no nic pomyślimy.
Zauważyłam, że dziewczyny zaczęły się rozgrzewać, podeszłam do nich i usiadłam na krześle.
-Ale wam zazdroszczę-posmutniałam
-A my tobie-odparła Dominika
-Chcesz się zamienić?-zapytałam
-Z chęcią, kto by nie chciał mieć dziecka z Tomkeim?-aaa o to chodzi, a tu mają rację, tego to ja mogę sobie pozazdrościć, bo lepiej trafić nie mogłam.
Wybiła godzina 20:00 za 30 minut miał zacząć się mecz. Przed wejściem na trybuny zaczepił mnie jescze Thoams.
-Pamiętaj, żeby się za bardzo nie denerwować-rzekł z czułością w głosie
-To nie do mnie z tym, tylko do chłopaków, żeby nie grali horrorów-zaśmiałam się, co ja poradzę na to, że jak przegrywaliśmy to denerwowałam się za czterech i Tomek o tym doskonale wiedział.
-Laura?, proszę Cię-złapał mnie za rękę
-Dobrze, dobrze, nie będę się denerwować obiecuje-położyłam rękę na sercu.
-I tak Ci nie wieże-pocałował mnie
Mecz zakończył się wynikiem 3:2 dla nas. Byłam z nich taka dumna, bo ta drużyna nigdy się nie podaję i dzisiaj dali tego najlepszy dowód.
Zadowolona zaczęłam kierować się w stronę hotelu, jako, że był blisko postanowiłam zrobić sobie krótki spacer. Kiedy byłam przed hotelem zdziwiły mnie tłumy przed drzwiami i... karetka. Jako, że od małego byłam bardzo wrażliwa na ludzką krzywdę przyspieszyłam, aby zobaczyć co takiego się stało. Gdy byłam pod drzwiami zobaczyłam Tomka.
-Tomek!!!co się stało?-zapytałam
-Julka się źle poczuła, straciła przytomność i właśnie zabiera ją karetka-cholera jasna, przecież miałam na nią zaczekać, przypomniałam sobie.
-Chodź wracamy do pokoju-rzekł siatkarz, gdy karetka już odjechała.
Byłam lekko roztrzęsiona po tym co się stało, bo może gdybym na nią zaczekała, wróciła z nią to nic by się nie stało.
-Co ty robisz?-zapytał Tomek widząc, że szykuję się do wyjścia
-Jadę do Julki, ona by mnie w takiej sytuacji nie zostawiła-odrzekłam
-Zwariowałaś? W twoim stanie?
-W jakim moim stanie? Ciąża to nie choroba, nie będę przez 9 miesięcy siedziała w domu-krzyknęłam
-Dobrze, nie denerwuj się-uspokajał mnie Jaeschke
-Nie denerwuj się, nie denerwuj, nie mam 5 lat i mogę robić to co chce, jak będzie trzeba to się będę denerwować-już miałam wychodzić, jednak jeszcze jedno leżało mi na sercu -Wiesz co? Czasami myślę sobie, że moje życie było by lepsze gdyby nie było tego dziecka-zaniam zamknęłam drzwi już zaczęłam żałować tego co powiedziałam, wiedziałam jaki ból wyrządziłam tymi słowami Tomkowi. No nic trudno stało się, czasu nie cofne. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do szpitala. Szybko pobiegłam do recepcji.
-Przepraszam, przewieziono tu przed chwilą Julię Kownacką
-Tak, jest Pani kimś z rodziny?-zapytała brunetka siedząca a raczej stojąca za biurkiem.
-Nie, jestem jej przyjaciółką-odparłam
-W takim razie nie możemy udzielić żadnych informacji, przykro nam
-Ale...-przerwałam, nie miałam już siły na kłótnie, usiadłam na jednym z krzesł. Postanowiłam zaczekać na rodziców Julki, do hotelu przecież nie wrócę. Było już koło 23:00 kiedy mama mojej przyjaciółki wleciała na oddział, długo nie musiałam czekać na informację o stanie mojej przyjaciółki.
-Proszę się nie denerwować, sytuacja jest w miarę opanowana, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo-udało mi się usłyszeć od lekrza.
Na salę mnie nie wypuścili dlatego nadal siedziałam na korytarzu. Byłam strasznie zmęczona, powieki same mi opadały.
