- Godzina 9:00 trening z "moim" Mikołajem
- Godzina 12:00 - 13:00 wrócić do domu, coś zjeść, nie nudzić się
- Około godziny 17:00 będę miła gości, coś co uwielbiam, czyli moje lekcję polskiego, zastanawiałam się jaki numer im dzisiaj wywine, albo dla odmiany oni mi. Gdzieś pomiędzy tymi wydarzeniami, będę musiała upchnąć naukę. Nie mogło obyć się też bez około godzinnej rozmowy z moją przyjaciółką Weroniką i spowiedzi telefonicznej przed moją mamą.
Dźwięk wyłączającego się czajnika elektronicznego, oznaczał jedno DZIEŃ CZAS ZACZĄĆ.
Kawa wypita, śniadanie zjedzone, urana, uczesna, umalowana.
Wsiadłam do samochodu, włączyłam radio. Jechałam przez rzeszowskie ulice, chociaż tego nie można nazwać jazdą, w końcu ile czasu można jechać 10km ?
Po bardzo długim czasie dotarłam na halę.
-A ty jak zawsze spóźniona-krzyknął Mikołaj
-Wybacz-pocałowałam go w policzek
Poszłam do szatni, przebrałam się w mój ulubiony strój taneczny i szybmim krokiem szłam w stronę mojego partnera.
-To co współczesny?- zapytał
-Spokojnie zdążymy wszystkie-odrzekłam
-Wiesz do mistrzostw Polski zostało mało czasu, potem mistrzostwa Europy, świata no i wiesz...-wiedziałam
-Nie rozpędzaj się wszystko po kolei, żeby zatańczyć na mistrzostwach Europy, trzeba ciężko pracować i zająć miejsce na podium -tłumaczyłam
-Jejku, pomarzyć nie wolno-przewrócił oczami
-"Więc ręce wnieś marzenia spełnią się..." - zanuciłam jedną z moich ulubionych piosenk
-Pięknie, chodź- uśmiechął się
Uwielbiałam ten uśmiech, czasmi marzyłam sobie, o tym, że budzę się rano, widzę go, zasypiam, widzę go.
Mikołaj puścił piosenkę, jakby czytał w moich myślach "Jessie Ware- Say you love me", tytuł piosenki, był moim marzeniem. Wtuleni w siebie, zaczęliśmy wykonywać kroki w rytm muzyki. Czwarta minuta piosenki, sekund 10 i mój ulubiony moment, kiedy nasze twarzy dzielą dosłownie centymetry, zawsze wytrzymałam te pięć sekund. Jednak dzisiaj nie mogłam się powstrzymywać i delikatnie musnęłam jego wargi. Był zdiwiony, bardzo.
-Przepraszam-tylko tyle mu powiedziałam i wybiegłam z sali
-Laura-krzyknął, nie czekałem i żałuję.
Wróciłam do domu, usiadłam na sofie i co teraz? Już nie będzie tak jak zawsze posunęłam się o jeden krok za dalko, ale chciałam tego i nie mam wyrzutów sumienia. Usłyszałam dzwonek do drzwi, aż podskoczyłam, nie nawiedziłam tego dźwięku. Kto to może być? - zapytałam sama siebie, może chłopakom pomyliły się godziny, albo nie znają się na zegareku, albo to... nie to na pewno nie ON Otworzyłam. A jednak to był ON.
-Nie myślałem, że ty...-zaczął Mikołaj
-Zakochałam się w tobie Miki-w końcu mogłam to powiedzieć, on milczał
-A ty co czujesz?-przerwałam ciszę
-Od czasu pocałuneku, nie myślę o niczym innym-szepnął
-Jak chcesz możemy to powtórzyć-zauważyłam, że był nieśmiały jak nigdy, typowy facet, nielubi jak kobieta jest bezpośrednia, ja taka właśnie byłam i to chyba była moja największa wada.
Mikołaj został u mnie na godzinę, troszeczkę się zabawiliśmy, no dobra trochę. Teraz czułam, że mogę wszystko. Co ta miłość robi z człowiekiem?.
-Dobra Miki idź już, bo zaraz będę chłopaki-powiedziałam
-Aaaa, to ja już będę przeszkadzał-chciał zostać
-Nie ukrywam, że tak-droczyłam się z nim
-Kocham Cię-mocno mnie przytulił, a następnie pocałował, co odwzajemniłam
Teraz mogłabym nawet latać, mam to co, a właśnie tego kogo chciałam mieć od dawna.
Godzina 17:00, słyszę znowu ten okropny dźwięk dzwonka. Punktualność, kolejna cecha idealnego mężczyzny.
