sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział 3

Dzień meczu, był dniem wyjątkowym, czas płynął szybciej, a emocje brały górę. Uwielbiałam to uczucie, kiedy w czasie przerw pomiędzy setami, mogłam wyjść na parkiet i wyrzucić z siebie wszystkie emocje. W momencie tańca, nie liczyło się to dzieję się na turybunach, czy na tablicy wyniku, chociaż bywały wyjątki. Liczył się dany moment, dany ruch. Zawsze na koniec układu dostawałyśmy z dziewczynami dojść spory aplauz, tak było i tym razem. Szczęśliwa zasiadłam na jednym z krzeseł. W pewnym momencie Thoms obrócił się w moją stronę i posłał mi szeroki uśmiech. Wyglądało na to, że właśnie odzyskałam swojego najlepszego przyjaciela, chociaż wiedziałam, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej.
Mecz skończył się wynikiem 3:1 dla Resovii, dzięki tej wygranej pasy wskoczyły na drugie miejsce w tabeli premiowane grą w finale. Zadowoleni udaliśmy się do mieszkania Pita świętować zwycięstwo.
Mimo, że trener powtarzał, aby nie patrzeć na tabelę i przeciwników tylko zawsze grać na 100%, godzinę zajęło im dyskutowanie o tym, co muszą zrobić, aby zagrać o złoto.
-A ty jakie masz plany, mistrzostwa Polski a potem?-zapytał Achrem
-Nie wiem czy będę brała udział w mistrzostwach Polski, bo Mikołaj ma wtedy jakiś wyjadz-odrzekłam, wiedziałam, że na wypowiedziane przeze mnie imię "Mikołaj" Tomek spuścił głowę, a jednak mu nie przeszło.
-Żartujesz? Chcesz zrezygnować przez niego ze swoich marzeń?-rzekł Nowakowski. A mi przez ten cały czas wydawało się, że chłopaki lubią Mikołaja, ale jak widać nikt za nim nie przepadał.
-Możemy zmienić temat?-zaproponowałam
-Jasne-powiedział Fabian i zeszliśmy na temat gier komputerowych, nie ma co, w tym akurat byłam ekspertem.
Usłyszałam dzwonek swojego telefonu, odebrałam przechodząc do innego pomieszczenia.
-Ale jak to co się stało?-byłam w totalnym szoku, po wiadomości jaką przed chwilą usłyszałam
-Co sie sta...-w między czasie do kuchni wszedł Thomas
-Zaraz tam będę-szybko się włączyłam i zaczęłam szykować do wyjścia. W głowie miałam jeden wielki szum, wszyscy wokół pytali co się stało, a do moich oczu zaczęły napływać łzy.
-Kurwa Laura co się dzieję?-krzyknął Jaeschke
-Mikołaj miał wypadek, muszę do niego jechać-odrzekłam
-Zwariowałaś w tym stanie sama nie pojedziesz zawioze Cię-odparł przyjmujący
-Nie chc...no dobra-zgodziłam się, bo wiedziałam, że sama nie dała
bym rady.
Po 10minutach byliśmy już w drodze, zajrzałam w lusterko boczne i widziałam, że prawie wszyscy zgromadzeni u Piotrka jadą za nami
-Jezu, po co oni tam jadą? Przecież wy wszyscy nie lubicie Mikołaja-powiedziałam zła
-Laura, po pierwsze jesteśmy twoimi przyjaciółmi, po drugie nie widzisz tego, że my chcemy Ci pomóc, chcemy Ci coś uświadomić-"Coś uświadomić"? Ciekawe co?.
-Dobra jedź szybciej, a nie gadaj-przyjmujący pokręcił jedynie głową. Miałam ochotę wysiąść z tego samochodu i iść do szpitala na piechotę, byle by nie słuchać o tym jakim dupkiem jest Mikołaj.
*Perspektywa Thomasa*

Nie wiem, czy dobrze robię, może powinnem powiedzieć jej prawdę, chociaż pewnie i tak by mi nie uwierzyła, a nasz konflikt tylko by się pogłębił. Wiedziałem, że zaraz w szpitalu jej życie może stracić sens, a ja obiecałem sobie, że zrobię wszystko, aby tak się nie stało.
*Perspektywa Laury*