-Laura? Chodź zawioze Cię do hotelu-nie tylko nie to, ja nie spojrze Tomkowi w oczy
-Chodź, powinnaś teraz się oszczędzać-jak bym słyszała Thomasa.
Droga do hotelu minęła nam bardzo szybko. Niepewnie zamierzałam w kierunku pokoju, mając nadzieję, że Jaeschke już śpi. Cicho otworzyłam drzwi, niestety Tomek jeszcze nie spał. Nie odezwał się ani słowem. W sumie się nie dziwię, wiem, że przegięłam. Sama nie wiedziałam czy te słowa które powiedziałam przed wyjściem były prawdą. Fakt to dziecko odebrało mi marzenia, ale jeszcze mogę je spełnić, później. W głębi duszy kochałam je. Ogarnęłam się i wykończona położyłam się obok siatkarza. Nie wiedziałam czy się odezwać, czy poczekać, aż zrobi to pierwszy.
-Przepraszam-przejechałam rękę po jego palcach, nawet nie drgnął, no nic spróbuję jutro. Przekręciłam się na drugi bok.
-Na prawdę to dziecko Ci tak ciąży?-niespodziewanie zapytał Jaeschke
-Nie, oczywiście, że nie, powiedziałam to w emocjach, bo wkurza mnie to jak mnie kontrolujesz, zaufaj mi, potrafię o siebie zadbać-odrzekłam
-Dobrze, ale Kcoham cię, was i nie chcę, aby stała wam się jakaś krzywda-jakie on ma dobre serce, gdyby mi ktoś coś takiego powiedział to był by foch forever (potocznie mówiąc).
-Co z Julią?-spytał przyjmujący
-Nic konkretnego się nie dowiedziałam
-A właściwie kto jest ojcem jej dziecka?
-Nie znasz-odrzekłam
-Nigdy nie mówiłaś, że ma chłopaka, wpadka?-nie dawał za wygraną
-Tomek, nie męcz, chce spać-przytuliłam się do niego, po kilku minutach zasnęłam. Następnego dnia z samego rana pojechałam do szpitala. Na szczęście Julka czuła się już dużo lepiej.
-Myślę, że może Pani już wrócić do domu, a Pani- zwrócił się do mnie- niech dopilnuje, żeby ojciec dziecka dobrze się nią opiekował, bo Pani Julia nie może się przemęczać- O Boże biedna moja, jak ona wytrzyma te dziewięć miesięcy siedząc spokojnie na dupie, ale nie jest sama, będę ją wspierać, w końcu jesteśmy w tej samej sytuacji.
-Poradzisz sobie sama? Może lepiej powiedz Wojtkowi, że to jego dziecko, może się zmieni-odrzekłam
-Poradzę sobie sama-oburzyła się
-Jak chcesz, ale ja bym na twoim miejscu zrobiła inaczej
-Ale nie jesteś na moim miejscu-fakt moja sytuacja była zupełnie inna.
Razem z Julką wróciłam do hotelu. Ledwo weszliśmy a już milion pytań jak się czujesz? Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? No mnie by szlag trafił. Odpowadziłam ją do pokoju i poszłam do siebie.
Tomek jak zawsze sprawdzał coś na swoim smartfonie. Zauważyłam, że na szafce leżą jakieś bilety.
-Bilety na Majorkę?, przecież ja jestem w ciąży i nie zamierzam nigdzie latać-zdziwiłam się
-Yyy, no właśnie miałem Ci powiedzieć, że 19 lecę na wakacje z chłopakami i...
-...i Jennifer, no świetnie, myślałam, że ten wolny czas spędzimy razem-posmutniałam-To kiedy się zobaczymy? Co? W październiku? Super po prostu, fajnie, że mnie informujesz o sowich planach-zdenerwowałam się
-Usiądź-powiedział spokojnie Tomek
-Nie będę siadać, mówiłeś, że ze mną będziesz w trudnych chwilach, a ty sobie lecisz na wakacje? Czy twoim zdaniem tak zachowuję się facet, który ma zostać ojcem?-zapytałam
-Co ja poradzę, wyjadz był umówiony już w maju, nie mogę teraz zrezygnować i tak rzadko spotykam się z przyjaciółmi
-Phi, no tak, bo ze mną to normalnie kupę czasu spędzasz, wiesz co? Nie chce mi z tobą gadać-tak to mówi, żebym się nie denerwowała, a sam prowokuje. Myśl, że ja będę siedziała w domu z brzuchem, a on będzie wylegiwał się na plaży, jeszcze gdzieś obok będzie ta pożal się boże psycholoszka wyprowadzała mnie z równowagi.
Zdenerwowana wyszłam przed hotel. Wdech, wydech, Laura trzymaj się. Jak tak dalej pójdzie, to w końcu dołączę to teamu Julki i będę samotną matką.
-Wszystko okej?-jeszcze jego mi tu brakowało, nie denerwuj się, mobilizacja, wytrzyamsz, zrób to dla dziecka
-Nie Wojtek, nic nie jest okej, ale nie będę Cię zadręczać swoimi problemami, bo pewnie sam masz ich sporo -ufff nie wybuchłam, wytrzymałam Brawo ja!!!.
-Co ty? Ja nie mam swojego życia, rutyna i jeszcze raz rutyna-odpadł przyjmujący
-Zdziwił byś się-kurde, mój nie wyparzony język
-Co? O czym ty mówisz?-zapytał
-Nie, o niczym-wiedziałam, że mi nie uwierzył
-Jak zaczęłaś to dokończ
-Julka, mnie zabije-szepnęłam
-Co ma do tego Julka?-zapytał
-Ona jest z tobą w ciąży-i po wszystkim
-Że what?-mina siatkarza wyrażała więcej niż tysiąc słów
*Perspektywa Wojtka*
-Że what?-co? ja ojcem, nie to niemożliwe
-Proszę cię nie mów Julce, że wiesz to odemnie, bo ona mi tego nie wybaczy, a ja jej potrzebuję-rzekła Laura
-No spoko, ale kurwa, ze mną-nie dochodziło to do mnie
-Ała, ała-dziewczyna złapała się za brzuch i usiadła na krześle
-Laura? Co się dzieję-zapytałem
-Ała, straszenie mnie boli, boże Wojtek, a jak coś się dzieję? Dzwoń po pogotowie szybko-wykonałem jej prośbę.
-Laura, Laura, ocknij się-klepnąłem ją w policzek, kiedy zamknęła oczy. Pogotowie przyjechało bardzo szybko. Zabrali Laure do karetki i odjechali.
-Włodarczyk, ogarnij się, zacznij funkcjonować, co teraz? A no tak do Tomka-powiedziałem do siebie.
Szybko pobiegłam pod drzwi numer "7".
-Boże? Pali się?-krzyknął Thoams
-Tak, pali się, Laure zabrało pogotowie, jeżeli Cię to wogóle obchodzi-odrzekłem
-Co? Ale...
-Chodź, nie marudź, jedziemy do szpitala-pociagnąłem go za rękę
*Perspektywa Julki*
Właśnie miałam iść do Lury, kiedy przed drzwimi zobaczyłam Tomka i Wojtka, trzymających się za ręce.
-Myślałam, że się nie lubicie, a tu takie widoki? No, no Laura nie będzie zadowolona
-Laura to jest w szpitalu-odparł Wojtek
-Co? Ale jak? Co się stało?-szokłam
-Źle się poczuła i zasłabła, dobra chodźmy-teraz to i ja trzymałam go za rękę
-A my to sobie jeszcze pogadamy-szepnął mi do ucha. O nie!! Laura się wygadała, zabiję. W miere szybko minęła nam droga do szpitala. Tomek od razu poleciał do recepcji.
-Ja do Laury Piotrowskiej-powiedział ziajany
-Spokojnie, kim Pan jest dla niej?-zapytała z uśmiechem jakaś blondi, a po Tomku było widać, że gdyby mógł to bym ją zabił.
-Kurwa, narzeczonym-odparł siatkarz, takiego go nie znałam. Nagle z sali segregacji wywieziono Laure
-Boże, kochanie, nic Ci nie jest? Przepraszam-rzekł ze łzami w oczach
-Nie, to ja przepraszam-powiedziała Laura, takim głosem, że i mi zachciało się płakać.
-Proszę się odsunąć-krzyknął lekarz i gdzieś Laure zabrali.
Po 30 minutach wyszła do nas pielęgniarka
-Mam pytanie, czy Pani Laura zażywała jakieś leki, tabletki?-zdziwiło mnie to pytnie
-Nie, raczej nie-odrzekł Thmos
-Dziękuję, narazie tyle-i poszła
Thoams usiadł na krześle chowając twarz w dłonie.
-Ejjj, wszystko będzie dobrze, zobaczysz-potarłam go po ramieniu
-To moja wina, zdenerwowała się tymi wakacjami, wogóle o co chodziło z tymi tabletkami?-zapytał Jaeschke, a mi przypomniały się słowa Laury, ale nie powiedziałam o nich.
-Zaraz..., a może ona wzięła jakieś tabelki? Julka wiesz coś? Przecież nie chciała tego dziecka, mówiła, że tylko jej przeszkadza-ożywił się Thoams
-Zwariowałeś? Ona je kocha, a nawet gdyby jej przeszkadzało to by nic mu nie zrobiła, bo po pierwsze, zawsze była wrażliwa na punkcie krzywdy ludzkiej i nie raz jak słyszała o aborcji to ją szlag trafiał, a po drugie kocha Ciebie i by Ci tego nigdy nie zrobiła-wow Kownaca, jak chcesz to potrafisz
-Masz rację, przepraszam-odparł Tomek
Długo czekaliśmy na jakie kolwiek informacje o stanie zdrowia mojej przyjaciółki. Po dwóch godzinach wyszedł do nas lekarz.
-Można do niej wejść-odparł. Thomas od razu się wyrwał
-Nie, zaczekaj, ja pierwsza-wyprzedziłam go.
Weszłam do sali.
-Laura-boże to nie była ta sama dziewczyna co kiedyś, leżała wyczerpana na tym łóżku, wogóle się nie ruszając i patrząc w ślepy punkt.
-Jak się czyjesz? A przepraszam czujecie-powiedziałam niepewnie
-Dobrze, gdzie jest Tomek?-zapytała Laura
-Na korytarzu, powiedz mi, wzięłaś te tabletki?
-Co? Jakie tabletki, o czym ona mówi?-nagle do sali wszedł, a właśnie wpadł Tomek
*Perspektywa Laury*
-Nic nie wzięłam, zwariowaliście, za kogo wy mnie wogóle macie, przecież mnie znacie-krzyknęłam, nie ma gorszego uczucia, niż zawiedzenie na najbliższych Ci ludziach.
-O dobrze, że Państwo są-rzekł lekarz -Pan jest ojcem dziecka?-zapytał się Wojtka, który również był na sali, a mi widząc jego minę zachciało się śmiać
-Ale którego?-zapytał przyjmujący, jego chyba rozwinież ta sytuacja rozbawiła
-No jak to? Pani Laury-oddał doktor
-A nie, to nie-Boże co za chora sytuacja
-Ja jestem ojcem-wtrącił Thomas
-Nareszcie doszliśmy do porozumienia, musi się Pan teraz zająć żoną i dzieckiem-hahaha żoną dobre.
-Nie wiem czy to będzie możliwe, bo Pan jaśnie hrabina sobie wyjeżdża na wakacje, ale proszę się nie martwić mam jeszcze przyjaciół-uśmiechnęłam się do Julki, a ta złapała mnie za rękę.
-Oczywiście, że się zajmę-przyjmujący się uśmiechnął, a lekarz opuścił sale.
-Zostawicie nas samych?-poprosił Jaeschke. Julka i Wojktek wykonali jego prośbę.
-Jedź na tą Majorkę
-Nie pojadę, nie zostawię Cię z tym samej-złapał mnie za rękę, ja jednak ją zabrałam, o nie, nie będzie tak łatwo.
-Nie chce abyś tu został tylko ze względu na dziecko i na to, że się źle czuję, jakbym nie trafiła do szpitala, to byś pojechał, chce, żebyś został dla mnie, dlatego że mnie kochasz, bo kochasz prawda?-spojrzałam mu w oczy
-Pewnie, że Cię kocham, Ciebie i tego maluszka, dlatego zostaję, tylko...-Kiedy Tomek położył rękę na moim brzuchu, przeszedł mnie taki przyjemny dreszczyk.
-Tylko co?-zaniepokoiłam się
-Nie wiem czy jestem gotowy na stworzenie rodziny, boję się, że Cię zawiodę, że nie podołam temu wszystkiemu. Twoje szczęście jest dla mnie najważniejsze i jeżeli ty będziesz nieszczęśliwa to ja również-przez cały czas myślałam tylko o sobie, o tym co ja czuję, a przecież Tomek, też to wszystko przeżywał, może tego nie okazywał, ale przeżywał.
-Poradzimy sobie-teraz to ja złapałam go za rękę.
-Muszę iść, jutro gramy mecz-odparł Thoams
-Będę trzymała kciuki-podniosłam do góry pięści
-Pa, kocham Cię-pocałował mnie z czoło- I Ciebie też-dodał dotykając mojego brzucha
*Perspektywa Julki*
-Ała, to boli, co ty robisz?-zapytałam Wojtka, który pociągnął mnie na koniec korytarza
-Czemu mnie okłamałaś?-zapytał
-Jak?
-Jesteś ze mną w ciąży i nie zaprzeczaj bo Laura mi powiedziała-odparł Włodarczyk
-No jestem, ale żeby było jasne, nic od Ciebie nie chce, poradzę sobie sama, i puść mnie-krzyknęłam
-Zaraz, ja też mam jakieś prawa do tego dziecka
-Jakie prawa? Ty tylko to dziecko zrobiłeś, a ja je urodze i wychowam SAMA-podkreśliłam ostatnie słowo
-A jak się nie zgodzę?-zapytał przyjmujący
-Phi, proszę Cię, ty nie masz tutaj nic do gadania-usiadłam na jednym z krzeseł
-Dobrze się czujesz?-spytał
-Tak, co? Usiąść mi już nie wolno-zdenerwowałam się. Wojtek usiadł obok mnie i bacznie mi się przyglądał.
-Co się tak gapisz?-zapytałam, a Włodarczyk tylko się uśmiechnął
-Nie wiedziałem, że jesteś taka wredna-dodał po chwili
-Bo ty nic o mnie nie wiesz-odrzekłam
-No właśnie, a w końcu urodzisz moje dziecko, więc może się gdzieś spotkamy w spokojniejszym miejscu i pogadamy-zaskoczył mnie
-Dobra, ale wrócimy już do hotelu, bo jestem strasznie zmęczona.
*Kilka dni później*
*Perspektywa Laury*
Wróciłam do hotelu po 3 dniach spędzonych w szpitalu byłam lekko wyczerpana i o jakim kolwiek wysiłku fizycznym nie było mowy. Ogólnie to zostało mi tylko siedzenie w pokoju, no ewentualnie krótki spacer.
-Laura!!! Nie uwierzysz co się stało-krzyknęła Jula
-Wojtek, zaprosił mnie na kolację, czaisz?-rzekła podekscytowana
-Super-wysłałam jej lajka
-Ejj co jest? Gdzie jest ta pełna życia Laura?-usiadła obok mnie
-Wróci za 8 miesiący-uśmiechnęłam się
-Wogóle to mysłam, że będziesz się na mnie wydzierać, za to że się wygadałam-dodałam
-Nie no co ty? Ja Ci powinnam podziękować, bo Wojtek to naprawdę super gość-pocałowała mnie w policzek
-Fajnie, że przynajmniej tobie się układa, bo ja i Tomek, tylko się od siebie oddalamy, wczoraj Ameryka przegra i on nawet nie zazdzowił, nie pojawił się w hotel nic, tylko sms "Nie martw się", wiesz ja myślę, że on teraz jest gdzieś z tą Jennifer
-Co ty? On teraz jest...-przerwała
-Wiesz gdzie on jest?-zapytałam
-Nieee, ja chciałam powiedzieć, że... że się do następnego meczu przygotowuje-wiedziałam, że Julka wie coś czego ja nie wiem i za wszelką cenę chce to ukryć
-Proszę Cię powiedz mi, bo ja się martwię-odrzekłam
-Nie mogę, ale nie martw się, bo wszystko jest okej, ja spadam pa, trzymaj się-super, po prostu super
---------
Dziesiąty rozdział oddaję w wasze ręce. Chcę też poinformować, że będziemy powoli kończyć z tym blogiem.
Pozdrawiam