-Cześć-powiedziałam na wstępie
Od czego by tu dzisiaj zacząć? W sumie nie było od czego. Znali już podstawowe zwroty typu <Proszę, dziękuję, przepraszam itp...> .
Widać było, że u mnie czuli się dojść swobodnie
-Fajne masz, te yyy photo-rzekł Lynnel
-Zdjęcia-poprawiłam go
-Źjecia, co?-ach, ten Francuski Polski
-Zdjęcia, Julek, zdjęcia-już wiedziałam co będziemy dzisiaj robić
-Dzisiaj będziemy czytać-kurde poczułam się jak w przedszkolanka, która mówi do małych dzieci, a oni popatrzyli na mnie jak na wariatke
-What?-zapytał Thoms, z którym chyba miałam najlepszy kontakt z całej drużyny
-Read-no mój angielski też pozostawiał dużo do życzenia, o ile rozumiałam co, kto do mnie mówi, tak nie umiałam rozmawiać.
I właśnie w taki sposób znalazłam dobry kontakt z Jaeschke, ja uczyłam go polakiego, a on mnie angielskiego. Nie ukrywam, że chyba jemu uczenie mnie szło lepiej, no ale nie ma się co dziwić,ja po prostu lepiej przyswajałam widzę.
Jeden tekst czytaliśmy dwie godziny.
Maskara... ale przynajmniej przyniosło to efekty. Chłopcy nie dojść, że przeczytali to jeszcze umieli powiedzieć o czym czytali PO POLKSU. Byłam z siebie dumna.
Najlepiej poradzili sobie dwaj Amerykanie, których rozmowę udało mi się podsłuchać
-Do you like it?-zapytał Holmes, no ciekawie się zaczyna
-What? Who?-dopytywał Thoms
-Laura-odrzekł środkowy, czekałam na odpowiedź przyjmującego
-Maybe-zakończył
-Nie ładniej tak podsłuchiwać -nagle obok mnie zjawił się Niko
-Okłamywać też-walnęłam go w ramię
-Bystra jesteś-siatakrz puścił mi oczko
-No ba, przecież to widać, że umiesz Polski, lekcje u mnie są już Ci niepotrzebne, ogólnie myślę, że koniec z naszymi spotkaniami-krzyknęłam tak, aby wszyscy usłyszeli
-To dobrze, bo już to się nudne robiło -odrzekł Schops, o dziwo bardzo płynnym polskim, zajażyłam.
-O wy chamy jedne, wszyscy już umiecie Polski, a ze mnie się chcieliście ponabijać-rzekłam
-Czekaliśmy kiedy się zaorientujesz i to jednak prawda o tych blondynkach, że muszą się trochę dłużej zastanowić niż inne-odparł Holmes, po czym oberwał w tył głowy śmiejąc się
-Ja naprawdę nie umiem-wtrącił Jaeschke, ta jasne-pomyślałam
-Tak, bo on potrzebuję lekcji indywidualnych-zażartował Penchev
-Nikoooo, ty znasz takie słowo? -zapytałam
-Ja tak, ale patrząc na minę Thomasa to on nie zna na 100%, otóż mój drogi przyjacielu indywidualne, to znaczy sam na sam-zaśmiałam się
-Hahahahah-burknął amerykański przyjmujący
Najmilej jak tylko potrafiłam próbowałam pozbyć się tej chołoty z mojego mieszkania, udało się.
-A Tomek zostaje?-spytał Julek
-No tak w końcu potrzebuję lekcji I-N-D-Y-W-I-D-U-A-L-N-Y-C-H-specjalnie przeliterowałam to słowo
-Tylko żeby z tych lekcji jakiś dzieci nie było-mówiąc to Penchev prawie wybuchł śmiechem
-Debil!!!- nareszcie wyszli
Zostałam z Thomasem sama. Lubiłam spędzać z nim czas, fajnie nam się rozmawiało i wogóle, ale jednak ja traktowałam go tylko jak przyjaciela i miałam nadzieję, że on czuję tak samo. Zresztą co ja gadam, na pewno traktuję mnie jak przyjaciółkę. Spędziliśmy miło wieczór, opowiadając różne historie ze swojego życia.
-Chcesz może herbaty, albo kawy?-zapytałam
-Herbaty-odpowiedział przyjmujący
Poszłam do kuchni, która łączyła się z salonem. Czułam na sobie wzrok Tomka, a może była to tylko moja wyobraźnia? W każdym bądź razie czułam się nieswojo. Dziwne, bo ja nigdy się tak nie czuję, przyzwyczaiłam się do tego, że to ja onieśmielam facetów, a nie na odwrót.
-Ładnie dzisiaj wyglądasz-rzekł nagle
-Dzisiaj?-zapytałam, na co siatkarz pokręcił z uśmiechem głową, i o tym właśnie mówiłam.
*Następny Dzień*
O 14:00 miałam trening z dziewczynami, a właściwie próbę generalną przed jutrzejszym występem. Gdy z głośników zaczęła lecieć piosenka "Alexandry Stan-I did it mama" przystąpiliśmy do swojej pracy. Nieoczekiwanie drzwi do sali otworzyły się, a ja ujrzałam prawie wszystkich siatkarzy Skry Bełchatów, bo to właśnie z nimi Resovia miała rozgrywać jutro mecz.
-Przepraszam, a Panom to się godziny nie pomyliły?-krzyknęłam
-Raczej nie-odpowiedział któryś z żółto-czarnych.
Spojrzałam na zegarek, była 14:20, jako, że musiałam udowodnić, moją rację pobiegłem po "rozkład zajęć na hali"
-Może dać okularaki?-podłożyłam kartkę pod nos Andrzejowi Wronie
-Dziękuję nie trzeba-odparł z uśmiechem
-To co?, my sobie usiądziemy i poczekamy-rzekł środkowy
-Chyba nie macie wyjścia, a nam przyda się taka żywa publiczność-palnęłam głupio
-A co na codzień nie macie żywej?-trafił swój na swego.
Rzuciłam mu szeroki uśmiech i wróciłam do swoich zajęć
PERSPEKTYWA ANDRZEJA
-Wpadła Ci w oko?-zapytał Karol
-Co ty? Nie moja liga, za bardzo pyskata-fakt była ładna, ale wydawała się zbyt pewna siebie
-Przyznaj, że boisz się, że się z Tobą nie umówi-Kłos doskonale wiedział jak mnie podejść
-Zakład, że się z nią umówie i ... -nie musiałem kończyć
-Zgoda, stówka?-nie lubiłem przegrywać, ale wiedziałem, że nie będzie łatwo.
Poczułem jak ktoś kładzie rękę na moim ramieniu
-Od razu możesz mu dać stówkę, bo ja takich jak ty nawt palcem nie tykam-ups, wpadłem, gadane to ona ma
PERSPEKTYWA LAURY
Czy zrobiło mi się przykro, że Andrzej, a właściwie dla mnie to Pan Andrzej się o mnie założył? Ani trochę, było to nawet trochę zabawne. Jeszcze jego mina, bezcenna. Tak wiem nie mam serca, ale nie lubię takich typów, co myślą, że mogą zaliczyć wszystkie dziewczyny świata.
Kiedy pokowałam swoje rzeczy podeszł do mnie Wrona
-Słuchaj, przepraszam-powiedział
-Daj spokój, nie gniewam się-odpowiedziałam
-Naprawdę? To może pójdziemy na kawę?-hahahaha śmieszne
-Chyba żartujesz... Sorry zakładu już nie wygrasz, a jak nie masz tej stówy, to ja Ci pożycze-zaśmiałam się i odeszłam, odwracając się ujrzałam jak siatkarz uśmiecha się sam do siebie upijając łyka wody.
Końcówkę dnia spędziłam ze swoich chłopakiem. Teraz wreszcie mogłam powiedzieć, że mam w Rzeszowie prawie wszystko. Prawie, bo nie mam swojej rodziny.
----------
Jedynka!!! Wiem, że przynudzam. Najchętniej to walnęłabym wszystko co mam obyślane już w tym rozdziale, no ale nie mogę. Muszę jakoś tonować emocje. Po przeczytaniu tego uznałam, że właściwie nic ciekawego tutaj nie ma, ale rozdział ocencie sami, bo ja zawsze jestem dla siebie krytyczna.
Mam nadzieję, że z rozdziału na rozdział będę coraz lepsza.
Pozdrawiam!!!
Super! Mnie tam się jak zawsze bardzo podoba :D czekam na kolejny rozdział <3 buźka! :*
OdpowiedzUsuńI akcja się rozwija :-) Nie no świetne ♥ Nwm co napisać jeszcze ... czekam na kolejny i zapraszam do mnie nicniedziejesieottak.blogspot.com
OdpowiedzUsuńBuziol :*
Nominowałam cię Liebstar Award http://nicniedziejesieottak.blogspot.com/2016/03/liebstar-award.html
OdpowiedzUsuńBuziak :*