Szybko wbiegłam do szpitala, gdzie ujrzałam mamę Mikołaja.
-Co z nim? -zapytałam
-Lekarze mówią, że jego stan jest stabilny-odrzekła
-A jest przytomny?
-Tak-zaczęłam iść w kierunku jego sali -ale ja nie wiem czy to dobry pomysł, abyś tam szła-kobieta próbowała mnie powstrzymać, zupełnie nie wiedziałam dlaczego, jednak za chwilę, za chwilę...
-Ty draniu, a ja jak głupia myślałam, że mnie kochasz-wbiegłam do sali z krzykiem, kiedy ujrzałam go całującego się z jakąś dziewczyną.
-Przepraszam-wyszeptał ciacho chłopak, a ja miałam ochotę szczelić go prosto w twarz, jednak ze względu na jego stan, który nie był najlepszy odebrałam sobie tą przyjemność.
-Wiesz gdzie mam twoje przeprosiny? Phi, i pomyśleć, że ja chciałam dla Ciebie zrezygnować z Mistrzostw, gdzie ja miałam oczy?
-Nie moja wina, że jesteś taka naiwna-odrzekł Mikołaj, a ja ukratkiem spojrzałam na dziewczynę, która stała obok powstrzymując się od śmiechu. Moim marzeniem było, aby Mikołaj zapłacił za to zrobił w jakikolwiek sposób. Wyszłam zapłakana przed szpital, gdzie ujrzałam całą "moją" ekipę.
-No i co się tak gapicie? Chcieliście tego co macie-rzekłam -A w szczególności ty-spojrzałam na Thomasa
-My chcemy dla Ciebie jak najlepiej, traktujemy Cię jak rodzinę, wiedzieliśmy, że Mikołaj nie jest z tobą szczery-odparła Monika
-Wszyscy wiedzieliście, że Mikołaj mnie zdradza i zamiast powiedzieć mi to prosto w twarz bawicie się w jakieś podchody-powiedziałam
-A uwierzyła byś nam?-zapytał Nowakowski
-Nie-szepnęłam cicho, Piotrek miał rację, oni przez cały czas próbowali uświadomić mi, że mój chłopak mnie zdradza, a ja zaślepiona miłością do niego, zawsze go broniłam.
-Laura, nie płacz proszę Cię-podszedł do mnie Thomas
-Zostaw mnie, chce być sama-odrzekłam i ruszyłam w drogę powrotną do domu, zupełnie zapominając o tym, że jest wieczór, że nie mam samochodu, a mój dom znajduje się po drugiej stronie miasta. Usiadłam na przystanku, oczekując na jaki kolwiek autobus. Po kilku minutach zamiast niego podjechał Tomek. Nie miałam ochoty z nim jechać, chciałam pobyć sama, zastanowić się czy zostać w Rzeszowie, a może wrócić do swojego rodzinnego miasta?.
-Chodź, nie wygłupiaj się-poczułam jego dłoń na swojej, tak naprawdę to tylko on codziennie próbował skłócić mnie z Mikołajem, gdybym chociaż raz go posłuchała, oszczędziłabym sobie rozczarowań. Spoglądając na zegarek,  którego wskazówki wskazywały 30miniut po 21, zgodziłam się wrócić z Tomkiem.
Przez całą drogę, nie mogłam spojrzeć mu w oczy, dlatego jechałam obrucona w stronę szyby, a on uszanował moje milczenie, chociaż pewnie było to dla niego trudne.
-Dziękuję-rzekłam, kiedy zorientowałam się, że jestem już pod blokiem
-Nie ma za co, wejdę z tobą na górę-oznajmił siatkarz, nie mogłam mu zabronić, bo i tak nie miałam bym szansy go powstrzymać. Kiedy weszliśmy do mieszkania, po raz pierwszy spojrzałam na jego twarz
-Już możesz iść, nie martw się, nie zabiję się, aż taka głupia nie jestem-miał to być żart, ale chyba mi nie wyszedł...
-Nie jesteś głupia, tylko zakochana...tak jak ja-złożył na moich ustach przyjemny pocałunek, przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Czułam, że moje policzki stają się czerwone.
Kiedy spojrzał mi w oczy moje serce zabiło szybciej. Było w jego wzroku coś niesamowitego, coś czemu nie byłam w stanie się oprzeć.
*Perspektywa Thomasa*

Nareszcie miałem to co, a właśnie to kogo chciałem przy sobie. Widziałam jak Laura cierpi, bałem się zrobić jakikolwiek krok. Miałem ogromne obawy przed naszym pocałunkiem, a co jeżeli pomyślała by sobie, że chce wykorzystać jej sytuację i... Całe szczęście  zareagowała inaczej, a właściwie to wogóle nie zareagowała.
-Laura, kocham Cię-powiedziałem niepewnie, a ona cały czas patrzyła się na mnie swoimi zapłakanymi, ale nadal pięknymi oczami
-Idź już-odrzekła Laura
-Ale, jest już późno, a ja przyjechałem tutaj twoim samochodem-bardzo chciałem zostać razem z nią
-To zamówie Ci taksówkę-uśmiechnęła się (nareszcie)
-Stać mnie-odrzekłem i wyszedłem całując ją w policzek.
*Perspektywa Laury*

No i co ja mam teraz zrobić?...



----------
Rozdział 3 oddaję w wasze ręce
Pozdrawiam!!! I przepraszam za błędy





2 komentarze:

  1. Nie powiem za co powiesić Mikołaja!!! 😈 Thomas taki kochany *.* Czekam na kolejny i zapraszam do mnie nicniedziejesieottak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń